Widzew. Ta kompromitująca akcja będzie się im śniła po nocach

pas
Nie tak miało być.

Piłkarze lidera II ligi Widzewa zaliczyli pokoronawirusowy falstart, przegrywając na boisku przy al. Piłsudskiego z broniącą się przed degradacją Skrą 1:2. Do końca były emocje, ale... Spotkanie mogło się rozstrzygnąć dużo wcześniej. W 78 minucie powinno być 4:0 dla częstochowian, ale dwoma znakomitymi interwencjami popisał się bramkarz Wojciech Pawłowski. Wcześniej jednak chyba przez brak właściwej komunikacji między nim a stoperem Danielem Tanżyną łodzianie stracili drugą bramkę, dodajmy od razu że bardzo dobrej, składnej kontrze rywali.
Włosy z głowy można jednak było rwać o akcji, która w efekcie przyniosła pierwszą bramkę dla Skry zdobytą z rzutu karnego. Bez ładu i składu wracających na własne przedpole pięciu łodzian próbowało bezskutecznie zatrzymać szarżującego jednego (!) gracza rywali. Ten ich po prostu ośmieszył, zagrał dokładnie na drugą stronę pola karnego, co w konsekwencji doprowadziło do jedenastki.
Paradoks polega na tym, że bodaj najlepszym piłkarzem łodzian był... rezerwowy, o którego dyspozycje i wkomponowanie się w zespół przy kartkowej absencji Mateusza Możdżenia, obawiano się najbardziej. Marcel Gąsior zdobył gola, był o włos od strzelenia drugiego (jego bomba wylądowała na poprzeczce), był pod grą, fragmentami pokazywał, że warto mu zaufać. I on jednak, jak pozostali łódzcy piłkarze, potrafi gasnąć w oczach i znikać z boiskowych radarów na długie fragmenty gry. Konsekwencją takiej postawy całej drużyny było to, że traciła ona cenne minuty na drażniącą bezproduktywną wymianę piłek na własnej połowie.
Było kilka udanych prób rozegrania piłek na skrzydle, były dwa czy trzy dokładne prostopadłe podania, ale to stanowczo za mało. Dość powiedzieć, że pierwszy celny strzał łodzianie oddali w 77 minucie meczu, a gola zdobyli po stałym fragmencie gry. 
W niedzielę o godz. 13.05 łodzianie zmierzą się w Rzeszowie ze Stalą (mecz pokaże TVP 3), która pokonała w Toruniu Elanę 4:1. Świetnie zaprezentował się Damian Michalik, który ustrzelił hat tricka. Lepszego debiutu duet trenerski Krzysztof Łętocha Marcin Wołowiec nie mógł sobie wymarzyć. Nic zatem dziwnego, że ten ostatni po spotkaniu powiedział: Wykonaliśmy kawał dobrej roboty. Jeżeli tak będziemy realizować zadania, to możemy być optymistami przed kolejnymi meczami sezonu. Podczas przygotowań pracowaliśmy dużo nad organizacją w grze obronnej i to wypaliło.
Jesienią przy al. Piłsudskiego łodzianie pokonali rywali 3:1 po golach: Rafała Wolsztyńskiego, Daniela Mąki i Marcina Robaka.

Wielkie hity w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Rozlosowano pary

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Widzew ma nie awansować, jak rok temu. Tak ustalono to w ubiegłym roku. Będą remisy i przegrane i szybko przewaga punktowa stopnieje do 8 miejsca. .

G
Gość

Tanzyna to znany jest z tego jak nie stoi i macha rękoma i dyskutuje z sędziom że była ręką a drużyna przeciwna gra dalej i strzela gola to teraz nie wie czy ma wybić czy bramkarz złapać haha

Dodaj ogłoszenie