Test roweru elektrycznego - dla kogo, jaki wybrać? Ceny rowerów elektrycznych. Kupujemy rower elektryczny 4.09.2020

Krzysztof Spychała
Krzysztof Spychała
Rower elektryczny - dla kogo, za ile, na co uważać kupując - sprawdziliśmy. Krzysztof Szymczak
Rower elektryczny - dla kogo, za ile, na co uważać kupując - sprawdziliśmy. Okazuje się, że rower z elektrycznym wspomaganiem to idealna propozycja zwłaszcza dla osób 50+, nawet po kłopotach ze zdrowiem.

Rower elektryczny - dla kogo

Nie jestem ortodoksyjnym cyklistą uważającym, że nie ma lepszego środka transportu niż rower. Ba, przyznam nawet z pewnym wstydem, iż niekoniecznie przekonują mnie do pedałowania argumenty o charakterze ekologicznym, choć być może pocąc się niemiłosiernie dbam o czyste powietrze, ale zużywam przecież więcej wody, której deficyt odczuwa nasza planeta. Rzekłbym, że należę do grupy rowerzystów - hedonistów. Jeżdżę, bo lubię. A lubię wtedy, gdy jest ładna pogoda: nie za gorąco, broń Boże deszczowo, z łagodnym chłodzącym wietrzykiem. Nic i nikt nie przekona mnie do zmagania się z listopadową mżawką i zakładania pięciu warstw odzieży, by jeździć w styczniowy, acz bezśnieżny dzień.

Co oznacza, że z rowerem rozstaję się jesienią, czasem pod koniec października, czasem już we wrześniu, zależnie od pogody. Lecz od marca już czekam, by wreszcie zrobiło się cieplej. A raczej czekałem, jeszcze do ubiegłego roku. Bo mój organizm spojrzał w metrykę, podliczył niedospane noce, spędzone w pośpiechu i stresie dni oraz - co tu kryć - paczki wypalonych papierosów. I powiedział dość, odmawiając dalszej współpracy. Na szczęście nie ostatecznie, lecz ostrzegawczo.

Po powrocie z sanatorium zatęskniłem za... rowerem, prawdziwym, nie stacjonarnym, choć kardiolog raczej wskazywał na ten drugi. Ale pedałowanie do ściany lub okna zdecydowanie odrzuciłem. Wspólnie z lekarzem ustaliliśmy, że kompromisowym rozwiązaniem może być rower elektryczny. A ściślej mówiąc, z elektrycznym wspomaganiem.

Jak wybrać rower elektryczny - internet czy sklep

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić - pobieżne przejrzenie internetu zasypało mnie informacjami i ofertami, a im więcej czytałem, tym większy miałem mętlik w głowie. Najpierw koncepcja, że może kupić koło z napędem elektrycznym do samodzielnego montażu - filmik na YouTubie był świetny, ale wyszperane w necie ceny już mniej (blisko 2 tys. zł), a instruktaż, jak to do starego roweru założyć, odstręczył mnie ostatecznie. Przez kilka dni rozważałem zakup a to jednego, a to drugiego jednośladu przez internet, ale znów jawiło się widmo skręcania poszczególnych elementów dostarczonych w wielkim kartonie, co jak wiem z wieloletniego doświadczenia z meblami, zawsze kończy się tym, że coś do czegoś nie pasuje albo brakuje śrubki. Straciwszy dobry tydzień zrobiłem to, od czego powinienem zacząć i zadzwoniłem do łódzkiego sklepu specjalizującego się w „elektrykach”.

Rower elektryczny - za co dopłacimy stówę lub dwie

Sprzedawca zadał mi dwa pytania. Po pierwsze: do czego jest mi potrzebny rower, po drugie: ile mogę na niego wydać. - Niech pan przyjdzie do nas, gdy będzie pan miał gotowe odpowiedzi.

Ta druga odpowiedź wydawała się prościutka: oczywiście jak najmniej. Ale sens tego pytania zmierza do ustalenia górnej, a nie dolnej granicy. Ważniejsza jest jednak odpowiedź pierwsza. W moim przypadku jej sformułowanie nie było aż tak trudne: jeżdżenie po górach i wzniesieniach - nie; po wertepach, leśnych duktach i błotnistych ścieżkach - też nie; pożeranie kilometrów na rowerowych eskapadach - nie. Rower jest mi potrzebny do jeżdżenia po mieście, z dziennym dystansem ok. 20 km, niespecjalnie wypasiony (błotniki, oświetlenie, bagażnik, przerzutka - tak, hamulce tarczowe czy amortyzacja przedniego widelca - niekoniecznie). Każde „nie” zostawiało w portfelu od stu do nawet kilkuset złotych.

Uzbrojony w kartkę z zapiskami pojechałem do sklepu i zanim sprzedawca zdążył odpowiedzieć na moje dzień dobry, wyłowiłem spośród kilkudziesięciu rowerów - jeden. Gdybym był młodszy o..., no mniejsza z tym, powiedziałbym, że to miłość od pierwszego wejrzenia. Ciut powyżej zaplanowanego budżetu, jak każda miłość. Ale tylko ciut... Za to pasująca do mnie idealnie.

Mój rower elektryczny - osiągi i dane techniczne

No dobrze, nie jest to porsche wśród elektrycznych rowerów. To raczej toyota prius, choć chyba od niej mój jednoślad jest ładniejszy. W każdym razie nigdy nie widziałem priusa w takim fajnym ciemnofioletowym kolorze. 250-watowy silniczek w tylnym kole nie sprawia wrażenia przesadnie dużego, siedmiobiegowa przerzutka zapewnia, wraz z elektrycznym wspomaganiem, komfortową jazdę zarówno pod górę, jak i pod wiatr. Właśnie, ze wspomaganiem, bo żeby silnik działał, trzeba pedałami kręcić - nie ma manetki gazu. Siłę owego wspomagania, od zera do pięciu, można regulować sterownikiem z wyświetlaczem, na którym widać również poziom naładowania akumulatora, aktualną i średnią prędkość, dystans łączny lub dzienny. Wspomaganie wyłącza się po osiągnięciu 25 km/godz. (ustawienie fabryczne), ale można to na sterowniku podkręcić kombinacją kilku klawiszy nawet do 35 km. Litowo-jonowa bateria (10,4 Ah) z powodzeniem wystarcza na 50 - 60 km, a przy oszczędniejszym gospodarowaniu energią nawet na 70 km. Akumulator nie ładuje się podczas hamowania, więc w porównaniu z hybrydowym autem jest pewna różnica, ale za to waży ok. 3 kg i łatwo się wyjmuje. Naładowanie do pełna (zasilacz w zestawie) trwa ok. 6 godzin i kosztuje grosze.

Przyjemność z jazdy jest natomiast bezcenna, mimo że każdy szanujący się rowerzysta na takich jak ja cyklistów „na dopalaczu” patrzy z mieszaniną politowania i pogardy. Na szczęście PESEL mnie usprawiedliwia...

Strajk. Górnicy zostają pod ziemią

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Grzegorz Siwak

Słyszeliście o Rubbee? To taki zestaw, który po zamontowaniu zmienia rower na elektryczny. Korzystam z niego i serdecznie polecam.

Dodaj ogłoszenie