Widzew-GKS Tychy. Trzeba mądrze wybrać wyjściową jedenastkę łodzian

Bartosz Kukuć
Bartosz Kukuć
Jutro o godz. 17.40 pierwszoligowi piłkarze Widzewa zmierzą się na stadionie przy al. Piłsudskiego z GKS Tychy. Łodzianie chcieliby wygrać jedenasty raz w tym sezonie.

Nie jest to zadanie z gatunku nierealnych, choć, rzecz jasna, łatwo nie będzie.

Bynajmniej nieprzypadkowo za faworyta tego spotkania uchodzą podopieczni trenera Artura Derbina. Przecież to oni zgromadzili aż czternaście punktów więcej od drużyny Marcina Broniszewskiego i nie ukrywają tego, że już za kilka tygodni chcą cieszyć się z awansu do ekstraklasy.

Ale kibice widzewiaków wierzą w to, że gospodarze nie ułatwią zadania gościom. I sprawią im przynajmniej tyle problemów, co ostatnio innym kandydatom do awansu, Bruk-Bet Termalice Nieciecza (było 1:1) oraz Arce Gdynia (0:0)

Broniszewski musi tylko mądrze wybrać skład wyjściowej jedenastki. I nie wystawiać już w niej Michaela Ameyawa, który zastanawia się już, jaką rolę będzie wkrótce pełnił w Piaście Gliwice. Miał swoją szansę nad Bałtykiem, ale jej nie wykorzystał. Teraz powinni grać tylko ci zawodnicy, którzy zostaną w Widzewie na kolejny sezon.

Do dyspozycji szkoleniowca będzie już Daniel Tanżyna, który wraca po pauzie za żółte kartki. Może zabraknąć rekonwalescenta Patryka Muchy. Oby trenerowi nie zabrakło odwagi przy dokonywaniu zmian. Żeby było jasne, nie zapominamy, że w piątek formalnie zespół poprowadzi asystent zawieszonego zaczerwoną kartkę Broniszewskiego, Tomasz Włodarek. Nie jesteśmy jednak naiwni, panowie będą mieć z sobą kontakt.

Dzisiaj czterokrotni mistrzowie Polski powinni już ćwiczyć na stadionie. Szkoda, że nie mogą tego robić częściej.

Również w tym spotkaniu powinni zdziałać więcej...

Poprzednie spotkanie między GKS Tychy a Widzewem odbyło się w grudniu ubiegłego roku na południu Polski. Gospodarze pokonali wówczas gości 2:1 (1:1).

Jedną z przyczyn faktu, że łodzianie (na 99,9 %) nie awansują po tym sezonie do ekstraklasy, jest z całą pewnością to, że doznali porażek przynajmniej w kilku meczach, w których długo nic nie wskazywało na to, iż może im się stać coś złego

Podobnie było właśnie w Tychach. Prowadzeni wówczas jeszcze przez trenera Enkeleida Dobiego łodzianie rozpoczęli to starcie całkiem dobrze, na dodatek szybko wychodząc na prowadzenie popłaskim uderzeniu Mateusza Możdżenia (8). Może gdyby później dokładniej strzelił Daniel Tanżyna, to Widzew by się cieszył.

Tak się jednak nie stało, GKS stopniowo przejmował inicjatywę i potrafił to udokumentować. W 23 min gola zdobył Szymon Lewski, a w 63 min Bartosz Biel.

GKS: Jałocha - Połap, Nedić, Szymura (76, Sołowiej), Szeliga - Biel (88, Steblecki), Paprzycki (81, Norkowski), Biegański, Grzeszczyk, Moneta (76, K. Piątek) - Lewicki (76, D. Nowak)
Widzew: Mleczko - Kosakiewicz, K. Nowak, Tanżyna, Stępiński - Kun (86, Ojamaa), Poczobut (76, Mucha), Możdżeń, Ameyaw (79, Mąka) - Czubak (86, Prochownik), Robak

Tokio Flesz

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

No to widzewioki jadom po przegraną

Dodaj ogłoszenie