Witold Bańka: Nie dam się wciągnąć w grę wyborczą między Bońkiem i Wojciechowskim

Hubert Zdankiewicz, Robert ZielińskiZaktualizowano 
Witold Bańka: Chcę coś zmienić w sporcie, nie interesuje mnie tylko przecinanie wstęgi
Witold Bańka: Chcę coś zmienić w sporcie, nie interesuje mnie tylko przecinanie wstęgi Sylwia Dąbrowa
Wpłynęła skarga, czekam na wyjaśnienia Zbigniewa Bońka i będziemy to analizować - mówi minister sportu Witold Bańka. - Jeśli opozycja uważa, że prezes PZPN łamie prawo, powinna złożyć zawiadomienie do odpowiednich organów.

Agencja Informacyjna Polska Press/x-news

Chcieliśmy porozmawiać o tym, co udało się Panu zrealizować przez ostatni rok. Zaczniemy jednak od pytania o sprawę, którą żyją ostatnio kibice i środowisko sportowe.
Wyborów w PZPN jak sądzę?

Tak, a dokładnie pisma, jakie przesłał do ministerstwa sportu komitet poparcia Józefa Wojciechowskiego. Padają w nim zarzuty pod adresem Zbigniewa Bońka, że obecny prezes nie mieszka w Polsce, a w dodatku reklamuje nielegalnego bukmachera. Poprosił Pan go o wyjaśnienia w tej sprawie.
Jako ministerstwo nie ingerujemy w wybory władz związków sportowych. Szanujemy ich autonomię w tym zakresie. Prawdą jest natomiast to, że jeśli ktoś zgodnie z procedurą administracyjną składa skargę na członka zarządu, albo prezesa związku, to my zgodnie z tą samą procedurą musimy zwrócić się do tej osoby z prośbą o ustosunkowanie się do zarzutów. Tak się dzieje nawet w przypadku, gdy trafi do nas anonim.

Kiedy mija termin na odpowiedź prezesa Bońka?
Zgodnie z procedurami ma na to siedem dni.

Czyli jeśli pismo trafiło do PZPN 21 października - bo tak powiedział nam Boniek - to jego odpowiedź teoretycznie może trafić do Was już po wyborach nowego prezesa, które odbędą się 28 października.
To prawda, ale proszę nas zrozumieć. Są pewne przepisy prawa i musimy ich przestrzegać. To nie jest tak, że my sobie możemy do kogoś zadzwonić i kazać mu odpowiedzieć wcześniej.

Nie przyszło Panu do głowy, że przeciwnicy Bońka chcą zrobić z Pana stronę w tym konflikcie?
Resort nie może być wciągany w żadną grę wyborczą. PZPN ma czas na odpowiedź, kiedy pismo do nas wpłynie będziemy je analizować. Z pewnością odpiszemy też na skargę.

Chcielibyśmy jednak wiedzieć, co Pan sądzi o tej sprawie?
To, co ja sądzę nie ma znaczenia, bo jako ministerstwo musimy opierać się na przepisach administracyjnych. W pełni zostawiam więc tę sprawę naszemu departamentowi kontroli i nadzoru. Pracownicy urzędu zbadają temat zgodnie z kompetencjami ministra określonymi przepisami prawa.

Prezes Boniek deklaruje, że mieszka w Bydgoszczy i jest tam zameldowany. To zamyka sprawę?
Do ministerstwa trafi oświadczenie woli zainteresowanego. Dopiero to, co będzie tam napisane, będzie miało dla nas znaczenie. Na tę chwilę, w tym temacie, nie mogę zabierać głosu.

A w kwestii reklamowania nielegalnych bukmacherów? Ta sprawa niby też była już wielokrotnie omawiana, ale nigdy nie została do końca wyjaśniona. Na naszych łamach Boniek powiedział nawet swojego czasu, że jego polskie prawo nie obowiązuje, bo jest obywatelem Włoch i tam płaci podatki.
Jeśli opozycja Zbigniewa Bońka uważa, że ten łamie przepisy prawa, za które jest przewidziana odpowiedzialność karna, powinna złożyć zawiadomienie do odpowiednich organów, jeśli ma na to dowody. Zgodnie z obecnie obowiązującą ustawą o sporcie, osoby skazane nie mogą pełnić funkcji kierowniczych w związkach sportowych, więc dopiero w takiej sytuacji można będzie reagować. Przez ostatnich kilka lat nikt tego jednak nie zrobił. A ministerstwo nie może wykraczać poza to, czym się zajmuje.

Problem jest jednak poważny i może warto by było, gdyby głos zabrał w tej sprawie minister sportu. Zresztą według nowej ustawy hazardowej - autorstwa PiS - dostęp do stron bukmacherów, którzy nie płacą w Polsce podatków, będzie blokowany.
Na razie czekam na wyjaśnienia prezesa Bońka, a potem na analizę prawną naszego departamentu kontroli. Dopiero wtedy będę mógł się ewentualnie ustosunkować do całej sprawy.
A może powinniśmy zmienić ustawę hazardową? Tak, by więcej pieniędzy z działalności bukmacherów trafiało do sportu. Obecnie obowiązująca została - to słowa prezesa Bońka - napisana na kolanie.
Jak panowie wiecie, w ministerstwie finansów toczą się prace nad nową ustawą. Jest m.in. koncepcja, żeby legalnie działające firmy bukmacherskie mogły się szerzej reklamować.

One, w przeciwieństwie do nielegalnie w Polsce działających, mogą się ciągle reklamować. Żeby daleko nie szukać, sponsorem PZPN jest firma STS. Która notabene reklamuje się hasłem: „Legalny bukmacher”.
Zależy nam, żeby pieniędzy do sportu wpływało jak najwięcej i wiem, że nowe rozwiązania mają być pro sportowe. Zwiększona ma być m.in. rola Totalizatora Sportowego, a to dla nas ma znaczenie. Trzy czwarte budżetu MSiT to Fundusz Rozwoju Kultury Fizycznej, czyli właśnie szeroko pojęte wpływy z Totalizatora. Cały sport dzieci i młodzieży, sport osób niepełnosprawnych i wszystkie inwestycje, które my dofinansujemy w całej Polsce, to są wpływy z FRKF. Tylko na inwestycje w tym roku mamy do dyspozycji 420 milionów. To jest ponad 700 inwestycji w całym kraju.

Z wyborami w PZPN związana jest jeszcze jedna kwestia, którą podniósł kilka dni temu Józef Wojciechowski. Chodzi o sposób głosowania za pomocą maszynek.
Faktycznie, 24.10.2016 roku, do ministerstwa wpłynęło pismo dotyczące kwestii sposobu głosowania, ale trzeba zwrócić uwagę, że głosowanie dopiero nastąpi i dopiero po nim będzie można analizować zgodność jego przeprowadzenia z przepisami i statutem PZPN. Powiem tyle, że cały czas - jak słusznie zauważyliście - mam wrażenie, że ktoś próbuje grać ministerstwem. Od jednych słyszę, że maszynki do głosowania są legalne i opatentowane i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Inni zgłaszają zastrzeżenia. To trochę przypomina spór pomiędzy dwiema stronami i do tego sporu próbuje się zaangażować ministra. A minister nie ingeruje i nie będzie ingerował w wybory.

Wojciechowski twierdzi, że w przypadku użycia maszynek można później sprawdzić kto jak głosował i jest to element wywierania presji.
Nie znam tej sprawy, więc nie wiem na ile ma to potwierdzenie w faktach. Trudno mi się zatem wypowiadać. Cztery lata temu też użyto maszynek i nikt wtedy nie twierdził, że doszło do jakichś nieprawidłowości, a przecież kandydatów było więcej, niż dwóch.

Wojciechowski sugerował, że głosujący dostawali później sms-y z krytycznymi uwagami.
Trudno mi się na ten temat wypowiadać, nie słyszałem o takich przypadkach.

Kończąc ten wątek: Jak Pan ocenia działanie PZPN od strony organizacyjnej i sportowej?
To nie jest żadna tajemnica, że polska piłka na przestrzeni ostatnich lat zmieniła się na plus. Jest lepiej pod względem wizerunkowym, ale przede wszystkim gry reprezentacji. To jest fakt. Całymi latami PZPN był kojarzony bardzo negatywnie, teraz się to powoli prostuje. Profesjonalizuje. Dotyczy to również Ekstraklasy. Z jednej strony poziom sportowy klubów nie jest jeszcze taki, jakiego byśmy oczekiwali, co widać zwłaszcza po wynikach w europejskich pucharach. Z drugiej wizerunkowo i marketingowo liga jest postrzegana dużo lepiej. Są nowoczesne stadiony i więcej kibiców na trybunach. Ludzie chodzą nie tylko na reprezentację, jest moda na piłkę klubową.

Jest jednak problem bandytów na stadionach. Szeroko nagłośniony przy okazji występów Legii Warszawa w Lidze Mistrzów. Kluby są chwilami w tej walce bezradne, bo ich właściciele mówią, że nie mają odpowiednich narzędzi prawnych do walki z tą patologią.
W ministerstwie sprawiedliwości trwają prace nad zaostrzeniem prawa w tym zakresie. Minister Jaki mówił ostatnio, że jest pomysł na walkę z chuligaństwem m.in. za pomocą dozoru elektronicznego. My, jako resort, mamy program „Kibice razem”, który finansujemy we współpracy z samorządami i PZPN. To jest 12 ośrodków dla kibiców w całej Polsce. Ich zadaniem jest edukacja, integrowanie tego środowiska. Organizowanie różnego rodzaju akcji pokazujących inny model kibicowania. Jako resort uczestniczymy również w pracach Rady Bezpieczeństwa Imprez Sportowych przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji. Te prace na pewno będą trwały, bo nie ma z naszej strony przyzwolenia na chuligaństwo i zadymy.

To teraz pytanie na rozluźnienie: Trudniej było zdobyć medal mistrzostw świata, czy kierować Ministerstwem Sportu i Turystyki?
Na rozluźnienie zadaliście najtrudniejsze pytanie (śmiech). Trudno porównywać, bo sport i polityka to dwie różne sfery, choć mają pewne elementy wspólne. Rywalizacja sportowa ukształtowała mój charakter i na przestrzeni lat mi pomaga. Sport uczy pokory, wychowuje, kształtuje. Porażki hartują, a zwycięstwa wzmacniają. Gdy patrzę z perspektywy czasu na swoją karierę, to też sporo w niej było sytuacji trudnych i to one mnie najbardziej ukształtowały. Zwycięstwo łatwo się celebruje, natomiast najtrudniej jest się podnieść z kolan po porażce. Gdy np. zabraknie kilku setnych sekundy do tego, żeby się zakwalifikować na ważną imprezę.
Stres i nerwy są porównywalne?
To trochę innego rodzaju stres, bo w sporcie adrenalina działa motywująco przed zawodami. Zazwyczaj, bo na innych może działać paraliżująco. To zależy od sytuacji, jednak ja generalnie lubiłem rywalizację, nie stresowali mnie również kibice. Jedyne, czego się bałem, to bólu - to przypadłość większości czterystumetrowców. My się nie baliśmy rywalizacji i całej towarzyszącej otoczki, tylko tego jak bardzo będzie boleć za metą. Że po najtrudniejszym dystansie, jaki jest w królowej sportu, za metą będziemy wracać do żywych przez dłuższy czas.

A czego się Pan boi, jako minister sportu?
Generalnie nie jestem lękliwy. Stawiam sobie wysoko poprzeczkę. Tego nauczył mnie sport. Przede mną dużo celów do zrealizowania. Chcę coś zmienić, nie interesuje mnie tylko przecinanie wstęg i uśmiechanie się na imprezach sportowych. Chciałbym na przykład, żeby za parę lat wszyscy odczuli, że jest realna zmiana w sporcie dzieci i młodzieży, w sporcie wyczynowym, że odnosimy więcej sukcesów i środowisko sportowe jest zadowolone. Na to potrzeba lat, ale od czegoś trzeba zacząć.

Jak zamierza Pan zrealizować te cele?
Środków i metod jest wiele, zadań sporo. Jeśli chodzi o sport wyczynowy, to wróciłem właśnie z wizyty w Wielkiej Brytanii. Ich model - droga do sukcesu, którą przeszli pomiędzy igrzyskami w Atlancie [1996 rok - red.], a Rio [2016 - red.] jest czymś, na czym warto się wzorować. To nie jest oczywiście tak, że można zrobić kopiuj-wklej i za kilkanaście lat na pewno będziemy mieć tyle medali, co oni. Musimy stworzyć swój własny model, ale bazować na dobrych praktykach i filozofii.

Czy są jakieś konkretne pomysły, które chciałby Pan wdrożyć?
Na przykład postawienie na te dyscypliny, które przynoszą nam sukcesy i medale. Zmiana systemu finansowania związków sportowych i zwiększenie nadzoru nad środkami, które od nas dostają. Wspieranie tych dyscyplin, które funkcjonują transparentnie i właściwie wydają pieniądze. Zresztą mogliśmy się wymienić z Brytyjczykami doświadczeniami, bo oni akurat mają słabe dyscypliny takie, jak piłka ręczna, siatkówka, koszykówka. Tu my mogliśmy im podpowiedzieć pewne rzeczy.

Co jeszcze, z ważnych rzeczy, obecnie się dzieje?
Zmiany w sporcie i turystyce są ogromne. Chociażby program, który uruchomiliśmy, żeby wspierać małe i średnie kluby sportowe. Ponad dwa tysiące z nich otrzymało dodatkowe dofinansowanie, na trenerów, sprzęt i zgrupowania. Trzeba wziąć pod uwagę, że są to kluby z budżetami na poziomie kilku, góra kilkunastu tysięcy złotych rocznie. Więc jednorazowy grant w wysokości 10 tys zł dla jednosekcyjnego klubu, a 15 tys. zł dla wielosekcyjnego to naprawdę realna pomoc. W przyszłym roku akcja obejmie ponad trzy tysiące klubów. Dofinansowanie wzrośnie z prawie 24 na 30 mln zł.

Co roku?
W założeniu ma tak zostać na stałe. Swojego czasu w „Polsce the Times” ukazał się nawet artykuł na ten temat, zatytułowany: „Mamy sportowy Program 500+”. To dobre porównanie, bo pomoc ma trafiać w miejsca, gdzie zaczyna się przygoda ze sportem wielu przyszłych gwiazd i medalistów. Oni zazwyczaj zaczynają właśnie w małych klubach, które borykają się z problemami, nie mają sprzętu sportowego, trenerzy pracują za półdarmo, a zgrupowań nie ma wcale, albo muszą je finansować rodzice.

Jakie dyscypliny sportu preferujecie?
Największą grupą beneficjentów naszego programu okazały się szkółki piłkarskie. Ponad 800 z nich dostało dofinansowanie. Chciałbym jednak podkreślić, że my nie ograniczmy się tylko do najpopularniejszych dyscyplin, bo wniosek mógł złożyć każdy, a programem objęte zostały również m.in. takie dyscypliny jak lekkoatletyka, siatkówka, koszykówka, baseball, tenis stołowy, futbol amerykański czy kendo.

Co jeszcze udało się zrealizować?
Zapewniliśmy komfortowe warunki przygotowań do igrzysk olimpijskich, przygotowujemy nową ustawę o sporcie, wprowadziliśmy Turystyczny Fundusz Gwarancyjny, który chroni klientów w przypadku niewypłacalności biur podróży, przywracamy odpowiednią piramidę szkoleniową, wraz ze związkami sportowymi kreujemy drogę rozwoju poszczególnych dyscyplin, wprowadziliśmy Kodeks Dobrych Praktyk Sponsoringowych, zrealizowaliśmy fantastyczną akcję Weekend Za Pół Ceny. Wiele się dzieje w sporcie i turystyce. Ale naprawiamy także błędy naszych poprzedników. Na przykład wprowadziliśmy zmiany do ustawy o sporcie, bo nie ukrywam, że naszemu laboratorium antydopingowemu groziło odebranie akredytacji. W 2014 roku nasi poprzednicy wprowadzili do ustawy o sporcie zapisy niezgodne z przepisami Światowej Agencji Antydopingowej [WADA - red.].

Na przykład?
Na przykład taki, że kwestie dyscyplinarne pozostawały w gestii związków sportowych, które były sędziami we własnej sprawie w przypadku dopingowych wpadek.
Możemy więc liczyć, że nie będzie takich sytuacji, jak w przypadku naszych ciężarowców? Że wyniki poznajemy dopiero miesiąc po wykonanym teście?
Skoro już przy tym jesteśmy, to muszę kilka rzeczy doprecyzować, bo w mediach pojawiło się dużo nieprawdziwych informacji na ten temat. W tym roku zmieniły się przepisy antydopingowe i teraz wymaga się w niektórych przypadkach dodatkowych badań w innym laboratorium. To często wydłuża proces badania pobranych próbek. W przypadku tego ostatniego tematu było tak, że nasze laboratorium wystosowało prośbę o dodatkowe badanie między innymi do laboratorium w Londynie, gdzie terminy były kilkutygodniowe. Przed taką imprezą, jak igrzyska olimpijskie, zawsze jest nawarstwienie. Przepisy WADA są przy tym bardzo transparentne i jasne. Wszystko jest zaplombowane i zaszyfrowane, próbki nie są podpisane nazwiskami sportowców. Laboratoria zbierają próbki z innych krajów, nasze również nie bada tylko Polaków. Nie można na nie wpływać, żeby przebadały kogoś szybciej, bo zaczynają się igrzyska. Nawet my, jako ministerstwo, choć finansujemy laboratorium antydopingowe, to nie mamy żadnego wpływu na jego działanie w sensie merytorycznym. Tutaj wszystko regulują przepisy WADA i nikt nie ma prawa w to ingerować.

Po ostatnich wydarzeniach można chyba powiedzieć, że walka z dopingiem powinna być dla ministra sportu jednym z priorytetów?
Można i właśnie dlatego od wielu miesięcy pracujemy nad nową ustawą w tej sprawie. Traktującą tylko o dopingu. Ona już jest w trakcie konsultacji międzyresortowych i mam nadzieję, że w listopadzie stanie na Radzie Ministrów. Na jej podstawie chcemy powołać Polską Agencję Antydopingową. W miejsce Komisji ds Zwalczania Dopingu i biura, które ją obsługuje. Jedna instytucja zamiast dwóch. Aktualnie jesteśmy na etapie uzgadniania zasad jej współdziałania z WADA. Agencja będzie funkcjonować jako państwowa osoba prawna, a nie jako jednostka budżetowa, jak obecnie. To ważne, bo jako państwowa osoba prawna będzie mogła pozyskiwać środki z zewnątrz np. z Funduszu Dobrowolnego Konwencji UNESCO, Unii Europejskiej lub ze środków programów realizowanych przez WADA.

Laboratorium będzie działać pod Agencją?
Laboratorium będzie działało tak jak do tej pory w ramach struktury Instytutu Sportu. Agencja będzie miała również możliwość zlecania badań antydopingowych przez zewnętrzne instytucje, które organizują zawody sportowe na terytorium Polski. Dużo szerszy zakres spowoduje, że zwiększy się liczba kontroli i to poważnie, bo będzie ich ponad tysiąc więcej. Kontrolerzy będą mieli przy tym ochronę prawną, jaką mają funkcjonariusze publiczni. Podnosimy ich rangę ze względów bezpieczeństwa - w przeszłości zdarzyło się kilka przypadków, że ktoś zareagował na kontrolerów, delikatnie rzecz biorąc, zbyt emocjonalnie. Zwiększy się ponadto zakres współpracy z policją i strażą graniczną. Chcemy też wprowadzić do Kodeksu Karnego zapis, w myśl którego przestępstwem stanie się sprowadzanie na teren Polski środków dopingujących. Agencja ruszy w przyszłym roku.

Na koniec zapytamy jeszcze o Polski Związek Tenisowy. Od dawna dzieją się tam dziwne rzeczy, a Pana poprzednik wzywał nawet prezesa i kilku członków zarządu do podania się do dymisji.
To prawda. PZT musi zwrócić do ministerstwa dosyć spore środki finansowe. Z tego co pamiętam około 300 tys złotych. Natomiast co do dymisji prezesa to samo wezwanie nic nie znaczy, bo musi być poparte merytorycznymi argumentami. Analizujemy obecnie to, co dzieje się w PZT, bo faktycznie - sytuacja w tym związku jest patologiczna i na pewno będziemy chcieli ją wyprostować. Takim sytuacjom notabene mają służyć zmiany w ustawie o sporcie, bo są w niej m.in. rozwiązania ograniczające powiązania kapitałowe członków zarządu z członkami ich rodzin. Jeśli coś takiego będzie miało miejsce podczas kontroli, to członek zarządu automatycznie przestanie pełnić swoją funkcję. To problem nie tylko PZT, bo w wielu związkach sportowych rodziny i osoby bliskie członków zarządu świadczyły na rzecz tych związków różne usługi. Nowe przepisy ustawy o sporcie będą bardzo mocnym ciosem w korupcję i nepotyzm. Jednym z elementów drogi ku większej transparentności będzie również obowiązek składania przez działaczy oświadczeń lustracyjnych.

Nie wszystkim podoba się ten ostatni pomysł.
Naprawdę? Nie słyszałem, żeby ktoś ze środowiska sportowego protestował.

Ktoś złośliwie powiedział, że po deubekizacji nie będzie miał kto pracować w małych związkach.
Uważam, że w związkach sportowych powinni zasiadać menedżerowie, byli zawodnicy, osoby kochające sport. Proszę się nie martwić, w wielu związkach, nawet tych małych, są osoby, które mają pomysł na to, jak zmienić na lepsze funkcjonowanie ich dyscyplin sportu. Zresztą skoro oświadczenia lustracyjne składają politycy, sędziowie i profesorowie na uczelniach to czemu nie działacze... Już dziś zresztą słyszę głosy poparcia z wielu związków. Zgodzicie się chyba, że jest to również element porządkowania sportu, który powinien być transparentny w wielu wymiarach. I kapitałowych i moralnych. Chciałbym też powiedzieć ważną rzecz. Nie wszystko da się załatwić ustawą o sporcie, nie wszystko nawet trzeba. My będziemy chcieli wprowadzić, także na wzór brytyjski, kodeks dobrego zarządzania zmuszający do transparentności.

Sądzi Pan, że posłuchają?
Tak, bo od tego, jak kto będzie przestrzegał tych zasad, będzie zależało ich finansowanie. Związki sportowe muszą w końcu zrozumieć, że finansowanie nie jest prawem, tylko przywilejem i nic im się nie należy tylko przez sam fakt, że istnieją. To jest przywilej i my ten przywilej będziemy regulować.

To już tak całkiem na koniec. W mediach pojawiły się informacje, że nawierzchnia na Orlikach jest rakotwórcza.
Na temat Orlików pojawiło się ostatnio w mediach wiele nieprawdziwych informacji. Np., że niszczeją, bo ministerstwo sportu nie chce wesprzeć finansowo ich modernizacji. Prawda jest taka, że mamy program modernizacji i w tym roku wpłynęły do nas trzy wnioski. Wszystkie trzy zostały rozpatrzone pozytywnie. A co do nawierzchni to program budowy Orlików wyraźnie określa, że ich budowa pozostawała w kwestii samorządów lokalnych i te zgodnie z umową muszą dbać o ich utrzymanie.

Rodzice mają się czego obawiać?
To pytanie do samorządów. Były przepisy i atesty, ale to inwestor odpowiada za to, jak budował Orlik. Każdy z Orlików powinien posiadać atest Państwowego Zakładu Higieny. Zgodnie z założeniami programu „Moje Boisko - Orlik 2012” oraz opublikowaną w trakcie jego realizacji typową Specyfikacją Istotnych Warunków Zamówienia, z której samorządy korzystały przy przeprowadzaniu postępowań przetargowych, wypełnienie nawierzchni ze sztucznej trawy na boisku piłkarskim powinno posiadać Atest PZH lub równoważny. Ponadto cały system sztucznej murawy (nawierzchnia i wypełnienie) musiał posiadać określone w założeniach parametry (zgodne z wynikami badań laboratorium akredytowanego przez FIFA), a także dokumenty potwierdzające ich spełnianie. Dopuszczane były zatem wszelkie wypełnienia, które posiadały atest PZH lub dokument równoważny. Każdy z samorządów, który zrealizował Orlika, powinien był zastosować się do powyższych wymogów. Zasadne jest zatem pytanie, jak wielu inwestorów i jak wiele firm wykonujących prace działało rzetelnie.

Wideo

Materiał oryginalny: Witold Bańka: Nie dam się wciągnąć w grę wyborczą między Bońkiem i Wojciechowskim - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jak 24

Pan minister jest zwykłym tchórzem. To właśnie resort sportu JEST ODPOWIEDZIALNY za działalność Związków sportowych zgodnie ze statutami, które właśnie minister sportu zatwierdza. To nie minister, to słaby biegacz

Dodaj ogłoszenie