Łódzkie ciekawostki: Kuczki, repery i inne rzeczy o których łodzianie nie wiedzą

Anna Gronczewska
Anna Gronczewska
Zamki, chude domy, repery, stare kaplice - w Łodzi nie brakuje przedziwnych ciekawostek...
Zamki, chude domy, repery, stare kaplice - w Łodzi nie brakuje przedziwnych ciekawostek... Krzysztof Szymczak
Udostępnij:
Bartosz Stępień od lat pasjonuje się tramwajami, prowadzi Muzeum Komunikacji MPK, ale od kilku lat gromadzi łódzkie ciekawostki, które prezentuje na swojej stronie internetowej. Materiału mu nie brakuje... Nieraz wystarczy tylko wyżej unieść głowę, uważnie się przypatrzeć, by ujrzeć rzeczy, które przyprawią nas o zawrót głowy. Są tak piękne lub niezwykłe. I nie trzeba jeździć do Paryża czy Rzymu by je obejrzeć. Te interesujące budowle czy detale architektoniczne znajdziemy w Łodzi - pisze Anna Gronczewska.

Do domu przez balkon
Osiedle w okolicach ul. Bednarskiej i Sanockiej nazywane jest "zusowskim". Wybudowano je w 1935 roku. Przetrwało do dziś i zadziwia charakterystyczną architekturą. Przed wojną musiała być uznana za bardzo nowoczesną. Na przykład przy ulicach Dygasińskiego i Sanockiej stoją niecodzienne bloki. Do znajdujących się w nich mieszkań wchodzi się przez... balkony. Po obu stronach bloku są wejścia do klatek schodowych. Nimi przechodzi się na balkony, gdzie są wejścia do kilku mieszkań. Domy z takimi rozwiązaniami można spotkać dziś na południu Europy.

- Można się przyzwyczaić do takich wejść - zapewnia trzydziestolatek opuszczający mieszkanie na parterze, oczywiście przez balkon. - Tyle, że ja mam najgorzej. Bo moje mieszkanie znajduje się koło klatki schodowej. Wszyscy koło niego przechodzą.

Danuta Tomczyk mieszka na tym osiedlu już od kilku lat i bardzo sobie to chwali. Twierdzi, że stojące tu domy to coś pośredniego między blokami a kamienicą.

- Nasze domy są z cegły i bardzo dobrze się w nich mieszka - dodaje. - Do mojego mieszkania wchodzi się akurat z normalnej klatki schodowej. Ale nie raz obserwuję sąsiadów ze znajdującego się obok bloku. Wieczorami stoją na swoich balkonach, rozmawiają ze sobą, czasem biesiadują. Jest bardzo miło.

Na tym samym osiedlu jest chyba jedyny w mieście okrągły budynek. To przedwojenna wieża ciśnień. Pani Maria pamięta, że jeszcze wiele lat temu można było na nią wejść. W środku był wielki kocioł czy baniak na wodę.

- Ale tę wieżę w końcu przerobili na mieszkania - mówi pani Maria, która na osiedlu "zusowskim" mieszka od pięćdziesięciu lat.

Kobieta stojąca na balkonie bloku przylegającego do dawnej wieży ciśnień wyjaśnia, że ta wieża i całe ich osiedle to już zabytek.

- Pomalowano wieżę na żółto, ale podobno nie można było tego zrobić - twierdzi. - Teraz będzie malowany cały blok i znów wieża stanie się szara, a zatem taka, jaka naprawdę powinna być.

Przed wojną osiedle "zusowskie" dzieliło się na część inteligencką i robotniczą. W pierwszej mieszkali lekarze, farmaceuci, urzędnicy. Mieszkania jak na tamte czasy były komfortowe. Miały łazienki, toalety, podłogi wyłożone parkietem. A także do lat pięćdziesiątych XX wieku własne zaopatrzenie w wodę, którą dostarczano ze znajdującej się w tzw. parku zusowskim studni głębinowej. Niektóre mieszkania miały nawet po cztery pokoje. W łazienkach była instalacja gazowa i piecyki Siemensa. Mieszkania miały porządne drzwi, okna, z mosiężnymi okuciami. Domy przy Bednarskiej 24 i 26 należały do tej inteligenckiej części osiedla. Bloki robotnicze posiadały niższy standard. Miały na przykład toalety, ale brakowało w nich łazienek.

- Łazienkę sami potem sobie robiliśmy - tłumaczy pani Maria. - Ja na przykład prysznic zrobiłam w łazience. Gdy się tu sprowadzałam, to był tu piec kaflowy, który ogrzewał kuchnię i pokój. Przy czym kuchnia tu też jest w zasadzie pokojem. Tylko wydzielono w nim część kuchenną.

Jednym z projektantów tego jednego z najnowocześniejszych przedwojennych osiedli mieszkaniowych nie tylko w Łodzi, ale i w Polsce, był Józef Szanajca. Był zdolnym architektem młodego pokolenia w międzywojniu. W 1939 roku został zmobilizowany. Na wojnę udał się razem ze swoim samochodem. Zginął w nim 24 września pod Płazowem koło Tomaszowa Lubelskiego. Został trafiony prosto w czoło z karabinu maszynowego. W chwili śmierci miał 37 lat. Po wojnie na warszawskiej Pradze jego imieniem nazwaną jedną z ulic, postawiono tam też jego popiersie.

Krzyże na ścianach
Na ścianach kilku łódzkich kamienic zobaczymy wymurowane stare krzyże. Jeden znajduje się na kamienicy przy ul. Szarej. Jak wyjaśnia mieszkający przy tej ulicy Sławomir Rabenda od lat, ów krzyż umieszczono na ścianie na początku dwudziestego wieku.

- Kiedy stawiano tę kamienicę zginął podczas prac jeden z murarzy - opowiada pan Sławek.- I koledzy, by uczcić jego pamięć umieścili ten właśnie krzyż.
Jak wyjaśnia Bartosz Stępień, często też na ścianie kamienicy umieszczano krzyż, by podkreślić, że jej właścicielem jest katolik.

- Jeśli zaś kamienica należała do Żyda, to wymurowywano kielich kadiszowy - mówi Bartosz Stępień. - Taki kielich ocalał na ścianie kamienicy przy ulicy Rybnej. Nawet nie mam pojęcia, jakim cudem przetrwał wojnę. Pewnie musiał być przykryty tynkiem.

Idąc ulicą Skrzywana zauważymy niemal baśniowy pałacyk z wieżyczkami. Przez lata miała tu siedzibę dyrekcja zakładów "Wólczanka". Budynek został zbudowany na początku dwudziestego wieku przez Wilhelma i Helenę Huefferowów. Obok znajdowała się należąca do nich Fabryka Wyrobów Dzierganych i Pończoch.

Natomiast na ul. Wigury zobaczymy dom z charakterystyczną dobudówką. Na swej stronie Bartosz Stępień pisze, że wybudowano ją w stylu pruskim. Sprawia wrażenie jakby zbudowano ją przynajmniej na początku dwudziestego wieku.

- Niektórzy przyprowadzają tu wycieczki i biorą tę przybudówkę za żydowską kuczkę - mówi Ryszard Kabza, który od wielu lat mieszka w kamienicy przy ul. Wigury 12.

Okazuje się, że prawda jest zupełnie inna. Tę przybudówkę na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku zbudowała... Beata Będzińska, znana łódzka, nieżyjąca już lekarka, która zajmowała się odchudzaniem Polaków. Potem wyprowadziła się z kamienicy, a przybudówka została, co nie podoba się niektórym lokatorom.

- Przez nią mam ciemno w mieszkaniu! - skarży się jedna z lokatorek kamienicy przy ul. Wigury.

Ryszard Kabza opowiada, że w tej kamienicy była przed wojną remiza straży ogniowej zakładów Eitingona, czyli powojennego "Zenitu".

- Tu na ścianie są ślady po wrotach remizy - pokazuje pan Ryszard. - Na górze były pokoje dla strażaków. Tam przy ścianie widać kawałek czerwonego muru. To ślady po stajniach. Tam dalej, na tym metalowym pręcie, wisiał dzwon alarmowy. Wozy wjeżdżały od strony ulicy Sienkiewicza, a wyjeżdżały na dzisiejszą ulicę Wigury, czyli dawną Pustą.

Mieszkania w remizie
Ryszard Kabza zna bardzo dobrze historię tego domu, bo jego dziadek, Tadeusz Kabza był komendantem zakładowej straży ogniowej u Eitingonów. Fabrykę prowadzili dwaj bliźniacy, wyznania mojżeszowego, Nahum i Borys Eitingonowie. Fabryka produkowała rękawiczki, pończochy oraz trykotarze. Eitingonowie mieli też w Łodzi dom handlowy. W latach trzydziestych XX wieku była to jedna z największych fabryk w Polsce. Zatrudniała 2.500 ludzi. Nahum przeżył wojnę, udało mu się uciec do Brazylii. Tam prowadził plantację bawełny.

Dziadek pana Ryszarda w fabryce Eitingonów dowodził strażą pożarną. W 1928 roku jedną z dobudówek remizy przerobiono na mieszkania komendanta straży.

- Po wojnie, w 1949 roku, całą remizę przerobiono na mieszkania - mówi Ryszard Kabza.

Przybudówka w kamienicy przy ul. Wigury 12 nie jest więc kuczką, ani zabytkiem. Ale takich namiotów żydowskich ocalało kilka. Bardzo okazały znajduje się w podwórku kamienicy przy ul. Piotrkowskiej 88.
- Co rusz przychodzą tu wycieczki, by ja oglądać - mówi pani Teresa, która mieszka tu blisko pięćdziesiąt lat. - Zaraz jest gwar na podwórku. I przychodzą tu nie tylko żydowskie wycieczki.

Kuczkami pewnie były też dwie przybudówki w podwórku kamienicy przy ul. Piotrkowskiej 84. Niestety, nie ocalała już kuczka znajdująca się przy ul. Piotrkowskiej 223.

Kuczki związane są z żydowskim świętem Sukkot. Wypada ono zawsze po żniwach, zwiezieniu plonów i należy do najradośniejszych z biblijnych świąt żydowskich.

Sukkot nazywa się też świętem namiotów, kuczek. Wznosi się wtedy sukki, czyli namioty, szałasy. Dachy szałasów nie mogły być dokładnie przykryte, bo trzeba widzieć gwiazdy. W tych namiotach się śpi, je w czasie świąt. Jednak jedzono i spano w sukkach jedynie w krajach o cieplejszym klimacie. U nas tylko jedzono. Święto to wypada często w październiku, więc jest za zimno, by nocować w szałasach. By sprostać wymogom tradycji, łódzcy Żydzi budowali na balkonach kamienic rozsuwane sukki, czyli kuczki.

Atrakcyjna krata
Idąc ulicą warto przyjrzeć się też pięknym zdobieniom łódzkich kamienic. Jak choćby kracie przy ul. Wólczańskiej 219. Na niemalże katedralne ozdobniki warto zwrócić uwagę w bramie kamienicy przy Narutowicza 32. Ślady działań wojennych są widoczne na budynku przy Uniwersyteckiej 18 . Wodowskaz jeszcze niedawno można było podziwiać w kamienicy przy ul. Sienkiewicza 63. Natomiast całe podwórko kamienicy przy ul. Piotrkowskiej 80 jest wyłożone glazurą. Niebieskie kafle znajdziemy na froncie kamienicy przy ul. Sienkiewicza 52. Piękną glazurą jest wyłożona cała brama przy ul. Piotrkowskiej 211.

Bartosz Stępień radzi, by przyjrzeć się gargulcom na pięknej kamienicy przy Narutowicza 32. Gargulce to dekoracyjne, wystające poza lico muru, zakończenie rynny dachowej, z którego woda deszczowa ma swobodny odpływ.

Na rogu ulic Narutowicza i Wschodniej mieści się sklep spożywczy z pochylonymi szybami. A do domu przy ul. Niskiej 9 wchodzi się wprost z ulicy... Znacznik geodezyjny, jeszcze z napisem Litzmannstadt, znajdziemy przy ul. Dubois.

Pozostałości po cmentarzach
Warto obejrzeć ciekawą architektonicznie bramę wejściową na cmentarz ewangelicki przy ul. Sopockiej. A i inną pozostałość po nieistniejącym już cmentarzu przy ul. Wiznera, który od 1933 roku znajduje się na ul. Felsztyńskiego, nazywanego też cmentarzem Wiznera. Znajduje się dziś tam park. Cmentarz utworzono najprawdopodobniej na początku dziewiętnastego wieku. Miało to związek z powstaniem parafii ewangelickiej pod wezwaniem św. Mateusza. Brama wjazdowa do cmentarza znajdowała się na przedłużeniu obecnej ul. Krzywana. Prawdopodobnie ostatnie pochówki miały tu miejsce w okresie drugiej wojny światowej.

Cmentarz ten oficjalnie zlikwidowano w 1986 roku. Wcześniej w łódzkiej prasie ukazywały się ogłoszenia proszące o zgłoszenie się osób, które miały na nim swoich bliskich. Pochowane tu szczątki ekshumowano na cmentarz przy ul. Sopockiej. Po cmentarzu Wiznera została do dzisiaj między innymi brama, ruiny domu przedpogrzebowego, w swoistym lapidarium zgromadzono tablice nagrobkowe...

Takich niezwykłych miejsc można znaleźć w naszym mieście naprawdę sporo. A może nasi czytelnicy odnaleźli jakieś łódzkie ciekawostki? Pochwalcie się nimi...

Kuczki, repery i inne ciekawe rzeczy

Z Bartoszem Stępniem, autorem strony poświęconej łódzkim ciekawostkom, rozmawia Anna Gronczewska

Skąd pomysł, by wynajdować łódzkie ciekawostki?

Interesuję się od dawna historią Łodzi. Zacząłem się bliżej przyglądać temu miastu. Wyszukiwać różne ciekawe rzeczy, których na co dzień nie dostrzegamy. Uruchomiłem stronę internetową, na której te rzeczy zacząłem prezentować.

Wiele takich dziwnych rzeczy możemy spotkać na ulicach Łodzi?

Tego jest cała masa. Strona ma ambicje pokazywania zabytków ani nie z pierwszej, ani drugiej ligi. Nigdy nie miałyby szansy zaistnieć choćby w albumach fotograficznych. Są to na przykład wodowskazy, pozostałości po dawnych neonach. To też dawne numery policyjne znajdujące się na budynkach.

Te wszystkie ciekawostki zaczął Pan zbierać kilka lat temu. Część pewnie z nich już nie istnieje, zobaczyć je można tylko w Internecie?

Na pewno. Wiele z nich ginie, część zostaje odremontowana. Nie ma już na przykład mozaiki przedstawiającej ważne łódzkie miejsca i herby okolicznych miast. Znajdowała się ona na Dworcu Północnym PKS. Natomiast krzyż znajdujący się na ścianie kamienicy przy ulicy Wysokiej 8 nie tylko przetrwał, ale jeszcze razem z całym domem został odremontowany. Pozostał więc w ładniejszej wersji. Nie ma już też windy przy ulicy Pabianickiej. Mieścił się tam zakład zajmujący się produkcją i konserwacją dźwigów osobowych. Przy jego bramie znajdowała się winda. Jak wspominają starsi pracownicy, była ona sprawna, podświetlona. Znajdowała się w szybie o wysokości trzech metrów i jeździła z góry na dół. Ta winda istniała jeszcze do zeszłego roku, choć dla niepoznaki była zamalowana. Ale zniknęła, nie wiem co z nią się stało. A na przykład napis "Warzywa i owoce" z budynku znajdującego się na rogu ulic Żeromskiego i Kopernika, trafił do klubokawiarni "Warzywa i owoce".

A co z zapomnianych ciekawostek zrobiło na Panu największe wrażenie?

Zdecydowanie największe wrażenie robią kuczki, czyli przybudówki umieszczane na kamienicach należących do Żydów. Mieszkali tam w czasie święta namiotów. Niestety, zostały zapomniane. Kiedyś były masowo budowane na ścianach kamienic, zwykle na wysokości pierwszego piętra. Na szczęście kilka czy kilkanaście z nich się zachowało. Stanowią niemą pamiątkę po łódzkich Żydach. Nie ma kolorowej skrzyni z napisem: "Sprzedaż jaj". Zapominamy, że kiedyś działały w Łodzi wyspecjalizowane sklepy i rzemieślnicy.

Długo szukał Pan tych ciekawostek?

Trwa to od siedmiu lat. Zdjęć na stronie przybywa. Chyba teraz nie będę już dodawał kolejnych, tylko badał, co stało się z rzeczami umieszczonymi w mojej galerii.

Na ulicach Łodzi można spotkać znaczniki geodezyjne...

To tak zwane repery. Służyły jako odnośniki odległościowe i wysokościowe. Można znaleźć repery przedwojenne, wojenne i trochę powojennych. Ustawiano je, by nie robić pomyłek przy konstruowaniu działek. Jeśli się komuś poszczęści i będzie dobrze patrzył, to znajdzie repery z napisem Litzmannstadt. Zresztą takich ciekawostek jest bardzo dużo. Dla mnie najfajniejsze są budynki, które pamiętają starsze układy architektoniczne, drogowe. W podwórkach niektórych kamienic spotkać można też wodowskazy.

Po co je montowano?

Wskazywały ilość wody znajdującej się w tak zwanym zbiorniku górnym, zwanym też dachowym. Kiedyś nie było takich dobrych pomp jak dziś i w wyższych budynkach, na przykład czteropiętrowych, musiała na zasadzie grawitacyjnej spływać do zbiornika. Na dachu lub ostatnim piętrze kamienicy był olbrzymi zbiornik-cysterna, który mam pokazany w galerii. Dozorca miał obowiązek dolewać do niego wodę. Pompą ręczną lub czasem elektryczną. Wodowskaz wskazywał czy cysterna jest zapełniona, czy trzeba dopompować do niej wody.

Istnieje jeszcze zegar słoneczny na ścianie kamienicy przy ulicy Dowborczyków?

Tak, ale nie jest to jedyny zegar słoneczny w Łodzi. Kilka znajduje się w ogrodzie botanicznym. Duży jest w Parku Śledzia.

Ciekawych rzeczy w Łodzi nie brakuje. Tylko spacerując jej ulicami należy się dobrze rozglądać...

Na pewno. Ciekawostek wystarczy dla wszystkich. Można znaleźć wiele rzeczy, pamiętających dawną Łódź.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

i Politycznie: posłowie Kurzawa i Sobolewski o reparacjach od Niemiec

Materiał oryginalny: Łódzkie ciekawostki: Kuczki, repery i inne rzeczy o których łodzianie nie wiedzą - Dziennik Łódzki

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Na moim domu jest reper.
Więcej informacji na stronie głównej Express Ilustrowany
Dodaj ogłoszenie