Zbigniew Boniek. Świat nie wróci do normy, dopóki nie nauczymy się jak żyć z koronawirusem. Potem zobaczymy co będzie ze sportem [WYWIAD]

Hubert Zdankiewicz
Hubert Zdankiewicz
Marzena Bugala- Azarko / Polska Press
- Dopóki nie będzie szczepionki, zawsze będzie ryzyko. Zawsze będzie gdzieś się tliło jakieś ognisko tej pandemii. Musimy się przystosować - mówi Zbigniew Boniek. Z prezesem PZPN rozmawialiśmy również o różnych wariantach dokończenia sezonu ligowego, kontrakcie Jerzego Brzęczka i... konflikcie Grzegorza Laty z Leo Beenhakkerem.

Czy ten sezon ligowy uda się jeszcze dokończyć? Pomysłów nie brakuje, ale...
Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Wydaje mi się, że ta decyzja powinna zostać podjęta bez niepotrzebnego pośpiechu. Wszyscy lubią jasne sytuacje i chcą wiedzieć na czym stoją. Prawda jest jednak taka, że na tym etapie musimy czekać przynajmniej do końca kwietnia. Potem podejmiemy decyzję co dalej. Chcielibyśmy, aby ten sezon zakończył się na boisku, ale nawet jeśli tak się stanie, będzie to sytuacja trochę surrealistyczna. Trudno inaczej określić granie przy pustych trybunach. Jeżeli jednak będzie możliwość dograć do końca Ekstraklasę, Puchar Polski czy baraże w 1. lidze i td., to postaramy się je dograć. Zobaczymy... Na razie wszyscy musimy pokonać niewidzialnego przeciwnika, jakim jest koronawirus. Potem zobaczymy co się będzie działo ze sportem.

Są różne pomysły na dokończenie rozgrywek. Na przykład Anglicy wymyślili, żeby rozegrać pozostałe 92 mecze Premier League w kilku ośrodkach, w których byłyby zamknięte całe drużyny. Bez kibiców.
Wiadomo, że każdy broni swoich interesów – przychodów, kontraktów. Wszystkie dyskusje, jakie odbywają się na linii UEFA – ligi zawodowe, czy stowarzyszenie klubów, mają wspólny mianownik. Każdy chciałby stracić jak najmniej, a wiadomo, że akurat Premier League straci najwięcej, jeśli sezonu nie uda się dokończyć. Samego pomysłu nie chciałbym jednak komentować. Wiadomo, że wszyscy myślą przede wszystkim o tym, żeby ratować pięć najważniejszych lig. W przypadku tych mniejszych straty również będą, ale nieporównywalnie mniejsze. To może niesprawiedliwe podejście, bo na Litwie, w Estonii, Bułgarii czy nawet w Polsce sytuacja również jest bardzo trudna. Prawda jest jednak taka, że najbogatsi myślą przede wszystkim o sobie.

A jak jest w przypadku Serie A? We Włoszech chyba nikt nie myśli w tej chwili o grze w piłkę...
Przeciwnie, rozmawiałem kilka dni temu ze znajomymi i mówili mi, że zaczynają się przygotowywać do powrotu na boiska. Mówią, że mimo dużej liczby zachorowań i zgonów sytuacja powoli zaczyna się poprawiać. Liczba zakażonych spada. To oczywiście tylko spekulacje, niemniej mówi się, że niektóre ligi mogłyby dokończyć rozgrywki nawet w lipcu i w sierpniu. Problem jest tylko taki, że te najlepsze ligi mogą grać dłużej, bo ich kluby nie muszą występować w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów i Ligi Europy, a jeśli nawet to na ostatnich etapach. Mniejsze ligi muszą skończyć wcześniej. Strasznie dużo jest obecnie zamieszania i praktycznie codziennie pojawiają się nowe pomysły. Prawda jest jednak taka, że sytuacja szybko się nie zmieni i nie wróci do normy, dopóki nie nauczymy się jak żyć z koronawirusem. Dopóki nie będzie szczepionki, zawsze będzie ryzyko. Zawsze będzie gdzieś się tliło jakieś ognisko tej pandemii. Musimy się przystosować.

W przypadku Włoch pojawiła się ostatnio teoria, że zapalnikiem mógł być mecz piłkarski. Kiedy 40 tysięcy mieszkańców Bergamo i okolic pojechało do Mediolanu na spotkanie Ligi Mistrzów Atalanta - Valencia.
Prawdopodobnie tak było, ale to wynikało z nieświadomości. To był wielki błąd, ale trzeba pamiętać, że nie tylko we Włoszech go popełniono. Liverpool też grał z Atletico Madryt przy pełnych trybunach w sytuacji, gdy na innych stadionach mecze rozgrywano już bez kibiców. To wynikało z tego, że ludzie nie zdawali sobie wtedy jeszcze sprawy z tego, jak szybko rozwija się te pandemia. My w Polsce też graliśmy 8 marca mecz Legia Warszawa - Piast Gliwice z udziałem kibiców. Dzień wcześniej, na stadionie Polonii Warszawa, był mecz Polska - Mołdawia w eliminacjach Euro 2021 kobiet. Byłem na nim.

Ja również. Zauważyłem, że nie chciał Pan podawać nikomu ręki i zasłaniał twarz.
Bo to był moment, w którym sytuacja zaczynała robić się niebezpieczna. Jeszcze długo będzie - efekty psychologiczne i społeczne tej pandemii bardzo nas zmieniły. Co najmniej przez najbliższy rok, a pewnie znacznie dłużej, nic nie będzie takie, jak kiedyś. Będziemy się stresować gdy zobaczymy, że ktoś kaszle w samolocie, albo w autobusie czy w windzie. Będziemy się izolować.

Wracając do początku - PZPN wydało uchwałę, że jeśli sezonu nie uda się dokończyć, to obowiązywać będzie tabela z ostatniej rozegranej do końca kolejki.
To jeszcze o niczym nie świadczy.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Sekretarz generalny PZPN. Sezon piłkarski 2019/20 w Polsce musi zakończyć się do 30 czerwca. Jeśli się nie skończy mistrzem będzie Legia

To znaczy?
Uchwała mówi o tym, jak będą wyglądały tabele, jeśli żaden mecz już się nie odbędzie. Musi jednak dojść do tego czynnik ludzki, bo wiadomo, że mimo sytuacji wyjątkowej - a taką obecnie mamy - wiele osób może poczuć się pokrzywdzonych.

Zwłaszcza w klubach, które spadną...
Zgadza się, choć z drugiej strony jeśli ktoś po 26 kolejkach jest w strefie spadkowej to nie można zakładać, że znalazł się w niej przypadkiem i na pewno by się utrzymał, gdyby sezon udało się dokończyć. Oczywiście mogą czuć pewien żal i na pewno byłoby najlepiej, gdyby wszystko rozstrzygnęło się na boisku. To samo dotyczy góry tabeli, bo nikt nie mówi, że Legia jest przypadkiem na czele. Przeciwnie - wszyscy mówią, że na to zasłużyła. Gdybyśmy jednak powiedzieli dzisiaj, że Legia jest mistrzem Polski, to też ktoś powie, że zostały cztery mecze do końca rundy zasadniczej i co prawda ma osiem punktów przewagi nad drugim Piastem Gliwice, ale nad tym samym Piastem rok temu miała siedem punktów przewagi przed rundą finałową. I dała się wyprzedzić.

Jest jakieś lepsze rozwiązanie?
Najlepiej by było, gdyby udało się ten sezon dokończyć. To wciąż realne, nawet gdyby trzeba było wracać na boisko po 15 maja.

Pojawił się pomysł, żeby w przyspieszyć reformę ekstraklasy, jeśli sezonu nie da się skończyć. Niech nikt nie spadnie, za to awansują do niej dwie aktualnie najlepsze drużyny 1 ligi.
Zaskakuje mnie łatwość, z jaką mówi się takie rzeczy. Przecież takie rozwiązanie byłoby nieuczciwe w stosunku do drużyn 1 ligi. Dlaczego mają awansować tylko dwie drużyny, a trzecia już nie? Skoro teoretyzujemy, to moim zdaniem najuczciwsze byłoby zagranie przyszłego sezonu z 19 drużynami w ekstraklasie i zamiast trzech spadłyby po roku cztery. Tu jednak jest inny problem, bo na dzień dzisiejszy nie jest pewne, czy wszystkie kluby dostaną licencję na grę w ekstraklasie. Można się również zastanawiać na jakiej zasadzie drużyny, które miałyby spaść, pozostaną. Czy, na przykład, powinny partycypować w podziale zysków z transmisji telewizyjnych. Pytań jest dużo i nie są to problemy, które da się rozwiązać w jeden dzień. Trzeba posiedzieć i porozmawiać.

PZPN był przeciwny uchwale Ekstraklasy S.A. o obniżeniu wynagrodzeń piłkarzy.
Uściślając - PZPN nie był przeciwny. Naszym zdaniem piłkarze muszą zdawać sobie sprawę z tego, że są częścią przedsiębiorstwa pod nazwą klub sportowy. Skoro więc dzisiaj nie ma meczów, są problemy ze sponsorami i nie ma przychodów z praw telewizyjnych, to powinni to zrozumieć. To jednak musi być porozumienie, a nie odgórna decyzja. Kluby nie mogą myśleć, że będą rozmawiały z piłkarzami z pozycji siły. Dialog jest lepszy od nakazów.

Był Pan piłkarzem – jak bardzo na formie może odbić się taka przerwa w rozgrywkach? Zwłaszcza w sytuacji, gdy nie da się nawet normalnie trenować.
To są mity. Poważnie, po pierwsze problem dotyczy wszystkich, więc to się zrównoważy. Będzie trochę brakowało czucia piłki, ale proporcjonalnie równo. A co do wydolności fizycznej to powiedzmy sobie szczerze - to kwestia indywidualnego podejścia. Zawsze byli i nadal są piłkarze, którzy bardziej o to dbają, pilnują diety i td. Są też nadal tacy, którzy po powrocie z wakacji muszą najpierw zrzucić pięć kilo, zależy jak kto podchodzi do sportu. Sytuacja jest wyjątkowa, ale nikt nikomu nie zabrania wcześniej wstać z łóżka i poćwiczyć. Nawet w domu dużo da się zrobić. Nie da się zrobić treningu taktycznego, ale przecież przez te kilka tygodni nie zapomną na czym polega piłka nożna. Na zachodzie drużyny po każdym sezonie mają miesiąc przerwy i widzimy jak np. Robert Lewandowski przez miesiąc jeździ na skuterach wodnych, spędza czas z rodziną, bawi się. A potem wraca do treningów i po dwóch tygodniach gra już mecze towarzyskie.

To akurat teraz najmniejszy problem…
Oby takich jak najwięcej…

...Ale co z Jerzym Brzęczkiem? Jego kontrakt obowiązuje do lipca.
Nikt nie będzie robił nerwowych ruchów w tej sprawie. Za jakiś miesiąc usiądziemy do rozmów i ustalimy co i jak. Nie zapominajmy, że jeśli wszystko wróci do normy, to jesienią czekają nas bardzo ważne rozgrywki w Lidze Narodów, a na wiosnę eliminacje mistrzostw świata. Na dziś ten problem nie istnieje. Oczywiście w październiku będziemy mieć nowego prezesa PZPN, więc być może będzie tak, że podpiszemy teraz z Jurkiem kontrakt do końca roku i niech nowy prezes zdecyduje, czy chce go przedłużyć. Zobaczymy.

Były już takie przypadki, że Michał Listkiewicz zatrudnił Leo Beenhakkera, a potem zmienił się prezes i Grzegorzowi Lacie już tak po drodze z Holendrem nie było...
Ja bym był bardzo ostrożny w takich stwierdzeniach. To nie było tak, że Grzesiowi Lacie było nie po drodze z Beenhakkerem. Po prostu Beenhakker miał w eliminacjach do mistrzostw świata najsłabszą grupę, jaka historycznie mogła nam się zdarzyć i zajął w tej grupie przedostanie miejsce. Nie tylko Grzegorz Lato by się zdenerwował, a najlepsze było to, że w trakcie pracy z reprezentacją Beenhakker został technicznym konsultantem w Feyenoordzie. Zostawmy to jak został zwolniony, w jakiej formie, bo można to było inaczej załatwić. Prawda jest jednak taka, że u mnie po czymś takim byłby jeden dzień selekcjonerem.

Prezes PZPN: Finał Ligi Europy na pewno odbędzie się w Polsce. Na tym samym stadionie mogą odbyć się też dwa półfinały

ZOBACZ TEŻ:

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Juda Trauwurcel 1909🔯
6 kwietnia, 8:39, power ap gałka:

Żadnego grania. Tylko zielony stolik. Musi być autobus z odkrytym dachem i wielka fiesta z okazij utrzymania taka jak pi Drwęcy. A i mam pytanie. Czy bazar na kaliskim Antoniego Ptaka czynny będzie w sobotę. Bo nie wiem czy furmankę zaprzęgać, a z Chechła daleko.

6 kwietnia, 8:47, Gość:

Ty pir.er.doło wstydzewska - pilnuj bydła bo ci się rozłazi po cudzych polach - ciemnoto z pod blaszaka. Chechło zostaw w spokoju byczyński pomiocie !

😂😂😂😂😂😂prawda w oczy kole. Hahaha. ....

G
Gość
6 kwietnia, 8:39, power ap gałka:

Żadnego grania. Tylko zielony stolik. Musi być autobus z odkrytym dachem i wielka fiesta z okazij utrzymania taka jak pi Drwęcy. A i mam pytanie. Czy bazar na kaliskim Antoniego Ptaka czynny będzie w sobotę. Bo nie wiem czy furmankę zaprzęgać, a z Chechła daleko.

Ty pir.er.doło wstydzewska - pilnuj bydła bo ci się rozłazi po cudzych polach - ciemnoto z pod blaszaka. Chechło zostaw w spokoju byczyński pomiocie !

p
power ap gałka

Żadnego grania. Tylko zielony stolik. Musi być autobus z odkrytym dachem i wielka fiesta z okazij utrzymania taka jak pi Drwęcy. A i mam pytanie. Czy bazar na kaliskim Antoniego Ptaka czynny będzie w sobotę. Bo nie wiem czy furmankę zaprzęgać, a z Chechła daleko.

Dodaj ogłoszenie