Marek Koźmiński: "Najłatwiej powiedzieć, że Jerzy Brzęczek nie dogadywał się z Robertem Lewandowskim. To nieprawda, ale problem istniał"

Hubert Zdankiewicz
Hubert Zdankiewicz
Bartek Syta
- Jurek Brzęczek został położony na medialnym grillu dużo dużo wcześniej. Oczywiście były ku temu przesłanki, ale z drugiej strony nie było aż tak źle, żeby go aż tak zaciekle krytykować - mówi Marek Koźmiński. Wiceprezes PZPN i kandydat na następcę Zbigniewa Bońka jest jednak zdania, że zmiana na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski była uzasadniona.

Kiedy dowiedział się Pan o zwolnieniu Jerzego Brzęczka? Pytam, bo w świat poszła informacja, że wcześniej niż inni.
To prawda. Prezes Zbigniew Boniek zadzwonił do mnie w sobotę [16. stycznia – red.] rano.

Jakoś to uzasadnił, czy tylko poinformował?
Uzasadnił. Powiedział, że czuje, że reprezentacja pod wodzą Jurka Brzęczka już wiele nie osiągnie i ma w związku z tym przeczucie, że coś trzeba zmienić. Mówił, że ta decyzja dorastała w nim od pewnego czasu i nie podejmuje jej pod wpływem impulsu. Mniej więcej to wszystko, co powiedział później na konferencji prasowej.

Był Pan zdziwiony? Prezes wcześniej przy każdej okazji bronił Brzęczka. No chyba, że to był tylko przekaz medialny, bo wy w PZPN od dawna wiedzieliście, że ma wątpliwości?
Powiem tak – zdziwiłem się, ale ze względu na datę. Natomiast jeśli chodzi o wątpliwości, to rozmawialiśmy na ten temat już wcześniej i one faktycznie były. To są jednak normalne rzeczy, że się dyskutuje. Takie dyskusje odbywały się po meczach, podczas spotkań w PZPN-ie. Później się skończyły, bo od 15 grudnia do 18 stycznia nie mieliśmy kontaktu i stąd moje zdziwienie datą. Natomiast wątpliwości co do osoby selekcjonera, tego jak ta kadra gra i czy można coś poprawić, były już wcześniej.

Prezes Boniek powiedział: „Brzęczka zwolnili piłkarze, nie ja”.
Ja bym się pod tym do końca nie podpisał. Jurek Brzęczek został położony na medialnym grillu dużo dużo wcześniej. Oczywiście były ku temu przesłanki, ale z drugiej strony nie było aż tak źle, żeby go aż tak zaciekle krytykować. Za jego kadencji – i to myślę prezes miał na myśli – nie krytykowano piłkarzy, tylko zawsze wszystko spadało na głowę selekcjonera.

Tak to już bywa, że pełniąc tę funkcję trzeba, kolokwialnie mówiąc, brać na klatę.
I tak i nie. Oczywiście selekcjoner za to wszystko odpowiada, ale to nie on wychodzi na boisko. Nie jest osobą, od której wszystko zależy. O to moim zdaniem chodziło. Nie, że piłkarze przyszli do prezesa i powiedzieli, żeby zwolnił selekcjonera. Oni swoją grą nie do końca dali argument, że reprezentacja jako grupa funkcjonuje tak, jak powinna.

Bo tak było. Sami piłkarze przyznawali, że kadra w wielu meczach gra poniżej swoich możliwości.
Zgadzam się. Nie podoba mi się tylko, że za każdym razem winny był selekcjoner. Nigdy ten czy inny zawodnik. Ok, tak się to ułożyło, a sam Jurek też nie bronił się wytykając błędy piłkarzom. Brał na klatę.

Ale od pewnego momentu coraz gorzej znosił krytykę i w tym chyba był problem. Brzęczek nie był przecież pierwszym selekcjonerem, którego grillowano, wystarczy przypomnieć sobie jaki „pojazd” był po Adamie Nawałce czy Jerzym Engelu.
Nie zgadzam się. Pojazd oczywiście był i nie tylko po tej dwójce, ale przez pewien czas. Jurek był grilowany praktycznie bez przerwy. Proszę mnie jednak dobrze zrozumieć – ja nie chcę teraz porównywać i analizować dlaczego tak było, to rola mediów. Naszą rolą jest wytłumaczenie, dlaczego podjęta została taka decyzja. No to powtórzę – selekcjoner został zwolniony, bo prezes Boniek uznał, że reprezentacja w takim składzie personalnym nie daje gwarancji dobrych wyników w eliminacjach mistrzostw świata i na mistrzostwach Europy. Że coś nie działa.

Co najbardziej nie działało?
Najłatwiej powiedzieć, że selekcjoner nie dogadywał się z Robertem Lewandowskim. To nie jest prawda, ale gdzieś tam problem istniał i trzeba było go rozwiązać. Znaleźć następcę. Zwalnianie selekcjonera na niespełna dwa miesiące przed pierwszym meczem o punkty nie byłoby dobrym pomysłem, gdyby prezes nie miał przygotowanej wcześniej alternatywy. Zgodzę się, że sprawa została załatwiona w dość ostry sposób, no bo przyjeżdża trener Brzęczek w poniedziałek do PZPN-u na normalne, tak mu się wydaje, spotkanie z prezesem, a tu nagle dowiaduje się, że to koniec. Z punktu widzenie organizacyjnego to zostało dobrze zrobione, bo trzy dni później został przedstawiony jego następca, za to z punktu widzenie takich czysto piłkarskich i ludzkich emocji to na pewno było bolesne. Dla nas wszystkich, bo przecież Jurek Brzęczek to mój dobry kolega, razem zdobywaliśmy olimpijski medal w Barcelonie. Tak jednak też w życiu bywa.

Rozmawiał Pan z Brzęczkiem po tym wszystkim?
Jeszcze nie [z Markiem Koźmińskim rozmawialiśmy w piątek 21 stycznia – red]. Zaraz po jego zwolnieniu wysłałem mu sms-a. Podziękowałem za wszystko i napisałem, że zadzwonię za kilka dni, jak emocje trochę opadną. Wiadomo, że kilka dni musi minąć, a czwartkowa konferencja prasowa prezesa też na pewno poprawiła Jurkowi humoru. Jeszcze porozmawiamy i jestem przekonany, że to co się wydarzyło nie wpłynie negatywnie na nasze relacje.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie