Widzew nie chce Michniewicza? Niezrozumiała opieszałość działaczy

Jan Hofman
Widzewscy działacze to jednak bardzo specyficzni ludzie, którzy pojawili się w sportowym świecie. Kiedy inne kluby podpisują kontrakty ze szkoleniowcami, przy al. Piłsudskiego zwlekają z przedłużeniem umowy z Czesławem Michniewiczem.

Widzew Łódź w meczu z Górnikiem Zabrze.

Jest to o tyle dziwne, bo trener udowodnił podczas pracy w Łodzi, że jest świetnym fachowcem, gwarantującym sportowy rozwój drużyny. Zdaniem rzecznika klubu Michała Kuleszy, nowej umowie ze szkoleniowcem musi się przyjrzeć i zaopiniować ją rada nadzorcza klubu. Wtajemniczeni w sprawę są przekonani, że jest to typowy wybieg działaczy, tzw. gra na zwłokę, czyli zmiękczanie Michniewicza, by, jak przypuszczają znawcy tematu, obniżyć m.in. jego zarobki oraz sprawić, by dał sobą sterować. Skąd takie przypuszczenia?

Ano stąd, że kiedy zatrudniano Michniewicza w Łodzi, procedury trwały raptem 24 godziny. Jednego dnia zadzwonił właściciel Widzewa z propozycją pracy, następnego dnia rano kontrakt był już podpisany. Nikt wówczas nie potrzebował decyzji rady nadzorczej ani światłej opinii innego gremium w łódzkim klubie. Sprawa została załatwiona szybko i sprawnie. Dlatego zastanawia obecna sytuacja.

Czesław Michniewicz

Z naszych informacji wynika, iż w pierwszych dniach maja właściciel Widzewa zaproponował Michniewiczowi podpisanie nowego kontraktu. Ponoć trener wyraził wstępną akceptację, ale chciał poznać szczegóły dalszej współpracy. I wszystko wskazuje na to, że do wczoraj nie otrzymał takiej informacji. Nie brak głosów, że sportowe akcje szkoleniowca są wysoko oceniane w Widzewie, ale działacze mają problemy z kontrolą nad nim. Michniewicz już nieraz udowodnił, że nie boi się wypowiadać swojego zdania, które nie zawsze jest zgodne z linią przyjętą przez szefów klubu. Najlepszym przykładem była sytuacja, kiedy wiceprezes Mateusz Cacek wychwalał przeprowadzone transfery, a siedzący obok Michniewicz skwitował, że dopiero praca treningowa pokaże, czy są to piłkarze na miarę potrzeb łódzkiego klubu.

Widać było wyraźnie, że syn właściciela nie był zadowolony powodu niezależności szkoleniowca. Przyzwoitość nakazuje zatem, aby Sylwester Cacek, jak przystało na szanującego się biznesmena, jasno zadeklarował, czy chce Michniewicza u siebie, czy też nie. Nie można przecież wykluczyć sytuacji, że trener zostanie skuszony przez inny klub, bo wiemy już, iż takie propozycje otrzymał. Co wówczas? Oby nie skończyło się powtórką z poprzedniego roku.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

.....
Hehe jak to za miedzą lipa na całego z trenerami ale jak to w polsce bywa w każdym klubie są takie machlojki od zawsze ze nigdy trener nie dostanie kontraktu na nowy sezon odrazu bez obniżeniea garzy czy też to samo tyczy sie piłkaży ŁKS czy Fidzewa czy też innych klubów w polsce 10 procent góra 20 stanowią w polskiej piłce piłkaże treneży i inne osoby funkcyjne co dostaną wcześniejsze propozycje kontraktów dalszy ciąg posad czy też innych funkcji unas pod tym względem to żeada co sie dzieje i nic dziwnego że jesteśmy nawet za takimi murzynami 100lat w takich sprawach jak organizacja czy co kolwiek innego
Dodaj ogłoszenie