reklama

Policjanci skuli i zatrzymali niewinnego! Brutalna akcja antyterrorystów

Edward MazurkowZaktualizowano 
Samochody zaparkowali przed blokiem, w tym miejscu – pokazuje pokrzywdzony. Janusz KUBIK
Do mieszkania Jarosława Kaczmarka przy ul. Sucharskiego w Konstantynowie Łódzkim policjanci z Komendy Wojewódzkiej w Poznaniu i wspierający ich zamaskowani antyterroryści wpadli rano z bronią gotową do strzału. Powalili zaskoczonego gospodarza na podłogę, zakuli w kajdanki i nic mu nie mówiąc, zawieźli go radiowozem na przesłuchanie do komendy policji w Poznaniu. Tam okazało się, że zatrzymali... niewinnego człowieka.


Pod bronią

– Ja już od jedenastu lat mieszkam pod Londynem, gdzie pracuję w firmie zajmującej się sprzedażą internetową. Kilka dni przed zatrzymaniem z synami, trzynastoletnim Michałem i o rok młodszym od niego Jakubem, przyjechałem na urlop do rodzinnego domu w Konstantynowie. Synów wychowuję samotnie. Chciałem im pokazać Polskę – opowiada Jarosław Kaczmarek.

Pan Jarosław, żeby zrobić chłopcom niespodziankę, zapisał ich na obóz sportowy. Do Nowin koło Kielc mieli wyjechać w sobotę rano, 25 lipca 2015 r.

– Tego dnia wstałem wcześniej, żeby przygotować im śniadanie. Chłopcy spali w dużym pokoju, moja mama w sąsiednim. Taty nie było w domu. O godz. 6.15 usłyszałem dzwonek do drzwi. Pomyślałem, że to tata wrócił z giełdy kwiatowej i przekręciłem klucz w zamku. W drzwiach stali ubrani na czarno, zamaskowani, barczyści faceci. Zamarłem z wrażenia. Dryblas, który ciałem zablokował wejście, wycelował we mnie broń i krzyknął: „Policja! Cofnij się! Na ziemię”! – relacjonuje przebieg policyjnej akcji.

Wystraszony mężczyzna położył się w przedpokoju twarzą do podłogi. Jeden z napastników przygniótł go kolanem, wykręcił ręce i zakuł w kajdanki. Jego kompani z pistoletami maszynowymi gotowymi do strzału wpadli do mieszkania i tak, jak to się dzieje na filmach, zaczęli sprawdzać pokoje. Synowie pana Jarosława, sądząc, że to napad, zaczęli przeraźliwie krzyczeć i wzywać pomocy.

– Poderwałam się na nogi i wybiegłam z pokoju. Zamaskowany napastnik, grożąc mi bronią, zagrodził mi drogę. Krzyknął: „Siedzieć! Nigdzie pani nie wyjdzie!”. Zrobiło mi się słabo. Niedawno przeszłam skomplikowaną operację tętniaka mózgu. Myślałam, że już po mnie – opowiada 66-letnia pani Maria, mama Jarosława Kaczmarka.

Na komendzie
Dwóch antyterrorystów nawet na sekundę nie spuszczało z oczu leżącego na podłodze Jarosława Kaczmarka. Inni policjanci, nie mówiąc, o co chodzi, przystąpili do przeszukiwania mieszkania. Piotr Kaczmarek, ojciec pana Jarosława, który wrócił już do domu, mówi, że policjanci powyrzucali z szafek wszystkie rzeczy.

– Zażądałem nakazu rewizji. Powiedzieli, że jak się nie uspokoję, też mnie zakują w kajdanki. Skonfiskowali laptopa syna, telefony komórkowe i karty SIM. Jarek leżał na podłodze w samych spodenkach. Kazali mu założyć koszulę i pod bronią, jak groźnego bandytę, wyprowadzili na parking przed blokiem. Tam stały ich samochody. Wsiedli z synem do busa na cywilnych numerach rejestracyjnych. Przyglądało się temu mnóstwo sąsiadów. Myślałem, że spalę się ze wstydu – wspomina pan Piotr.
Podróż do Poznania trwała około trzech godzin.

– Na komendzie wziął mnie w obroty ostrzyżony na łyso policjant. Zakomunikował mi, że jestem podejrzany o kradzież 8 milionów złotych z konwoju z pieniędzmi. Miałem to zrobić na początku lipca tego roku w Swarzędzu. Zaprotestowałem. Powiedziałem, że to nieprawda. W tym czasie byłem w Anglii. Policjant nie dawał jednak wiary moim słowom – kontynuuje pokrzywdzony.

Pytał między innymi, gdzie pan Jarosław był w dniu kradzieży, w jakiej firmie i na jakim stanowisku pracuje, czy kiedyś był zatrudniony w ochronie. Pobrał do badań odciski palców, DNA i próbki jego pisma. W komendzie pojawił się też prokurator prowadzący śledztwo w tej sprawie. Poinformował zatrzymanego, że może go zamknąć w areszcie nawet na trzy miesiące. Przesłuchanie zakończyło się po dziewięciu godzinach – mówi pan Jarosław.

W areszcie
Noc Jarosław Kaczmarek spędził w policyjnym areszcie, w celi ze złodziejami. Dostał cuchnący moczem koc i odrobinę makaronu. Następnego dnia policjanci jeszcze raz zawieźli go na komendę na przesłuchanie. Znów pytali o kradzież pieniędzy i czy wie, gdzie jest Swarzędz.

– Potwornie bolały mnie potłuczone podczas zatrzymania żebra, ale policjanci byli już grzeczni. Rozkuli mnie, a po południu zakomunikowali, że nastąpiła pomyłka i zatrzymali niewłaściwego człowieka. „Ma pan pecha – powiedział funkcjonariusz, który był u mnie w domu. – Jest pan bardzo podobny do ochroniarza, którego poszukujemy”. Zaproponowali, że w ramach tzw. gestu dobrej woli zawiozą mnie na dworzec kolejowy. „Do domu nie możemy, zabieramy tylko w jedną stronę” – powiedział policjant.

Pan Jarosław wolność odzyskał po 36 godzinach. Na szczęście do domu pociągiem nie musiał wracać na gapę. Zabrał bowiem z domu pieniądze.


W e-mailu przesłanym do redakcji „Expressu Ilustrowanego” mł. asp. Maciej Święcichowski z zespołu prasowego KWP w Poznaniu tak komentuje sprawę:

„W związku ze śledztwem prowadzonym przez Prokuraturę Okręgową w Poznaniu (...) istniała konieczność zatrzymania wyżej wymienionej osoby. Była konieczność przewiezienia tej osoby do Poznania i wykonania czynności procesowych oraz badań z jej udziałem (...). Po zweryfikowaniu tożsamości (...) mężczyzna został zwolniony. Mężczyzna nie złożył zażalenia na zatrzymanie, nie formułował też wobec policjantów żadnych oczekiwań w związku z faktem jego pobytu w Poznaniu”.
Jarosław Kaczmarek za pośrednictwem Prokuratury Okręgowej w Poznaniu złożył jednak zażalenie na bezpodstawne zatrzymanie przez policję. Czeka też na oficjalne przeprosiny i zadośćuczynienie.

Życzenia na urodziny, wierszyki urodzinowe

[ZOBACZ TEŻ FILM Upał niebezpieczny dla kierowców. Temperatura w aucie jest tak wysoka, że można usmażyć jajko (lektor) (autor TVN Turbo/x-news)

](http://www.expressilustrowany.pl/ "ZOBACZ TEŻ FILM Upał niebezpieczny dla kierowców. Temperatura w aucie jest tak wysoka, że można usmażyć jajko (lektor) (autor TVN Turbo/x-news)