Tokio 2020. To jej kibicowała we wtorek cała Polska. Aleksandra Kowalczuk otarła się o medal w teakwondo. „Mogłam być tą pierwszą”

Przemysław Franczak
Przemysław Franczak
Aleksandra Karolczuk po przegranej walce o brązowy medal.
Aleksandra Karolczuk po przegranej walce o brązowy medal. Pawel Relikowski / Polska Press
Na matę wchodziła z czerwoną kokardą wpiętą we włosy. A potem zasypywała rywalki seriami mocnych kopnięć. Aleksandra Kowalczuk była blisko zdobycia brązowego medalu w taekwondo w kat. powyżej 67 kg. Decydującą walkę jednak przegrała i ostatecznie zajęła 5. miejsce. Do wtorku to w całej polskiej reprezentacji jeden z dwóch najlepszych rezultatów na tokijskich igrzyskach. Jednak mimo wszystko po pojedynku polały się łzy.

Rozmawiamy półtorej godziny po walce. Emocje już opadły?
Nie, wciąż są duże, wciąż to przeżywam.

Pani trener Waldemar Łakomy mówił, że ta przegrana walka o brąz z Brytyjką Biancą Walkden była jedną z lepszych w olimpijskim turnieju.
Musiałabym zobaczyć to z boku, żeby to ocenić. Nie wiem, czy była jedną z lepszych, a mówiąc szczerze nie miałam na nią pomysłu. Trener też za dużo mi nie potrafił podpowiedzieć podczas przerw. W efekcie wyglądało to tak, jak wyglądało, czyli tylko uderzałyśmy się pięściami i machałyśmy sobie nogami przed twarzami. Brytyjka jest taką zawodniczką, że dużo fauluje i trzeba uważać na to, co się robi, żeby uniknąć tego faulu, bo może to kosztować punkty. Starałam się więc walczyć jak najbezpieczniej. Umiem z nią walczyć, bo wcześniej spotykałyśmy się już kilka razy.

Na walkę wychodziła pani z uśmiechem, wydawało się, że jest pani dość pewna siebie.
Prawda jest taka, że przed pojedynkiem o brąz byłam bardzo zestresowana, ale na szczęście moja pani psycholog była pod telefonem. Uspokoiła mnie i nastawiła pozytywnie do tej walki. Dlatego wyszłam zrelaksowana i wszystko miałam dobrze poukładane w głowie.

Przed każdą walką ma pani takie konsultacje?
Na pierwszych dwóch poradziłam sobie sama, przed trzecią pojawił się stres, a przed czwartą już było bardzo ciężko, więc ta konsultacja była mi bardzo potrzebna i i bardzo mi pomogła w tym momencie.

W głowie bardziej będzie siedzieć ta ostatnia walka czy jednak przegrany ćwierćfinał z późniejszą mistrzynią olimpijską Serbką Milicą Mandić (do walki o brąz Polka dostała się po wygranym repasażu – red.)?
Myślę, że z Brytyjką, bo to była jednak walka o medal. Chociaż wiem, że piąte miejsce to i tak jest dużo. Gdyby ktoś mnie przed igrzyskami spytał, czy chcę taki rezultat, to brałabym go w ciemno. Ale teraz, kurczę, jest taki niedosyt, że jest przykro.

Na razie to jest najlepszy w całej polskiej reprezentacji na igrzyskach. Ten sam osiągnęła we wtorek kajakarka górska Klaudia Zwolińska, też zresztą płakała po straconej medalowej szansie.
Dziewczyna w judo też była blisko. Bardzo bym chciała, żebyśmy cieszyli się z medalu, ale sama teraz mogę jedynie żałować.

Sytuacji nie skomplikował pozytywny wynik testu na koronawirusa, który opóźnił o pięć dni pani wylot do Tokio?
Było trochę nerwów na początku, nieprzespana noc, ale z drugiej strony byłam pewna, że wszystko powinno być OK. Nie miałam żadnych objawów. Nie wiem, może coś zjadłam i przez to wyszedł ten pozytywny test. Potem przyszły negatywne, zgoda na lot i wszystko poszło w niepamięć. Skupiłam się na tym, co ma się teraz wydarzyć.

Uwagę przykuwała u pani duża czerwona kokarda wpięta we włosy. To talizman czy element stylizacji?
Przed wylotem do Japonii byłam z przyjaciółką na zakupach, zobaczyłam ją w sklepie i stwierdziłam, że bardzo fajnie będzie pasowała do biało-czerwonych strojów reprezentacyjnych. I sądzę, że bardzo ładnie na mnie wyglądała i rzeczywiście przykuwała uwagę.

Uda się z czasem docenić ten wynik?
Nie wiem, ile czasu będę potrzebowała, żeby to się stało. Czy w ogóle go docenię? Bo jednak było bardzo blisko medalu, a go nie mam. Mogłam być tą pierwszą w Polsce w taekwondo, która by to zrobiła.

Dalej pani może – za trzy lata w Paryżu.
Pewnie, że będę. Ale szkoda, że nie w Tokio.

SPORTOWY24.PL - rozmowa z Joanną Fiodorow

Wideo

Materiał oryginalny: Tokio 2020. To jej kibicowała we wtorek cała Polska. Aleksandra Kowalczuk otarła się o medal w teakwondo. „Mogłam być tą pierwszą” - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie