Ważą się losy Donalda Tuska jako szefa Rady Europejskiej. Czy PiS go poprze? [VIDEO]

Agaton Koziński
Pojawia się coraz więcej niechętnych głosów przy wyborze Donalda Tuska na drugą kadencję jako przewodniczącego Rady Europejskiej. Ale też nie widać za bardzo osób, które mogłyby go zastąpić na tym stanowisku. To go może uratować.

TVN24/x-news

Za rok o tej porze negocjacje będą wchodzić w decydującą fazę - albo ich wynik będzie już przesądzony, a nam pozostanie czekać tylko na jego oficjalne potwierdzenie w kwietniu lub maju 2017 r. Chodzi o to, kto będzie przewodniczącym Rady Europejskiej. Faworyt jest jeden: Donald Tusk, który obecnie pełni tę funkcję. Formalnie kadencja na tym stanowisku trwa dwa i pół roku, ale poprzednik Tuska w tej roli - Herman van Rompuy - otrzymał przedłużenie swego właściwie automatycznie. Tak zresztą był pomyślany ten model wyboru szefa Rady. Od początku planowano, że będzie on sprawował tę funkcję przez pięć lat. Podział tego okresu na dwie części jest sztuczny, formalny. Ma stanowić jedynie formę bezpiecznika na wypadek, gdyby wybrana osoba wyjątkowo sobie nie radziła. Ale odwoływanie kogoś po dwóch i pół roku od początku było pomyślane jako (właściwie niestosowany) wyjątek od reguły, a nie zasada.

Tyle teorii. Praktyka w przypadku Donalda Tuska wygląda całkowicie inaczej. I nawet nie o to chodzi, że były premier sobie w tej funkcji nie radzi. Początki miał trudne, mało efektowne, ale dziś wyraźnie widać, że na tym stanowisku okrzepł, ma na nie pomysł i konsekwentnie go realizuje. Ale na przeszkodzie może stanąć polityka. Plany Tuska na pracę w Brukseli do 2019 r. może pokrzyżować rozgrywka polityczna, jaka trwa w Polsce. Wcale też nie może mieć pewności, że będzie go wspierać jego dotychczasowa sojuszniczka Angela Merkel.

Wyboru szefa Rady dokonuje Rada Europejska, czyli ciało składające się z przywódców wszystkich państw Unii Europejskiej. Oznacza to, że prawo głosu ma także Beata Szydło jako premier Polski. I wcale nie jest powiedziane, że szefowa rządu będzie popierać jego kandydaturę. - Wszystko jest możliwe. To zależy od oceny pracy, od okoliczności politycznych. Ale to nie jest naturalna opcja - mówił w czwartek Konrad Szymański, minister do spraw europejskich, podczas nadzwyczajnego szczytu europejskiego w Brukseli.

Takie językowe kluczenie Szymańskiego to pokłosie sporu o wybór Janusza Wojciechowskiego, europosła PiS-u, który jest kandydatem rządu na stanowisko w Europejskim Trybunale Obrachunkowym. Jego kandydaturę musiała zaaprobować komisja budżetowa europarlamentu - ale w niej przepadł w głosowaniu. Uzyskał 9 głosów za, 12 przeciw, wśród odrzucających jego kandydaturę była także europosłanka Platformy Obywatelskiej. Właśnie ten fakt tak zirytował rząd. - My żyliśmy w takim świecie, być może do sprawy posła Wojciechowskiego, w którym byliśmy przekonani, że Polacy powinni się wspierać i popierać na wszystkich stanowiska, też europejskie. Jak widać nie wszyscy tego się trzymają, to nas trochę smuci. Ale zachowujemy też propozycje - podkreślał Konrad Szymański. Mocnymi słowami odniósł się do tej sprawy też Witold Waszczykowski, minister spraw zagranicznych, który powiązał to wyraźnie z kwestiami bezpieczeństwa Polski. - Dzieje się źle, jeśli Polacy sobie nie pomagają. To będzie rzutowało na nas. Dlatego apelujemy: rywalizujmy ze sobą w Polsce o kwestie krajowe, ale nie żonglujmy interesem bezpieczeństwa kraju - mówił Waszczykowski w wywiadzie dla TVP.

Dlaczego właściwie przedstawiciele Platformy nie chcieli poprzeć Wojciechowskiego? Polskiego kandydata do Europejskiego Trybunału Obrachunkowego zgłosił (jego to organ kontrolujący sposób wydawania pieniędzy z budżetu UE, europejski odpowiednik polskiej Najwyższej Izby Kontroli) jeszcze rząd Ewy Kopacz - i był nim Maciej Berek, urzędnik państwowy, szef Rządowego Centrum Legislacyjnego. Gdy PiS wygrał wybory i powstał gabinet Beaty Szydło, kandydatura Berka została jednak wycofana - i w jego miejsce wysunięto właśnie Wojciechowskiego. Nie zdobył on poparcia komisji europarlamentarnej, ale formalnie dalej jest kandydatem. Ostateczna decyzja o jego przyszłości zapadnie na początku kwietnia, gdy głosować w tej sprawie będzie europarlament na sesji plenarnej (komisja jest w tym przypadku traktowana jako organ opiniujący).

Małe są jednak szanse, by Wojciechowski członkiem OBE został. Powody są dwa. Oficjalnie zarzuca mu się fakt, że jest europosłem, a więc politykien - gdy tymczasem członkami tego trybunału zostają zwykle urzędnicy. Trochę ciszej padają pod jego adresem uwagi dotyczące jego kompetencji (a dokładniej ich braku). Jednak decydujący wydaje się w tym przypadku być powód trzeci, już kompletnie nieformalny - niechęć do obecnego polskiego rządu. PiS jest w Europie na cenzurowanym, europarlament rozpoczyna właśnie prace dotyczące rezolucji poświęconej sytuacji w naszym kraju (ma być debatowana na sesji plenarnej 27-28 kwietnia), także możliwość wykonania takiego pstryczka w nos polskim władzom jest jak najbardziej nie do pogardzenia.

Tym bardziej, że ten pstryczek pozostaje tylko pstryczkiem, a nie uciążliwą sankcją. Polska ma bowiem z automatu zapewnione miejsce w składzie tego trybunału, podobnie zresztą jak wszystkie pozostałe 27 państw UE. Rząd, po odrzuceniu kandydatury Janusza Wojciechowskiego, będzie musiał po prostu wskazać kolejną osobę, która będzie nas w OBE reprezentować.
Czy PiS zdecyduje się w odwecie za niechęć Platformy do Wojciechowskiego nie poprzeć Tuska? Oczywiście, ma taką możliwość. Amunicji do głosowania przeciwko dostarcza nie tylko sprawa Janusza Wojciechowskiego, ale generalnie silny spór polityczny między PO i PiS, niechęć Prawa i Sprawiedliwości do byłego premiera. Ale też rząd nie operuje w próżni. Zablokowanie nominacji dla Tuska na drugą kadencję oznaczałoby konieczność znalezienia jego następcy. Kto mógłby nim być? Dziś na giełdzie najczęściej przewija się nazwisko Martina Schulza, obecnego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Niemca roznosi energia i ambicja, widać wyraźnie, że chciałby wypłynąć na szersze polityczne wody. Ale realizacja jego celów, czyli zajęcie stanowiska piastowanego przez Tuska, dla Polski byłoby mało korzystne, gdyż Schulz zdecydowanie nadaje ton europejskiej krucjacie wycelowanej w rząd Beaty Szydło. Nie szczędzi ostrych komentarzy pod adresem sytuacji w naszym kraju. Kolejną ich porcję dołożył w czwartek podczas szczytu europejskiego, kiedy w czasie tradycyjnego przemówienia, jakie wygłasza przewodniczący PE, publicznie wzywał polski rząd do zakończenia impasu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Trudno więc zakładać, że taka osoba na stanowisku szefa Rady Europejskiej bardziej cieszyłaby PiS niż Donald Tusk.

Oddzielna sprawa, że on sam ma coraz większe problemy w relacjach z przywódcami krajów europejskich. A dokładnie z Angelą Merkel. Będąc polskim premierem miał świetne relacje z niemiecką kanclerz. Ona bardzo mu pomogła zostać następcą Hermana van Rompuya. Blisko ze sobą współpracowali, choć Donald Tusk stopniowo wzmacniał swoją pozycję, m.in. odcisnął swoje piętno na trudnych rozmowach Berlina z Atenami dotyczącymi zażegnania kryzysu finansowego Grecji.

Problemy zaczęły się, gdy wybuchł kryzys migracyjny. Niemcy wobec uchodźców prowadziły politykę mocno kontrowersyjną, otwarcie mówiąc o konieczności utrzymania polityki otwartych drzwi. W efekcie do Europy w 2015 r. przyjechało ponad milion migrantów prowadząc do dużego kryzysu humanitarnego - i jeszcze większego politycznego.

Co warte podkreślenia, Tusk od samego początku patrzył na ten napływ migrantów w kategoriach problemu, a nie szansy dla Europy (a tak przedstawiali go m.in Angela Merkel, czy Jean-Claude Junkcer, przewodniczący Komisji Europejskiej). Szef Rady Europejskiej już we wrześniu latał do Turcji i na Bliski Wschód, by tam rozmawiać o możliwościach współpracy w sprawie zatrzymania niekontrolowanego napływu migrantów do Unii Europejskiej. Otwarcie, w wywiadach prasowych, kontestował też politykę otwartych drzwi prowadzoną przez Merkel. Miało to zresztą prowadzić do ich utarczek i sporów.

Czy więc teraz Merkel wycofa swoje poparcie dla Tuska i zacznie szukać nowego kandydata na szefa Rady Europejskiej? Na to właśnie liczy Schulz. Jest on członkiem SPD, a więc mniejszościowego partnera CDU/CSU w rządzie. Z tego właśnie powodu ma on ułatwione zadanie w prowadzeniu lobbingu w Berlinie za własną kandydaturą. Ale jego atuty są jednoczesnej jego słabym punktem. Mimo wszystko trudno sobie wyobrazić, żeby przywódcy innych państw europejskich tak łatwo zgodzili się na to, żeby szefem najważniejszego ciała w Unii został przedstawiciel najpotężniejszego, najbardziej wpływowego państwa w Europie. Podstawowa (choć niepisana) zasada UE mówi, że kluczowe stanowiska w Unii zajmują przedstawiciele państw słabszych - właśnie dlatego szefem Komisji Europejskiej jest Luksemburczyk, który zastąpił na tym stanowisku Portugalczyka Jose Manuela Barroso, dokładnie z tego samego powodu przed Tuskiem szefem Rady był Belg.

Generalnie unijne układanki, konieczność zachowania parytetów, równowagi między małymi i dużymi, biednymi i bogatymi, starymi i nowymi członkami, Północą i Południem sprawia, że bardzo trudno będzie zmienić obecne rozdanie. To właśnie największy atut Tuska teraz. Zostanie on na swoim stanowisku właśnie dlatego, że bardzo trudno będzie znaleźć jego następcę. Mimo że część rządów pewnie chętnie poszukałaby kogoś na jego miejsce, to pragmatycznie robić tego nie będą. Choć politycznie jest do byłego premiera zastrzeżeń sporo - więc tego, że kwestia wyboru jego następcy zostanie poruszona, całkiem wykluczyć nie można.

Bardzo dużo też zależy od tego, jak zakończą się rozmowy Unii z Turcją w sprawie pomocy Ankary przy zażegnaniu kryzysu migracyjnego. W tej sprawie Tusk wykazał się dużym wyczuciem prowadząc rozmowy z tej sprawie od samego początku kryzysu. Ale wcale nie ma pewności, że zakończą się one happy-endem. Nawet to, że w piątek zostanie ogłoszony negocjacyjny sukces, nie daje gwarancji, że za miesiąc-dwa nie odżyje ten problem ze zdwojoną energią. A jeśli odżyje, szanse Donalda Tuska na reelekcje mogą gwałtownie stopnieć. Podobnie zresztą jak sprawa Brexitu. Gdyby Wielka Brytania w referendum uznała, że zamierza wystąpić z Unii Europejskiej, Tusk zostanie uznany za jednego z winnych takiego stanu rzeczy.

Oddzielna sprawa, że za rok większość stolic może nie mieć głowy do rozmów o zmianach na stanowisku szefa Rady Europejskiej. To będzie rok wyborów parlamentarnych w Niemczech i prezydenckich we Francji. Sondaże pokazują, że ich wyniki mogą być zaskakujące. Gdyby tak się stało, tym bardziej nikt nie będzie nic zmieniał w Brukseli.

Wideo

Materiał oryginalny: Ważą się losy Donalda Tuska jako szefa Rady Europejskiej. Czy PiS go poprze? [VIDEO] - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 8

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

W
Wkurzony

...Że naturalny, że powinni popierać... może zaczniecie od kompetencji? Jak ja widzę takiego Typowego pis i ora który musi wyjąć kalkulator by dodać 2+10, trudniejsze wyliczenia w postaci mnożenia robi na oberżniętej kartce, a do tego pełni funkcję kierowniczą w postaci skarbnika to mnie szlag jasny trafia. Tak samo ARiMR jak ja o tym czytam to mi serce podchodzi do gardła (żeby nie powiedzieć o przedmiocie służącym do krojenia chleba, w kieszeni). Jak tak dalej pójdzie to nie dość że zniszczycie Polskę w Polsce to i na arenie międzynarodowej.

w
wojas

przerypali wybory tak angela donka od cyca odrzuciła bo więcej już nie wydoi z polski. Jeszcze te ichnie mendia wywalići nie będzie miał kto jątrzyć, nastanie normalność , rzeplika będzie leczył niesioł w szitalu na aleksandrowskiej. narazie modernizują łódzkie ZOO tam będzie urzędować hanka i całe p.o.

d
dEstrukcjA

Zdrajcy w kraju wszczynają wojnę domową , sieją zamęt i idą na skargę do tych ,co latami z nas czerpią . Miałeś chamie złoty róg , został ci się jeno sznur.

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Ważą się losy Donalda Tuska jako szefa Rady Europejskiej. Czy PiS go poprze? [VIDEO]

n
na dnie serca

Wskażcie chociaż jedną decyzję korzystną dla Polski. Jedną jednoznaczną wypowiedź? Naiwność ludzka nie zna granic.

O
Ozajasz

Oni wiatr sieją, zbierać będą burzę (Oz 8:7)...
Tak poprą Rudego jak PO Wojciechowskiego

p
piko

Kazał nie płacić.Dobry premier.

k
kroton

w taki sam sposób jak poparto Janusza Wojciechowskiego.

D
Dario

Nawet w UE już nie chcą Tuska. Za śliski jest...

Dodaj ogłoszenie