Zmarł gen. Janusz Brochwicz-Lewiński, legendarny „Gryf” [SYLWETKA]

Jarosław WróblewskiZaktualizowano 
1 Brygada Spadochronowa (drugi od lewej Janusz Brochwicz-Lewiński). Gen. Janusz Brochwicz-Lewiński ps. „Gryf”. Urodził się w 1920 r. w Wołkowysku, od dziecka wyróżniał go talent przywódczy. Wojskowość była wpisana w losy jego rodziny. Wstąpił do szkoły podchorążych zaraz po maturze. W kampanii wrześniowej żołnierz 76 Pułku Piechoty im. Ludwika Narbutta w Grodnie. W wieku 19 lat jako jeniec otrzymał od bolszewików wyrok śmierci. W ZWZ-AK na Lubelszczyźnie był partyzantem mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. Do szkolenia żołnierzy z „Parasola” powołał go szef Kedywu, gen. August Fieldorf „Nil”. W Powstaniu Warszawskim walczył na Woli, gdzie został ciężko ranny. Trafił do obozu jenieckiego w Murnau. Tam poznał gen. Tadeusza Kutrzebę i rtm. Witolda Pileckiego. Z polecenia gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego trafił do 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej. Jako oficer wywiadu brytyjskiego i Armii Renu brał udział w operacjach m.in. na terenie Palestyny i Niemiec. Służył w gwardii przybocznej królowej Elżbiety II i jej rodziny.W wieku 82 lat, w 2002 r. wrócił do Polski. W latach 2009-14 był członkiem Kapituły Orderu Wojennego Virtuti Militari, a w 2014 r. zasiadł w Komitecie Honorowym Fundacji „Łączka”.Prezydent Lech Kaczyński awansował go do stopnia generała brygady, a prezydent Andrzej Duda odznaczył Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski. Honorowy obywatel m. st. Warszawy, laureat Nagrody IPN „Kustosz Pamięci Narodowej”. Materiały prasowe
W czwartek, 5 stycznia zmarł gen. Janusz Brochwicz--Lewiński, ps. „Gryf”, bohater Powstania Warszawskiego, który przez lata żył na emigracji. Prezentujemy fragment biografii legendarnego żołnierza AK.

Zamachy
Komunistyczne służby dokonały na „Gryfa” kilku nieudanych zamachów. W Wiedniu np. samochód, którym jechał, został podziurawiony jak sito. Udało mu się ujść z życiem dzięki silnej eskorcie, która mu towarzyszyła. W Berlinie Zachodnim dokonano na niego trzech zamachów: w lokalu restauracyjnym, na ulicy, gdzie próbowano go wciągnąć do jadącego samochodu i po raz trzeci, kiedy próbowano go zastrzelić z jadącego auta.

Jakieś 35-40 lat temu w Niemczech, gdy nosiłem ze sobą broń, wyszedłem wieczorem z lokalu i dwóch typów szło w moim kierunku, ale w tak „intensywny” sposób, że miałem wrażenie, że polują na mnie. Zorientowałem się, wyjąłem spluwę i strzeliłem trzy razy w powietrze. To pomogło. Jeden z naszych agentów pracował pod przykrywką w ZSRS. Wracał z urlopu i jechał w Londynie piętrowym autobusem. Ktoś wtedy przeszedł obok niego i ukłuł go w nogę szpikulcem parasola. Szofer autobusu do niego podszedł na ostatnim przystanku, a on już nie żył. Ten szpikulec był zatruty tak silną trucizną, że szybko go zabiła. W Londynie też mnie „chcieli zrobić” w restauracji, ale starałem się zawsze mieć obstawę 2-3 osób ze mną albo wokół mnie.

„Gryf” twierdzi, że przeżył dzięki obrazkowi, osobistej broni i uzbrojonej eskorcie. Jego koledzy z wywiadu dowiedzieli się, że rozkazy likwidacji pochodziły od wywiadu sowieckiego, który używał do tego celu agentów Stasi. Wtedy Brytyjczycy w obawie o jego bezpieczeństwo przenieśli go w głąb Niemiec, do siedziby Sztabu Głównego Armii Renu. Warto dodać, że w brytyjskim wywiadzie był as, płk George Black, który nie potrafił ukryć niechęci do „Gryfa”. Brytyjczyk osobiście prowadził 25 agentów i kontrolował agenturalną pracę w NRD, Polsce i Związku Sowieckim. Niestety do 1957 r. kilkudziesięciu wpadło w sowieckie ręce.

Tego roku „Gryf” po przyjęciu dla brytyjskich i amerykańskich oficerów źle się poczuł i po powrocie do domu dostał niemal paraliżu ciała. Badania toksykologiczne wykazały, że otrzymał silną dawkę trucizny. Miał przeczucie, że była to właśnie robota Blacka. W 1961 r. wyszło na jaw, że brytyjski pułkownik od 10 lat pracował dla sowieckiego KGB.

**CZYTAJ TAKŻE:

https://naszahistoria.pl/nie-bala-sie-lawin-i-niemcow-piekna-sportsmenka/ar/11654490

**

Gdy poznałem przyszłą królową Elżbietę II, to miała 19 lat, a jej młodsza siostra Margareta 16-17 lat. Uczestniczyłem wcześniej w paradzie dekoracyjnej, kiedy Elżbieta II została koronowana na królową. Pilnowałem tych pań, a także Filipa i Jerzego. Towarzyszyli im też oficerowie specjalni z MI6. Margareta była nieszczęśliwie zakochana w pułkowniku lotniku, który był adiutantem jej ojca. Jerzy wysłał go do Kanady, bo nie chciał skandalu. Ona później wyszła nieszczęśliwie za mąż i piła dużo alkoholu, który ją wyniszczył. Lubiła się bawić. Rodzina królewska była tak ostrożna, że posiłki gotowane przez jej osobistych kucharzy musiał najpierw spróbować specjalny człowiek, czy nie było w nich trucizny, zanim zjadła je królowa. Kontrolowano wodę sodową, papierosy były specjalnie sprowadzane i kontrolowane. Bardzo dbano o bezpieczeństwo. To była wymagająca ochrona. Pilnowałem ich w mundurze. Jak pamiętam Elżbietę II? To dama, która była surowa, ale bardzo grzeczna i opanowana. Podziwiałem ją za jej królewski fason. Ona od dziecka była wychowana, aby być królową. Do tej pory nie zmieniła się.

Medal Brytyjskiego Imperium (BEM)
Za sumienną służbę w Armii Brytyjskiej królowa Anglii, Elżbieta II, odznaczyła w styczniu 1969 r. kapitana Janusza Brochwicz-Lewińskiego jednym z najwyższych angielskich odznaczeń - Medalem Brytyjskiego Imperium (The Most Excellent Order of the British Empire). Medal nadany został „Gryfowi” w Bonn przez ambasadora Wielkiej Brytanii w Niemczech. Godny pokreślenia wydaje się fakt, że był to jedyny order, jaki w tamtym roku nadano komukolwiek z 15-tysięcznej Armii Renu, a do tego jeszcze Polakowi z pochodzenia.

Przebieg służby

1945-1947 - 1 Samodzielna Brygada Spadochronowa

1947-1948 - III Pułk Królewski Huzarów, działania w Palestynie

1948-1950 - Niemiecko-brytyjsko-sowiecka strefa demarkacyjna

1950-1953 - wojskowa służba wywiadowcza

1954-1960 - Pułk Przybocznych Huzarów Gwardii Królowej Elżbiety II w Niemczech, Austrii, Egipcie, Kanale Sueskim, Libii i Sudanie, w tym pułku w 1955 r. awans na stopień kapitana

1960-1964 - Brytyjska Misja Wojskowa w Berlinie

1964-1968 - służba w różnych jednostkach wojskowych w Anglii i na terenie
Niemiec

1968-1971 - Wydzielony Szwadron Pancerny w Hamm - oficer techniczny
i kwatermistrz

1971-1985 - Windsor Boys’ School, szkoła o profilu gimnazjum w Hamm, gdzie pełnił funkcje: oficera do spraw bezpieczeństwa, do spraw administracyjnych i kwatermistrza. W szkole uczyło się 1200 uczniów. Były to dzieci Anglików służących w Armii Renu. Kadra pedagogiczna składała się z około 150 nauczycieli. Znajdował się tam również kontyngent kadetów, który „Gryf” szkolił we wszelkich przedmiotach wojskowych. W sierpniu 1985 r. „Gryf” przeszedł na emeryturę, a szkołę rozwiązano w dwa lata później z powodu przenoszenia większości jednostek wojskowych wchodzących w skład Armii Renu do Anglii.

Sympatia do 007
Lubię przygody Jamesa Bonda. Mam wszystkie książki o nim. W wielu wątkach przypominam sobie swoje życie, choć w filmach jest to mocno koloryzowane. Przecież smoking, kasyno, piękne kobiety, szampan i podróże po całym świecie - to jest tylko dodatek. Ian Fleming, autor książek o agencie 007, był w wywiadzie. On się na tym znał. Moim ulubionym filmem jest „From Russia with love”, lubię „Casino Royal”, „Octopussy” też był niezły. Cenię szczególnie Seana Connery w roli Bonda. On jest najlepszy, to dżentelmen, który umie się w tej specyficznej funkcji dobrze poruszać.
Matka i ojciec
„Gryf” po wojnie nigdy nie spotkał się już z rodzicami. Z matką korespondowali. Po wojnie zamieszkała u rodziny w Szczecinie. Pisała: „Synku mój drogi, ten kwiatek jest z procesji Bożego Ciała. Taka tęsknota w duszy mej, tak myślami często jestem z Tobą i stale o Ciebie się modlę, prosząc Boga o zdrowie dla Ciebie, by Cię chronił od zła wszelkiego”. Przysłała też obrazek Matki Bożej Licheńskiej. Ojciec nigdy nie wrócił do Polski. Pozostał po nim dyplom. W 1946 r. wydał w Jerozolimie 24-stronicową broszurę Droga do Polski. Sekstyny niepolityczne.

Oficer wysokiej klasy
Gdy „Gryf” służył w znanej jako MI6 - Secret Intelligence Service, dostrzegli go Amerykanie z Central Intelligence Agency.

O tym nigdy wcześniej nie mówiłem, ale CIA wypożyczyło mnie od Brytyjczyków na robotę na terenie Niemiec. Odkryłem iracką organizację terrorystyczną, która działała przeciwko NATO i USA. Penetrowałem tę grupę, informowałem Amerykanów, co robią i gdzie są. Wszedłem w posiadanie dokumentów, gdzie był m.in. kontrakt z niemiecką firmą produkującą rakiety, które kupowali terroryści. Zdobyłem wiele bardzo cennych informacji, które przesłałem do CIA. Sfotografowałem dokumenty i instrukcje, które były przechowywane w sejfie w kasynie, gdzie nocowali iraccy oficerowie. Waszyngton odpowiedział, że zrobiłem bardzo dobrą robotę. Myślę, że uratowałem wtedy życie wielu ludzi. W uznaniu otrzymałem od nich flagę, która powiewała na Kapitolu, który jest siedzibą amerykańskiego Kongresu. Pracowałem dla CIA przez 5 lat.

„Gryf” był oficerem wywiadu wysokiej klasy. Świadczą o tym nie tylko ordery, ale i pisma, które otrzymał za swoją służbę.

Nie chciałem wracać do Polski. Chciałem zamieszkać pod koniec życia w Wielkiej Brytanii. Miałem paszport brytyjski. Służyłem przecież 30 lat w ich wojsku i 15 lat w administracji. Zaproszono mnie do polskiej ambasady w Kolonii w 1993 r., aby mi wręczyć medale przysłane z Polski. Odznaczył mnie w imieniu ambasadora pan Zieliński. Zaproszono mnie na kolację, później na 2-3 przyjęcia. Spotkałem się na nich z konsul generalną, panią Sobótką. Ona zrobiła na moją cześć duże przyjęcie i powiedziała, że chcieliby, abym pojechał do Warszawy na rocznicę Powstania Warszawskiego. Jednak odkładałem to. Dostałem bilet na samolot LOT-u i zdecydowałem się przyjechać. Zostałem przyjęty przez Agnieszkę Bogucką, która wtedy się mną opiekowała. Zobaczyłem, że ludzi interesuje to, co przeżyłem, moje wspomnienia. Zapraszano mnie do szkół, zapraszali na spotkania harcerze, studenci, wojsko… Choć miałem dobre warunki życiowe na Zachodzie, to jednak do końca nie „zangliczałem”. Zostałem w sercu Polakiem i tęskniłem za Polską. Chciałem żyć pod polskim niebem.

**CZYTAJ TAKŻE:

https://naszahistoria.pl/nie-bala-sie-lawin-i-niemcow-piekna-sportsmenka/ar/11654490

**

Powrót
„Gryf” wrócił do Polski 29 lipca 2002 r. Dwa lata później zamieszkał na stałe. Impresje żołnierza - tułacza wracającego do kraju po 58 latach:

Ciepły dzień - koniec lipca roku 2002 r. O godzinie 14.00 na lotnisku Okęcie ląduje samolot Linii Lotniczych LOT. Wracam do kraju po 58 latach tułaczki. Opuściłem Warszawę w dniu 5 października 1944 r. po kapitulacji Powstania Warszawskiego bydlęcym wagonem z napisem „8 koni lub krów”. Zawartością tego wagonu było tym razem 70 jeńców, podróżujących w nieznane w warunkach nie do opisania: na stojąco, prawie bez powietrza, tylko tyle, ile można go było zaczerpnąć przez dwa małe okienka, do których był dostęp na parę minut kolejką, prawie bez posiłków i wody. Po 5 dniach podróży dotarliśmy, jak się okazało, do obozu Lamsdorf. Spędziliśmy tam trzy tygodnie w niemożliwych warunkach: na otwartym polu, w dole - ziemiance pełnej wody, bo deszcze padały prawie bez przerwy. Był już przecież koniec października. Dalsza podróż pięciodniowa w takich samych warunkach jak pierwsza. Celem tej podróży okazał się być tym razem jeniecki obóz oficerski Oflag VII A w Murnau, południowa Bawaria. Kilku oficerów sztabowych w starszym wieku, którzy jechali w naszym wagonie, umarło w czasie podróży. Ich trupy wartownicy dosłownie wyrzucili na nasypy kolejowe.
W dniu 5 października 1944 r. Warszawa cała leżała w gruzach. Jeszcze szereg domów płonęło. Widziałem potworne zniszczenie mojego tak pięknego miasta po 63 dniach walk i bombardowań. Co zastałem po powrocie? Miasto odbudowane, ale niestety, w żadnym stopniu nie odzyskało i nie przypomina swej przedwojennej piękności. Pamiętam piękne, bardzo dobrze oświetlone ulice, wspaniałe sklepy, eleganckie cukiernie, restauracje, wszędzie duże, kolorowe reklamy neonowe. Kwiaty i wystawy w oknach. Miła, kulturalna i pełna uroku publiczność. Czystość i porządek na ulicach.
A co widzę po powrocie? Chodniki i jezdnie w mieście potworne: dziury i nierówności, jak w prowincjonalnym miasteczku. Marszałkowska - wówczas piękna ulica, obecnie w bardzo złym stanie. Sklepy zamiast zachęcać do wejścia, straszą zardzewiałymi kratami i wielkimi kłódkami. Nie mogę nigdzie dostrzec pięknych, artystycznie udekorowanych okien wystawowych, zupełnie brak tak obecnej na zachodzie elegancji, a przecież jesteśmy już w Unii Europejskiej.

Ogólne zniszczenia dróg. Ludzie źle ubrani, niechętni sobie nawzajem, jacyś ponurzy, nieufni i burkliwi, nie mogą zrozumieć, dlaczego ich pozdrawiam, mijając na klatce schodowej lub w sklepie. Niewidoczna atmosfera komuny jeszcze do tej pory wisi w powietrzu. Dużo potrzeba wkładu, żeby stolicę doprowadzić do stanu porównywalnego z innymi stolicami Europy. Piętno rządzenia krajem przez komunę przez ponad pół wieku jest widoczne do obecnej chwili. Trzeba jeszcze dużo zrobić, żeby się go pozbyć i uczynić Polskę prawdziwym pięknym, wolnym krajem w Unii Europejskiej. Będąc w okresie powojennym w Polsce Ludowej „persona non grata”, nie miałem żadnej możliwości powrotu do kraju, mimo że bardzo chciałem wrócić i służyć mojej ukochanej Ojczyźnie. Wyrok śmierci, który otrzymałem we wrześniu 1939 r. decyzją NKWD, ucieczka z rąk Sowietów na tereny okupowane przez Niemców, od czerwca 1940 r. służba w ZWZ i później w Armii Krajowej, konspiracja, partyzantka i Powstanie Warszawskie, a potem niewola - cała ta moja wojenna droga zamknęła dla mnie możliwość powrotu. Przenikały do nas z kraju wiadomości o aresztowaniach, procesach i prześladowaniach naszych kolegów, a nawet o bardzo licznych wyrokach śmierci, z których bardzo wiele wykonano.

Po powrocie do kraju przed trzema laty, załatwiając sprawy formalne, skądinąd bardzo skomplikowane i trudne, miałem nieodparte wrażenie, że nikt tu na mnie nie czekał. Wiele osób, piastujących szereg funkcji, od których zależały decyzje w moich sprawach, okazały wiele niechęci do żołnierza AK i emigranta, który zapragnął wrócić do Ojczyzny na stałe po tak wielu latach. Niektórzy nawet dziwili się bardzo mojej decyzji i próbowali mnie do niej zniechęcać. Zdumiewające dla mnie było, jak wiele z tych osób było tymi, którzy swoje stanowiska zachowali jeszcze z czasów komunizmu. Ci byli najgorsi. Na szczęście trafiłem także na wielu ludzi, nastawionych do mnie życzliwie, a nawet entuzjastycznie i tym w dużej mierze zawdzięczam to, że nie zniechęciłem się i zapragnąłem swój plan doprowadzić do końca. Wierzę, że bliski jest czas, kiedy moja Ojczyzna znów stanie w blasku prawdziwej wolności i będzie znów w rękach ludzi kochających ją i głęboko doceniających niepodległy byt państwa polskiego.
Emigrant, Żołnierz AK

W 2004 r. „Gryf” zamieszkał w Polsce.

Po powrocie do Polski publicznie krytykowałem komunę i tych, którzy poszli na współpracę z NKWD czy UB. Jaka była reakcja? Miałem wrażenie, że ludzie się bali, a niestety, niektórzy boją się do dziś. Gdy jechałem kiedyś pociągiem z Warszawy do Berlina i zacząłem krytykować komunę, to pasażerowie brali płaszcze i wychodzili z przedziału. Skąd był ten strach? Zobaczyłem, że ludzie w tym systemie stali się tchórzami, że ten reżim miał na nich bardzo zły wpływ. Lęk o swoją skórę, utratę posady był silny. Miałem poczucie, że oni dalej żyli w jakiejś niewoli.
Miałem jednak poczucie, że jestem wśród was potrzebny. Nie byłem skażony komuną, ale to, co robiłem, muszą ocenić inni ludzie. Wykonywałem swój obowiązek dla dobra Polski. Patriotyzm był w mojej rodzinie od pokoleń pisany dużymi literami i nie ceniono w niej tchórzy. Moja familia ma blisko 800 lat i gdy przychodzi taki czas, to po prostu poświęca się życie na ołtarzu ojczyzny. Tym mottem kieruję się do dzisiejszego dnia. Nie mam innej drogi.

**CZYTAJ TAKŻE:

https://naszahistoria.pl/nie-bala-sie-lawin-i-niemcow-piekna-sportsmenka/ar/11654490

**

Lech i Maria Kaczyńscy, Władysław Stasiak
Po powrocie do Polski bardzo ważne było dla mnie to, że miałem opiekunkę w Agnieszce Boguckiej. Wtedy prezydentem Warszawy był Lech Kaczyński, a szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego Władysław Stasiak. Życie zostało tak ułożone przez Pana Boga, że nastąpiła zmiana władzy. Nie tylko prezydent Lech Kaczyński okazywał mi sympatię, ale też i jego małżonka Maria. Zdarzało się, że na wieczorach dobroczynnych siedziałem obok niej. Lubiła mnie i zawsze, kiedy mnie zobaczyła, to podchodziła. Lech Kaczyński nie był człowiekiem wylewnym. Okazywał mi szacunek i zaprosił do kapituły Virtuti Militari, jestem mu wdzięczny za to, co robił. Kiedy w marcu 2010 r. książę Karol z Kamilą, księżną Kornwalii przyjechali do Polski, to zostałem zaproszony przez prezydenta na spotkanie z nimi. Porozmawiałem sobie wówczas z Kamilą. Minister Władysław Stasiak okazywał mi wielką sympatię. Miałem prelekcję dla jego ludzi w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Kiedyś po spotkaniu wyszedłem z jego biura i czekałem na windę, a on dogonił mnie i wręczył statuetkę orła z napisem na cokole BBN, którą miał na swoim biurku. Spontanicznie podarował mi ją. To był prezent, który mam do dziś.

„Gryf”, Jarosław Wróblewski, wyd. Fronda. Książka ukaże się 25 stycznia.

polecane: Flesz - Co piąta transakcja będzie wymagać użycia PIN-u

Wideo

Materiał oryginalny: Zmarł gen. Janusz Brochwicz-Lewiński, legendarny „Gryf” [SYLWETKA] - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 4

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

"Pokażcie, co dla was i waszego pokolenia jest najdroższe. Nikt przecież nie umiera dla ciepłej wody w kranie”.

Ojczyzna zawsze była dla niego najważniejsza. – Generał był bardzo dobrze zorientowany w sytuacji politycznej. Wiedział, co dzieje się w kraju i poza jego granicami. Wydaje mi się, że czekał na to, aż Polska stanie się tym krajem, do jakiego chciał wrócić – relacjonuje żołnierz JWK w Lublińcu.
Codziennie wieczorem modlę się przed obrazem Jezusa Miłosiernego, który mam od 76 lat. Dostałem go od Mamy, idąc na wojnę. Miałem go w Powstaniu Warszawskim, kiedy byłem ranny, i gdy poszedłem do niewoli. Opatrzność dziesięć razy ratowała mi życie. Pierwszy raz już podczas Powstania, kiedy pocisk rozerwał mi pół twarzy. Kilka razy próbowano mnie otruć. Cudem żyję. Teraz potrzeba bardziej modlić się za Polskę? – Trzeba się modlić za Polskę, ale trzeba także dla niej bardzo wytrwale pracować. Polacy powinni się jednoczyć i wspólnie wypracować, a może po prostu wywalczyć, lepsze, bardziej sprawiedliwe państwo. Polskę rujnują prowokatorzy i zdrajcy. Ale Polska ma przyszłość. To piękny kraj. Polskę trzeba zwyczajnie kochać.

O
Olga

Narozrabial i uciekl do tych, co go finansowani a ludnosc polska ginela. Takich pseudobohaterow bylo pelno. Patrioci z koniaczkami za granica organizowali bandytyzm w Polsce.

v
vito carloene

Wszyscy walczyli ale z najwiekszym wrogiem jaki jest najswietrzy nasz kosciol swiety w Polsce. nic nie slychac. Czy znajdzie sie jaki madry I otworzy oczy ludziom na ta kryminalno religijnie instytucjie

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3