Twardziele na wózkach. Rugby jak rehabilitacja

(g)
Michał Kaźmierczak
W Łodzi działa jedyna w województwie drużyna niepełnosprawnych rugbistów na wózkach. Zawodnicy Quicky Łódź, bo tak się nazywa, nie mogą chodzić ani normalnie poruszać rękoma. Mają jednak ogromną wolę walki, która dodaje im sił zarówno podczas starć na boisku, jak i w codziennym życiu.

Z komisu na wózek
Jeszcze osiem lat temu Tomasz Domański ze Rzgowa był sprzedawcą w komisie samochodowym.
– Pewnego dnia klienci chcieli wypróbować jeden z pojazdów – opowiada. – Kolega wsiadł za kierownicę, ja usiadłem z tyłu, by opowiedzieć im o samochodzie. Podczas jazdy wóz wpadł w poślizg i dachował. Niemal wszyscy wyszli z opresji bez szwanku. Poza mną. Diagnoza była miażdżąca, złamany kręgosłup.
– To było jak wyrok – przyznaje. – Nie mogłem się z tym pogodzić. Całe życie uprawiałem sport, a teraz miałem siedzieć do końca życia na wózku.
Brak ruchu sprawił, że z czasem pan Tomasz zaczął chorować.
– Zacząłem cierpieć na nawracające zapalenia płuc – mówi. – To był straszny okres w moim życiu. Postanowiłem więc coś zmienić, jakoś temu zaradzić.

Rugby lekiem na kalectwo
Rzgowianin postanowił stworzyć pierwszą w Łodzi drużynę rugby na wózkach.
– To było trzy lata temu, gdy sport był już dobrze znany w całym kraju, nie miałem więc problemu ze skompletowaniem zespołu – wspomina Tomasz Domański. – Na pierwszym treningu pojawiło się kilka osób na zwykłych wózkach. Z czasem było nas coraz więcej. Zmieniły się również pojazdy, którymi się poruszamy. Teraz są profesjonalne i w pełni przygotowane do niebezpiecznej gry, którą uprawiamy.
Dziś drużyna nazywa się Quicky Łódź i liczy ponad 20 osób. Treningi odbywają się raz w tygodniu w sali gimnastycznej liceum ogólnokształcącego na Retkini.
– Są podzielone na trzy etapy – wyjaśnia pan Tomek. – Ćwiczenia ogólnorozwojowe, ćwiczenia zagrań i krótki mecz. To dla nas doskonała forma rehabilitacji.

Sport dla twardzieli
Mecze na wózkach są niezwykle widowiskowe. Rozpędzeni zawodnicy uderzają w siebie z impetem. Zdarza się, że przewracają się i wypadają z wózków.
– Gra faktycznie bywa brutalna, jednak wbrew pozorom ciężko w niej o kontuzje – utrzymuje Ireneusz Joński, jeden z najbardziej doświadczonych zawodników, grający do niedawna w warszawskim zespole. – W ciągu trwającej kilkanaście lat kariery miałem tylko jedno złamanie.
Zasady są podobne do klasycznego rugby. Zadaniem walczących drużyn jest umieszczenie piłki poza końcową linią boiska przeciwnika. Ci, którzy zdobędą więcej punktów, wygrywają.
– Gra się na specjalnych, bardzo wytrzymałych wózkach – mówi Tomasz Domański. Wózki dla zawodników występujących w obronie są obudowane tak, by podczas starcia na parkiecie pojazd przeciwnika nie zrobił im krzywdy. Te dla zawodników grających w ataku mają zamontowany z przodu specjalny hak, za pomocą którego mogą podważyć pojazd przeciwnika.
Przeszkodą w nabyciu wózka jest jednak wysoka cena. Najtańsze modele kosztują około 15 tys. zł.
– Mamy na szczęście sponsorów, którzy nas wspierają – mówi pan Tomek.

Quicky pną się w górę
W tym roku łódzka drużyna awansowała na czwarte miejsce ogólnopolskiej klasyfikacji, w której startuje 12 zespołów.
– Mamy nadzieję, że w przyszłym roku znów skoczymy – mówią zawodnicy. – Mamy ogromną wolę walki. Dzięki rugby czujemy się pełnosprawni.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie