Tokio 2020. (Nowy) gest Kozakiewicza, czyli co wypłynęło na powierzchnię w olimpijskim basenie [KOMENTARZ]

Krzysztof Kawa
Krzysztof Kawa
Trawestując znane futbolowe powiedzenie: Swimmers are coming home. Szóstka polskich olimpijczyków obrała kurs z Tokio do Warszawy jeszcze zanim rozpoczęły się igrzyska.

Nie przypominam sobie, by kiedykolwiek wcześniej nasi reprezentanci tak szybko odpadli z wielkiej imprezy, bo nawet drużynom Janasa na mundialu w Niemczech i Beenhakkera na Euro w Austrii, choć były pogrzebane przez kibiców już przed pierwszym gwizdkiem, mimo wszystko pozwolono rozegrać trzy mecze. Pływakom nie pozwolono wskoczyć do wody nawet dla honoru.

Deficyt honoru w tej wtopie jest aż nadto widoczny. W aferze, o jakiej świat nie słyszał, nie ma bowiem nikogo, kto by zawinił. Dosłownie nikogo. Prezes związku pływackiego nie wiedział kogo kwalifikuje do startu na igrzyskach PKOl, a w PKOl nie wiedzieli, że związek wysłał im hurtem listę wszystkich swoich zawodników, jak leci. W ekipie znalazły się więc aż 22 osoby, w tym ponadnormatywne sześć, mimo że przez ostatni rok z powodu pandemii baseny były pozamykane i nie było gdzie trenować.

Nie wiem, czy gest Jana Kozakiewicza i pozostałych zawodników, który przybrał formę listu otwartego, cokolwiek zmieni. Być może problemem związku jest bowiem to, że zarząd liczy zaledwie piętnaście osób. Zapewne wszyscy są tak zapracowani, że nie było kogo oddelegować do czytania regulaminów i przepisów. I to w obcym języku, co wymaga dodatkowych kwalifikacji. Pływacy, zamiast więc domagać się dymisji prezesa Słomińskiego i całego zarządu, powinni raczej postulować powiększenie tego gremium! Tym bardziej, że przecież to nie jedyne zaniedbanie ze strony działaczy. Trzeba było wypłynięcia na wierzch dużego g…, by sportowcy zebrali się w sobie i ujawnili, iż do igrzysk przygotowywali się „w tragicznych warunkach”.

Pawła Słomińskiego, z którym miałem przyjemność współpracować podczas igrzysk w Atenach i mistrzostw świata w Melbourne, niezwykle cenię, zarówno za warsztat trenerski, jak i umiejętności organizacyjne. To on odpowiada za największe sukcesy Otylii Jędrzejczak i Pawła Korzeniowskiego, a także liczne inne. I właśnie dzięki sukcesom szkoleniowym został obdarzony tak dużym zaufaniem przez środowisko. Zaufaniem, które – trzeba to jasno powiedzieć – zawiódł. Wysłanie na wycieczkę do Japonii kilku zawodników to jedno, ale nie mniejszą przewiną jest odrzucanie pełnej odpowiedzialności, jaka za ten błąd ciąży.

Powiecie – o co ten raban, przecież ta szóstka i tak by medalu w Tokio nie zdobyła. Ale nie idźmy tą drogą. No bo po co pisać książki, skoro w Polsce (prawie) nikt ich nie czyta? Albo po co robić polskie filmy, skoro i tak (prawie) nikt ich nie ogląda?

Sportowy24.pl w Małopolsce

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Materiał oryginalny: Tokio 2020. (Nowy) gest Kozakiewicza, czyli co wypłynęło na powierzchnię w olimpijskim basenie [KOMENTARZ] - Dziennik Polski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie