Zgierz: Rudunki odcięte od świata przebudową wiaduktu. Kto może, a kto nie może jechać przez przejazd?

Jacek Zemła
Jacek Zemła
Zakaz wjazdu na tymczasowy przejazd nie dotyczy tylko komunikacji miejskiej i służb komunalnych jacek zemła
Przedłużająca się przebudowa wiaduktu w ciągu ulic Piłsudskiego - Szczawińska mocno daje się we znaki mieszkańcom zgierskiej dzielnicy Rudunki i nie tylko. Dlaczego nie można jeździć tymczasowym przejazdem?

Przedłużająca się przebudowa wiaduktu w ciągu ulic Piłsudskiego - Szczawińska mocno daje się we znaki mieszkańcom zgierskiej dzielnicy Rudunki. Przejazd pod wiaduktem to najkrótsza droga łącząca to wielkie osiedle domów jednorodzinnych z centrum miasta. Teraz trzeba jeździć "na około" dziurawą ul. Kasprowicza do zakorkowanej ul. Piątkowskiej, co wydłuża nie tylko dystans, ale pochłania też o wiele więcej czasu.

Przebudowa wiaduktu zaczęła się w październiku, wraz z remontem linii kolejowej Łódź - Zgierz - Kutno. Stary wiadukt był tak wąski, że trzeba było pod nim zainstalować sygnalizacje świetlną, by samochody przejeżdżały wahadłowo. Kierowcy narzekali, ale ruch odbywał się mimo wszystko dość sprawnie. Prawdziwy dramat nastąpił, gdy istniejący wiadukt został zamknięty, a później wyburzony. Od tego czasu mija 5 miesięcy, tymczasem końca jego przebudowy nie widać. Postawiono co prawda nową konstrukcję, ale stoi ona jak fatamorgana na pustyni. Nie ma połączenia z nasypem kolejowym z żadnej strony, nie ma też pod nią nic więcej niż rozjeżdżone przez buldożery błoto.

Na czas trwania robót PKP Polskie Linie Kolejowe - inwestor przebudowy linii - zorganizowały doraźny przejazd przez tory, ale dopuszczono tu wyłącznie ruch autobusów miejskich i służb komunalnych. Inne samochody mają zakaz wjazdu, choć co jakiś czas znajduje się kierowca, który łamie znaki zakazu i przejeżdża przez tory wbrew oznakowaniu. Trudno się temu dziwić, bo objazd wymaga nadłożenia czterech kilometrów i odstania w korkach - w godzinach szczytu nawet kilkunastu minut. Kolej założyła kamerę nad tymczasowym przejazdem, która ma rejestrować przypadki łamania przepisów, ale nawet to nie odstrasza części kierowców od skorzystania z przejazdu, bo pokusa jest wielka.

Przez przejazd mam do pracy 10 minut, a jak jadę objazdem przez ul. Piątkowską, to podróż zajmuje mi pół godziny - mówi Dorota Maciaszek, mieszkanka Rudunek. - Zupełnie nie rozumiem, dlaczego nie możemy korzystać z tego przejazdu, który wyznaczono dla autobusów. Przecież korki się tam nie stworzą, bo nie ma żadnych świateł, a ruch z samych Rudunek nie jest taki znów wielki. Tory też się nie zniszczą, bo ich po prostu nie ma. To zwykła złośliwość ze strony wykonawcy.

Niestety, na zmianę zasad nie ma co liczyć. Drogi prowadzące do tymczasowego przejazdu są nieutwardzone i nie wytrzymałyby większego ruchu, niż tylko komunikacja miejska. Zgierzanie szybciej doczekają się końca przebudowy wiaduktu, co przewidywane jest za około dwa miesiące.

Polska stała się bezpieczna

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Jak ktoś się zdenerwuję i podliczy pracę tej firmy to może być ciekawie. Bo albo tam nic się nie dzieje, albo pięć pracowników na krzyż przerzuca piach szpadlami.

Dodaj ogłoszenie