reklama

Stado dzików żeruje w pobliżu al. Włókniarzy. Zryły już kilka tysięcy metrów kwadratowych

Liliana Bogusiak-Jóźwiak
Liliana Bogusiak-Jóźwiak
Zaktualizowano 
Mieszkanka ul. Skarpowej pokazuje ponad 4 tys. metrów kwadratowych działki zryte przez dziki.
Mieszkanka ul. Skarpowej pokazuje ponad 4 tys. metrów kwadratowych działki zryte przez dziki. Liliana Bogusiak-Jóźwiak
Mieszkańcom ul. Skarpowej stado dzików zryło łąki i sady Zwierzęta są też zagrożeniem dla kierowców poruszających się al. Włókniarzy W każdej chwili może dojść do tragedii.

Właścicielka działki o powierzchni 4,5 tys. m kw. przy ul. Skarpowej (pomiędzy ul. Drewnowską i al. Włókniarzy) od miesiąca obserwuje, jak dziki buszują po jej łące i sadzie. Obawia się, że przemieszczające się stado doprowadzi do wypadku na al. Włókniarzy.
- Miesiąc temu syn skosił trawę, a następnego dnia rano dwa pasy ziemi po długości działki były zryte - mówi kobieta. - Moim zdaniem odwiedza nas duże stado, bo locha z małymi takiego obszaru by nie zryła. Dziki podchodzą pod ogrodzenie, próbują się dobrać do znajdującego się drugiej stronie kompostowni-ka. Ale przede wszystkim są zagrożeniem dla kierowców na al. Włókniarzy. Przez miesiąc próbowałam zainteresować służby miejskie problemem, ale jedyne co usłyszałam po wykonaniu kilkunastu telefonów, to rada abym sobie ogrodziła działkę -mówi dalej łodzianka.

Jarosław Białek, naczelnik Leśnictwa Miejskiego, przyznaje, że miasto ma duży problem z nadmierną populacją dzików. Jedyny skuteczny sposób na zmniejszenie ich liczby, odławianie i wypuszczanie do lasu 400 km od Łodzi, jest od 2017 r odgórnie zabroniony ze względu na afrykański pomór świń. To zaś, co służby miejskie mogą zrobić aby zmniejszyć liczbę zwierząt utrudniających życie łodzianom i stanowiących zagrożenie dla kierowców, efektywne nie jest.

- Dziki odłowione i przeniesione w inną część miasta jeszcze tego samego dnia wrócą w to samo miejsce - mówi. - Strzelanie do nich na terenie miasta jest niebezpieczne i wątpliwe moralnie. Podobnie jak kolejny wariant - odławianie i usypianie. Zaś preparat odstraszający dziki, o zapachu człowieka, raczej na nie nie zadziała. Na pewno jednak zwrócimy się do Zarządu Dróg i Transportu aby na al. Włókniarzy ustawić znak ostrzegawczy „Uwaga! dzikie zwierzęta”.

Jarosław Białek nie chce - jak mówi -mieszkańców ul. Skarpowej pozostawiać samych z problemem. Obiecuje, że na miejsce pojedzie leśniczy, który przeprowadzi wizję lokalną. I ma nadzieję, że problem dzików choć przy ul. Skarpowej uda się rozwiązać.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

P
Pan Jan

"Zaś preparat odstraszający dziki, o zapachu człowieka, raczej na nie nie zadziała."

- Moja Zocha wywiesiła na płocie swoje gacie, których nie zmieniała od ostatnich świąt. Od tego czasu żaden dzik nie podchodzi do płota. Minus jest taki, że jak wiatr zawieje, to czasem czuć smród na całą Łódź (były nawet artykuły, co tak śmierdzi w Łodzi - wyjaśniłem zagadkę - to sposób na dzika).

D
Dno dna

"Zryły już kilka tysięcy metrów kwadratowych"

- Nie ryje się metra kwadratowego. Ryć można metr kwadratowy CZEGOŚ, np, ziemi, trawnika. Pamiętam, jak kiedyś poziom dziennikarstwa był na wyższym poziomie. Gdzie dziennikarz potrafił sprawnie władać mową ojczystą. A teraz? Student skrobie jakieś wypociny, siedząc w kiblu z laptopem na kolanach. Poziom dziennikarstwa, przynajmniej w tej gazetce kolorowej, równy jest często poziomowi języka polskiego dżentelmenów raczących się tanim alkoholem w bramie. Z tym, że oni za to wynagrodzenia nie pobierają...

S
Serginho

Witajcie w Łodzi, zdziczałym mieście .

Dodaj ogłoszenie