MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Czas na zmiany we władzach WTA? Zewsząd słychać krytykę za organizację WTA Finals!

Łukasz Konstanty
Łukasz Konstanty
Pogoda w Cancun mocno daje się we znaki tenisistkom.
Pogoda w Cancun mocno daje się we znaki tenisistkom. Fot. PAP/Marcin Cholewiński
Miało być święto tenisa, jest walka z deszczem, wiatrem i nierównym kortem. Taką wątpliwej jakości atrakcję zapewniły ośmiu najlepszym tenisistkom 2023 roku i najlepszym tegorocznym deblistkom władze WTA, światowej organizacji kobiecego tenisa, na której czele stoi Steve Simon.

"Nie będzie kabaretu, będzie chór" - tak do serialowych lokatorów bloku przy Alternatywy 4 w jednym z odcinków zwrócił się gospodarz domu Stanisław Anioł, grany przez Romana Wilhelmiego. Simon poszedł jego tropem - we wrześniu ogłoszono bowiem, że turniej WTA Finals nie zawita do Ostrawy (i żadnych innych miast), a do Cancun.

Kontrowersyjna lokalizacja turnieju WTA Finals

Decyzja od początku wzbudzała kontrowersje. Nie chodziło tylko o fakt, że ogłoszono ją na niespełna dwa miesiące przed startem planowanej imprezy kończącej sezon, ale także, a może przede wszystkim o to, iż w Meksyku obiekt, na którym miały być rozgrywane mecze, trzeba było postawić od podstaw.

Już przed startem zmagań pojawiły się komplikacje - opóźnienie spowodowało, że uczestniczki turnieju dopiero dzień przed startem rywalizacji mogły zapoznać się z nawierzchnią. A ta okazała się nie być idealna, na co już w trakcie imprezy narzekały poszczególne zawodniczki (trudno się temu dziwić, skoro kort przygotowano na... trawie). Nierówne korty nie tylko utrudniają przewidzenie, jak odbije się piłka, ale stanowią także zagrożenie dla zdrowia zawodniczek. A przecież odpowiedni obiekt to podstawa, której władze WTA na imprezę kończącą sezon nie byli w stanie zapewnić.

Swoje zrobiła też pogoda. Oczywiście władze organizacji tenisowej mogą się bronić, że przecież nie można było przewidzieć warunków atmosferycznych, nic nie stało jednak na przeszkodzie, by imprezę zorganizować w hali (odpowiednia jest np. w Ostrawie). Opady deszczu i wiatru nie stanowiłyby wówczas żadnego problemu. W Meksyku takowa istnieje, okazała się jednak zbyt niska, by można było rozgrywać w niej pojedynki tenisowe, trzeba było więc wymyślić inną opcję. Efekty możemy od kilku dni obserwować.

Czas na zmiany we władzach WTA?

Wiele osób uważa, że przyznanie Cancun organizacji turnieju WTA Finals było błędem, a wszystko to, co dzieje się w kolejnych dniach trwania imprezy, to kolejne kamyczki do ogródka władz światowej organizacji tenisa. Niektórzy uważają nawet, iż powinno w nich dojść do przetasowań, a szefem powinien zostać ktoś inny. Takiego zdania jest m.in. była tenisistka Martina Navratilova.

- Może nadszedł czas na nowe przywództwo? Według mnie zdecydowanie tak. (...) Miejmy nadzieję, że kiedy dostaniemy nowego szefa, będzie nim kobieta. Jest ich wiele przygotowanych do takiej pracy. Steve'owi Simonowi będzie trudno utrzymać się na stanowisku - prognozowała siedemnastokrotna zwyciężczyni turniejów wielkoszlemowych w miniony weekend.

WTA myśli tylko o zarabianiu pieniędzy

Wydarzenia z Cancun to nie jedyne, czym w ostatnim czasie podpadł najlepszym tenisistkom Simon i jego świta. Otóż włodarze WTA wymyślili sobie, by wprowadzić reformę, zmuszającą tenisistki do udziału w większej liczbie obowiązkowych turniejów, zwiększyć też liczbę imprez rangi 1000 i 500. Wygląda to tak, jakby chodziło wyłącznie o jak największe finansowe zarobki dla organizacji, nawet kosztem zdrowia tenisistek.

- WTA u zarania była organizacją zawodową tenisistek, miało dbać o ich interesy, ale już od dawna się tym nie zajmuje. Priorytetem jest teraz zarabianie pieniędzy, organizowanie turniejów, itd., nie dbanie o potrzeby zawodniczek. - stwierdził redaktor naczelny magazynu Tenisklub - Adam Romer (w rozmowie z Dominikiem Senkowskim). Przyznał, że spodziewa się, iż wcześniej czy później dojdzie do przesilenia, ale nie był w stanie powiedzieć, czy Simon straci władzę.

Krytyka władz WTA za organizację turnieju w Cancun oraz pojawiające się głosy poddające w wątpliwość planowane zmiany w kalendarzu raczej niewiele zmienią, przynajmniej w najbliższej przyszłości, jeśli chodzi o to, kto akurat w organizacji pociąga za sznurki. Kilka dni temu Simon co prawda wydał oświadczenie (czytamy w nim m.in., że "Decyzja o lokalizacji została podjęta na podstawie szeregu skomplikowanych czynników. To nie jest idealna impreza, rozumiemy, że warunki są trudne i WTA oczywiście bierze za to odpowiedzialność (...) Kalendarz na 2024 r. nie będzie już zawierał nakładających się wydarzeń, jak to miało miejsce w tym sezonie"), trudno jednak spodziewać się, by z powodu popełnionych błędów zrezygnował z zajmowanej funkcji lub z planów zmuszenia tenisistek do gry w większej liczbie obowiązkowych turniejów.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Roland Garros - czy Świątek uźwignie presję?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Czas na zmiany we władzach WTA? Zewsząd słychać krytykę za organizację WTA Finals! - Sportowy24

Wróć na expressilustrowany.pl Express Ilustrowany