Za co warto dopłacać przy zakupie auta

AIP
polskapresse
Według cennika samochód kosztuje – przyjmijmy – 55 600 zł. Potem zaczyna się dobieranie dodatków: czujników parkowania, reflektorów przeciwmgłowych, radia z nawigacją itp., itd., wartych kilka tysięcy złotych. Czy jest sens kupować je u dealera?

Życzenia na DZIEŃ DZIADKA I BABCI. Wierszyki dla babci i dziadka

Wiersze dla babci i dziadka 2015

Wierszyki na Dzień Babci i Dziadka

Pytanie „za co warto dopłacać przy zakupie auta?” jest tak stare, jak sprzedaż nowych samochodów. Odpowiedź, niestety, nie jest prosta, a jej udzielenie wymaga… postawienia kolejnych kilku pytań. Pokusiliśmy się o to, korzystając z danych dotyczących nowej Skody Rapid w wersjach Active Max i Ambition Max. Nie chodzi przy tym o piętnowanie tego konkretnego modelu czy marki. Rapid to po prostu samochód popularny, a przy okazji plasujący się w segmencie aut kompaktowych, w którym za część ważnych z punktu widzenia kierowcy akcesoriów należy dopłacać. W przypadku niniejszego materiału Skoda stanowi jedynie przykład poglądowy.

Czy ważne jest, aby element miał logo producenta samochodu?

Gdy felga lub nawigacja mają mieć logo producenta pojazdu, oferta dealera może okazać się atrakcyjna. W ramach promocji wyposażenie to często stanowi element przetargowy i można je wywalczyć gratis, albo ze sporą zniżką. Załóżmy jednak, że przyjdzie za nie zapłacić zgodnie z cennikiem. Co wówczas? Posłużymy się przykładem alufelg. Według cennika obręcze kół ze stopów lekkich Dione 7J x 16” z oponami 215/45 R16 do wspomnianej Skody Rapid kosztują 2100 zł. Na Allegro można je kupić za 1916 zł (z przesyłką). Doliczając koszt montażu (ok. 40 zł) oznacza to kwotę 1956 zł, a więc o 144 zł niższą niż w przypadku propozycji dealerskiej. Tyle że przy okazji zyskuje się komplet felg stalowych (samochód na takich właśnie opuszcza salon), których zamawiając obręcze aluminiowe nie otrzyma się od sprzedawcy pojazdu.

Jeśli chodzi o system nawigacji, to model Amundsen+ z mapą Europy Wschodniej lub Zachodniej wyceniony został przez Skodę na 2500 zł. Na wolnym rynku można go dostać za 2000 zł, przy czym konieczna jest dopłata za montaż ok. 150 zł, co w sumie daje 2150 zł, a więc oszczędność 350 zł.

Czy jest sens/możliwość zakupu na rynku wtórnym?

W przypadku elementów takich jak klimatyzacja, reflektory ksenonowe, tempomat, system start-stop czy lakier metalizowany, „doposażenie” w nie nowego samochodu poza salonem mija się zazwyczaj z celem (lub jest niemożliwe, jak w przypadku automatycznego włączania i wyłączania silnika). Przede wszystkim koszty są porównywalne do zakupów u dealera, a ponadto jakość usługi zależy od umiejętności serwisanta. W tym przypadku podniosą się zapewne głosy sprzeciwu, że przecież nie brakuje w naszym kraju specjalistów, dla których tego typu operacja nie jest niczym nadzwyczajnym, ale generalnie za wymienione elementy warto jest dopłacać w salonie. Przykładem niech będzie tempomat. Wraz z odpowiednimi częściami i montażem, doposażenie Rapida w urządzenie utrzymujące zadana prędkość oznacza wydatek rzędu 500-550 zł, podczas gdy według cennika należy za nie zapłacić 700 zł. Tyle że na forach poświęconych Skodom nie brakuje informacji o problemach z działaniem tempomatu (lub np. kłopotów z zapłonem) po jego założeniu.

Inną kwestią jest sam sens zakupu klimatyzacji, ksenonów, tempomatu, lakieru metalizowanego i systemu start-stop. Co do pierwszych trzech rozwiązań – warto za nie zapłacić ze względu na komfort i bezpieczeństwo jazdy. Jeśli chodzi o lakier – to wyłącznie kwestia gustu. Start-stop wydaje się zbędnym wydatkiem, bo podobne (a nawet lepsze) wyniki w ograniczaniu zużycia paliwa można osiągnąć stosując się do zaleceń eco-drivingu, nie wydając na system 1000 zł.

Czy można znaleźć odpowiednik/ten sam element na rynku wtórnym?

Są takie elementy wyposażenia samochodu, których zakup w salonie dealerskim z finansowego punktu widzenia całkowicie mija się z celem. Przykład? Hak holowniczy. Do Skody Rapid kosztuje on 1900 zł, podczas gdy przyzwoitej jakości odpowiednik (wraz z wiązką i założeniem) można mieć za 1100 zł.

Nie da się też zapominać o fabrycznej nawigacji. Wspomniany wcześniej Amundsen+ z mapą Europy Wschodniej lub Zachodniej wymaga dopłaty 2500 zł. Jeśli jednak właściciel Rapida zdecyduje się na dostępne w cenniku radio w rozmiarze 2 DIN (500 zł), a do tego kupi np. markową nawigację TomTom GO 5000 z kartą SIM, informacjami o korkach podawanymi on-line i dożywotnią aktualizacją map całej Europy (1299 zł), to zaoszczędzi 700 zł. Gdy postawi na taszą nawigację, np. Rider GPS z mapami MapaMap Europa (250 zł), w kieszeni zostanie mu aż 1750 zł. Minusem jest oczywiście konieczność mocowania niefabrycznego produktu do szyby, ale jakość prowadzenia do celu jest – co potwierdza większość specjalistów z branży nawigacyjnej – znacznie wyższa.

Skoro jesteśmy już w świecie elektroniki, na uwagę zasługuje zestaw głośnomówiący. Wersja z ekranem dotykowym dostępna u dealerów oznacza wydatek 930 zł. Na wolnym rynku za podobne rozwiązanie (z montażem) zapłacimy ok. 650 zł.

W salonie dealerskim przepłaca się również za elementy związane z przewożeniem bagażu. Za najprostszy bagażnik dachowy do Skody Rapid, w postaci dwóch belek nośnych, trzeba zapłacić 563 zł. Markowy, od Thule, kosztuje 340 zł.

Na koniec kwestia koła zapasowego, czyli elementu – wydawałoby się – będącego standardowym wyposażeniem samochodu. Otóż od pewnego czasu (nie tylko w przypadku Skody), producenci każą sobie za nie dopłacać. W Rapidzie luksus posiadania zapasu na stalowej feldze oznacza pozbycie się z portfela 300 zł. Na portalach aukcyjnych można dobrać „zapas” w cenie ok. 200 zł.

Czy wyposażenie będzie miało wpływ na wartość pojazdu przy odsprzedaży

Z czysto ekonomicznego punktu widzenia, rozważając zakup konkretnych dodatków do nowego samochodu, można brać pod uwagę to, czy dzięki nim uda się uzyskać wyższą cenę za odprzedawane auto, a w zasadzie mniej na nim stracić. Zdaniem specjalistów z rynku pojazdów używanych, osoby kupujące używany samochód zwracają uwagę na obecność poduszek powietrznych, ESP (obecnie w standardzie) i klimatyzacji. Nie chcą natomiast płacić więcej za auto, które ma elektrycznie regulowane szyby i lusterka, radioodtwarzacz, skórzaną tapicerkę, alufelgi czy hak holowniczy. Co więcej – im starsze auto, tym mniejsza wartość wyposażenia dodatkowego w oczach potencjalnego nabywcy, a w pewnym wieku pojazdu nie ma już ono w ogóle większego wpływu na wartość samochodu.

Księgarnia Expressu Ilustrowanego: www.ksiegarnia.expressilustrowany.plKsięgarnia Expressu Ilustrowanego: www.ksiegarnia.expressilustrowany.plKsięgarnia Expressu Ilustrowanego: www.ksiegarnia.expressilustrowany.pl

Księgarnia Expressu Ilustrowanego: www.ksiegarnia.expressilustrowany.plKsięgarnia Expressu Ilustrowanego: www.ksiegarnia.expressilustrowany.plKsięgarnia Expressu Ilustrowanego: www.ksiegarnia.expressilustrowany.pl

Wideo

Materiał oryginalny: Za co warto dopłacać przy zakupie auta - Express Ilustrowany

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Cena katalogowa pojazdu obowiązuje TYLKO na pojazd w kolorze GOŁEJ BLACHY???

A
Adi

redaktorek ma racje. Przeciwmgłowych to właściwa forma.

ł
łodzianin

Filmy pan też pobiera z netu bo jest taniej albo idzie pan do opieki na zupę bo nie trzeba wydawać pieniędzy albo do Dukata po garnitur bo taniej ????????????

.

czy przeciwmgielnych ?

Dodaj ogłoszenie