Waleczni Włosi zemścili się za Kijów

Hubert Zdankiewicz, Paryż
Niedoceniana ekipa Antonio Conte pokonała 2:0 Hiszpanię, rewanżując się jej, za bolesną porażkę (0:4) w finale poprzednich mistrzostw Europy

Mieli nic nie osiągnąć w tych mistrzostwach, tymczasem niedoceniani Włosi znów zagrali na nosie rywalom i to nie byle jakim, bo broniącym tytułu Hiszpanom. Wygrali 2:0 i mogą się szykować do kolejnego meczu z mistrzem. Tym razem świata, bo o półfinał powalczą 2 lipca w Bordeaux z Niemcami.

By opisać historię spotkań Włochów z Hiszpanami potrzebna była by gruba ksiażka - tyle działo się w przeszłości. Nawet jeśli weźmie się pod uwagę tylko te rozgrywane na wielkich imprezach, bo w sumie rywalizowali ze sobą dziewięć razy. Sześć razy w mistrzostwach Europy - tak często nie grały ze sobą żadne inne drużyny.

Starsi kibice pamiętają z pewnością złamany nos aktualnego trenera Barcelony Luisa Enrique (sprawca faulu, Mauro Tassotti, został później wyrzucony z turnieju) w końcówce ćwierćfinału podczas mundialu w 1994 roku. Młodsi Euro 2008 i 2012. W Austrii i Szwajcarii Hiszpanie pokonali aktualnych wówczas mistrzów świata po serii rzutów karnych, a potem wygrali cały turniej, rozpoczynając swoją czteroletnią dominację w światowej piłce. Dwa lata później wygrali mundial w RPA.

W Polsce i na Ukrainie zobaczyliśmy aż dwa mecze. W fazie grupowej padł remis 1:1, za to w finale ekipa Vicente del Bosque rozgromiła Italię 4:0. Zasłużenie, choć trochę szczęśliwie, bo rywale ostatnie pół godziny grali w osłabieniu, choć nie z powodu kartek. Po prostu wprowadzony w 57. minucie na boisko Thiago Motta dosłownie chwilę później musiał je opuścić z powodu urazu.

Problem był jednak w tym, że selekcjoner Cesare Prandelii wyczerpał już limit zmian. Doszło więc do lekko kuriozalnej sytuacji, a w samej końcówce Iker Casillas prosił wręcz kolegów, by okazali rywalom trochę szacunku i nie dobijali ich kolejnymi bramkami.

W składach obu ekip nie brakowało piłkarzy pamiętających tamte wydarzenia, więc o motywację - zwłaszcza Włochów - nie było trudno. Z kolei wśród Hiszpanów dało się wyczuć lekką obawę o wynik spotkania, choć to oni wydawali się faworytem. Przynajmniej na papierze. - Zawsze się z nimi trudno gra. Włosi mają doświadczenie na wielkich imprezach, a trenuje ich Conte, którego uważam za mistrza taktyki. Musimy uważać, bo na pewno wymyśli na nas jakiś plan - ostrzegał Cesc Fabregas.

Miał rację, a pomysł włoskiego selekcjonera na to spotkanie był genialny w swej prostocie. Nie czekać na to, co zrobią rywale, tylko samemu zaatakować. W poprzednich meczach oglądaliśmy Włochów wyrachowanych, skupionych na defensywie. Tym razem to oni zaatakowali jako pierwsi. Nie tkali koronkowych akcji, jak ich rywale, tylko długimi podaniami i wrzutkami w pole karne raz po raz zagrażali bramce Davida de Gei.

Pierwszy raz już już w dziewiątej minucie, gdy wybił na rzut rożny groźny strzał głową Graziano Pellego. Chwilę później po strzale przewrotką Emmanuele Giacchieriniego moglo być 1:0. Piłka trafiła jednak w słupek, a sędzia dopatrzył się jeszcze w tej akcji faulu. Później zagrozić hiszpańskiej bramce próbowali również Marco Parolo i Mattia De Sciglio.

Aż w końcu się udało. Gdy w 33 minucie Sergio Ramos przewrócił rywala przed polem karnym włoscy kibice żałowali z pewnością, że reprezentacyjną karierę zkończył już mistrz rzutów wolnym Andrea Pirlo. Nie był jednak potrzebny, bo po mocnym i płaskim strzale Edera de Gea nie zdołał utrzymać piłki w rękach i dopadli do niej Włosi. Ostatni był Giorgio Chiellini, który z bliska kopnął ją do siatki.

Dla obrońcy Juventusu była to z pewnością dodatkowa satysfakcja, bo również nie wspomina dobrze finału sprzed czterech lat. Doznał w nim kontuzji już w 21. minucie i przez resztę meczu mógł się tylko bezsilnie przyglądać, jak Alba, Torres i Mata ogrywają jego kolegów.

Tym razem był pewnym punktem swojej drużyny. Podobnie, jak reszta ekipy z zespołu mistrza Włoch: Gianluigi Buffon, Andrea Barzagli i Leonardo Bonucci. Zapowiadany przez media pojedynek defensywy Juve z ich najlepszym strzelcem Alvaro Moratą Włosi wygrali przez nokaut, bo współlider klasyfikacji strzelców Euro 2016 oddał w sumie tylko jeden celny strzał na bramkę, a w 70 minucie zniechęcony zszedł z boiska.

Hiszpanie próbowali do końca, przebić włoskiego muru jednak nie dali rady. W doliczonym czasie gry dobił ich jeszcze Pelle. a najlepszym podsumowaniem tego spotkania była siatka, jaką założył w pierwszej połowie Andresowi Inieście Daniele De Rossi. Mistrz wypunktowany.

Włochy - Hiszpania 2:0 (0:0)

Bramki: Chiellini 33. Pelle 91

Włochy: Buffon - Barzagli, Bonucci, Chiellini - Florenzi, Parolo, De Rossi, Giaccherini, De Sciglio - Eder, Pelle. Trener: Antonio Conte

Hiszpania: De Gea - Juanfran, Pique, Ramos, Alba - Fabregas, Busquets, Iniesta - Silva, Nolito - Morata. Trener: Vicente del Bosque.

Sędzia: Cüneyt Çakır (Turcja).

Widzów: 78 000

Wideo

Materiał oryginalny: Waleczni Włosi zemścili się za Kijów - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie