2/4 Zamknij

1 kwietnia 2018 roku, lekarz pełnił funkcję kierownika dyżuru na oddziale położniczo-ginekologicznym. Tego dnia do placówki ok. godz. 3.20 zgłosiła się

Tomasz Bolt/Polska Press

Poprzednie Następne
Przeglądaj również za pomocą strzałek na klawiaturze Poprzednie Następne

1 kwietnia 2018 roku, lekarz pełnił funkcję kierownika dyżuru na oddziale położniczo-ginekologicznym. Tego dnia do placówki ok. godz. 3.20 zgłosiła się odczuwająca bóle porodowe 38-letnia kobieta. Wcześniej ciąża przebiegała prawidłowo, a termin porodu wyznaczono na 14 kwietnia 2018.

Pacjentkę umieszczono w sali porodowej. Już podczas pierwszego badania tętna płodu (KTG) odnotowano nieprawidłowości. Kobiecie podano kroplówki z wywołującą skurcze oksytocyną, aby przyśpieszyć poród naturalny. Jak poinformował rzecznik 38-latka faktycznie pozostawała pod opieką pielęgniarek i położonych, ponieważ jak wynika z zebranego materiału dowodowego, pomiędzy godziną 6.30 a 8.30, kierownik dyżuru opuścił szpital. Kontaktował się w tym czasie z personelem medycznym jedynie telefonicznie.

Według prokuratury, trzy kolejne zapisy KTG miały obraz patologiczny. Mogły świadczyć o stanie wysokiego zagrożenia płodu. Ostatni zapis, bezpośrednio przed podjęciem decyzji o zakończeniu ciąży cięciem cesarskim, ma obraz charakterystyczny dla umierającego płodu ze stopniowo obniżającą się częstością akcji jego serca.

>>>



Wróć do artykułu

Najnowsze wiadomości

reklama

Polecamy