Tokio 2020. Adrian Meronk pierwszym Polakiem w olimpijskim turnieju golfa. Pięć godzin w koszmarnym upale

Przemysław Franczak
Przemysław Franczak
Tokio 2020. Adrian Meronk w czwartek rozpoczął grę na igrzyskach w Kasumigaseki Country Club
Tokio 2020. Adrian Meronk w czwartek rozpoczął grę na igrzyskach w Kasumigaseki Country Club Przemysław Franczak
Porządkowi podnoszą tabliczkę z napisem „quiet” z jednej strony i japońskimi znaczkami z drugiej. CISZA. Wprawdzie nie mu tu kibiców, ale przeszkadzać będzie nawet niewinna rozmowa. Stoimy w bezruchu. Tylko ważki wielkości dłoni nic sobie z tego nie robią, a cykady koncertują jak szalone. W końcu ten harmonijny układ przerywa charakterystyczny dźwięk. 28-letni Adrian Meronk właśnie wysłał małą piłeczkę w długą podróż do pierwszego dołka. Historyczna chwila. To pierwszy Polak, który bierze udział w olimpijskim turnieju golfa.

- Cztery tygodnie temu zadebiutował w US Open (jeden z najważniejszych turniejów na świecie – red.), ale to przed igrzyskami denerwował się bardziej – opowiada jego trener Matthew Tripper. - Rano był trochę nerwowy, wszystko robił w pośpiechu. Jednak w końcu się uspokoił i powiedział: OK, grajmy w tego golfa. Rozumiem jego reakcję. Wiem, jak ważne dla Polaków są igrzyska, a on na dodatek debiutuje. To wiąże się z jednej strony z ekscytacją, a z drugiej - z mierzeniem się z oczekiwaniami. Nie takimi może jak wobec siatkarzy, ale to wciąż jest rodzaj zobowiązania – tłumaczył.

- Nerwy? Nie wiem, skąd trener to wziął – prostuje z uśmiechem Meronk. - Igrzyska mają oczywiście swoją temperaturę, ale nie stresowałem się bardziej niż zwykle. Choć faktycznie się spieszyłem, bo miałem mało czasu. Były korki, przyjechaliśmy troszeczkę za późno, ale to nie miało wpływu na moją grę. Mentalnie czułem się dobrze, początek był dobry, ale później popełniłem błędy. Z wyniku nie jestem zadowolony, ale to jest sport.

Do programu igrzysk golf wrócił w 2016 roku w Rio de Janeiro, po ponad stu latach przerwy. Niektórzy wciąż przekonują: nie pasuje do igrzysk ze swoją elitarnością, wymyślnymi zasadami i nazwami, chwilami rażącą sztucznością etykietą. Jednak w przepięknym, przypominającym bardziej park niż golfowe pole Kasumigaseki Country Club (w turystycznej miejscowości Kawagoe 60 km od Tokio) wpasowuje się do olimpijskiej rodziny.

- To jest fantastyczne miejsce, nie widziałem tak dobrze przygotowanego pola w tym roku – cmoka Tripper. Podobno wymagające i trudne technicznie.

Trzeba też nielichej kondycji, żeby przez pięć godzin grać w tym upale. To nie jest relaksujące spacerowanie po trawniku. My przy dziewiątym dołku, czyli na półmetku, uciekamy przed udarem do klimatyzowanego pomieszczenia. Meronk musi grać dalej, choć ręcznik mógłby wyżymać.

- Już po rozgrzewce byłem całkiem mokry. Przy pierwszym dołku rywale żartowali, że wyglądam, jakbym pływał – opowiada Polak. - Nie jest łatwo, trzeba się przystosować. Ze dwa-trzy razy w życiu grałem w podobnych warunkach, m. in. w Meksyku. Po kilku godzinach grania w upale to już wpływa na skupienie, koncentrację. Staramy się schładzać, zasłaniamy parasolkami, okładamy ręcznikami, polewamy wodą, ale głowa pracuje mniej wydajnie, o błąd jest łatwiej.

Z boku jego grze przygląda się jego trener, ale nie może nic do niego mówić. Żadnych sugestii. Przepisy. Adrian konsultować się może tylko ze swoim caddym Stuartem Beckiem. Bo w zawodowym golfie caddy to ktoś o wiele więcej niż tragarz nieporęcznej i ciężkiej torby z kijami.

Z Tripperem pracują od 11 lat. I kto wie, może gdyby Walijczyk nie przyjechał 11 lat temu do Wrocławia pracować jako trener w klubie golfowym, to Meronk by dziś w Japonii wcale nie grał.

- Zobaczyłem go i stwierdziłem, że ten chłopak ma w sobie coś wyjątkowego. Zaczęliśmy razem współpracować. Przygotowaliśmy plan pracy na cztery lata, do dziś pracujemy takimi czteroletnimi cyklami – relacjonuje Tripper. - W pierwszym pojechał do USA i poszedł do college’u, w kolejnym dostał się do European Tour, a w trzecim, który kończy się za rok, chcielibyśmy mieć zwycięstwo w turnieju ET, piąć się w rankingach i przygotować nowy plan. Krok po kroku.

Sam Walijczyk na osiem lat urządził się w Polsce („Wrocław to absoltnie fantastyczne miasto”), ale teraz mieszka już w Londynie, skąd fruwa po całym świecie i szkoli innych zawodników. Poza pracą z Meronkiem jest związany bowiem z akademią znanego trenera Jamesa Sieckmanna, specjalisty od gry krótkiej (uderzenia z odległości poniżej 100 m). - To moja największa pasja – podkreśla.

W Japonii też bywał, bo to kraj rozkochany w golfie. W Tokio na każdym krok można natknąć na driving range, czyli otoczone wysokimi siatkami miejsca do treningu zamachu i dalekich uderzeń. To mocna strona Meronka, jednego z najwyższych golfistów na świecie (197 cm).

- Wzrost na pewno daje mu przewagę w kwestii siły, natomiast dla niego większym wyzwaniem jest balans, kontrola ciała – tłumaczy szkoleniowiec. - Dużo nad tym pracujemy, podobnie jak nad krótką grą i zwiększaniem odporności na stres.

Olimpijską grę Meronk rozpoczął o godz. 9.14, a przy ostatnim dołku pojawia się ok. 13. Gdy szykuje się do ostatniego uderzenia, wyje syrena. Nadchodzi burza, przerywamy zawody. Po dwóch godzinach wróci tylko po to, żeby delikatnie trącić piłeczkę prosto do dołka.

W pierwszej rundzie Polak popełnił jednak błędy i jest daleko w klasyfikacji. Ale przed nim jeszcze trzy, więc nic straconego. Golfiści rywalizować będą do niedzieli, liczy się suma całego wyniku z 72 dołków. Mistrzem zostanie ten, który zaliczy je w najmniejszej liczbie uderzeń.

- Można powiedzieć, że teraz trzeba gonić wynik, ale grać trzeba na luzie – uśmiecha się Meronk, któremu marzy się zmiana postrzegania golfa w Polsce, wyjście poza stereotypy. - Chciałbym, żeby więcej osób zaczęło w niego grać, żeby stał się ogólnodostępny. Na przykład jak w Japonii.

- Na pewno stać go tutaj na medal, choć po pierwszej rundzie skala wyzwania się zwiększyła – mówi trener.

Piłeczka jest w grze. To znaczy w locie.

SPORTOWY24.PL - rozmowa z Joanną Fiodorow

Wideo

Materiał oryginalny: Tokio 2020. Adrian Meronk pierwszym Polakiem w olimpijskim turnieju golfa. Pięć godzin w koszmarnym upale - Gazeta Krakowska

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Ależ emocje! Niczym wędkarstwo podlodowe. Czy wszystko musimy małpować od Amerykanów?
Dodaj ogłoszenie