Słoneczni ludzie z 55-letniego zespołu Śląsk

    Słoneczni ludzie z 55-letniego zespołu Śląsk

    Teresa Semik

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Stanisław Hadyna nie miał wątpliwości, że dzisiaj taki zespół jak Śląsk nigdy by nie powstał: bez pieniędzy i bez zaplecza. Ale zespół powstał i przetrwał 55 lat w dobrej kondycji.
    Podczas najbliższego weekendu, 27-29 czerwca w Koszęcinie odbędzie się jubileuszowe Święto Śląska - wielki piknik artystyczny w kompleksie pałacowo-parkowym pod patronatem "Polski Dziennika Zachodniego". Przez trzy dni wraz z artystami Śląska będą występować gwiazdy, m.in. Gang Marcela, SBB, Universe, Carrantuohill, artyści kabaretu, zespoły folklorystyczne ze Słowacji, Czech i Ukrainy. Szczegóły na stronie internetowej www.zespolslask.pl.

    Sięgnijmy do wspomnień. Hadyna zaczął pracę po obietnicach gen. Jerzego Ziętka. Za darmo użyczono mu sal w Pałacu Młodzieży w... Stalinogrodzie. Na eliminacje zgłosiło się 12 tys. dziewcząt i chłopców. Z Elwirą Kamińską, choreografem, wybrał 120. Jerzy Wójcik, tancerz z pierwszego składu Śląska, a potem dyrektor artystyczny, przypominał, że profesorowi w okresie tworzenia zespołu towarzyszył zamysł znacznie szerszy. Marzył o zbudowaniu idealnej społeczności "w państwie słońca". Życie w ówczesnej siermiężnej rzeczywistości weryfikowało te dążenia. Nagrana wtedy przez Śląsk płyta z kolędami była pierwszą w powojennej Polsce. Był to w owych czasach odważny akt demonstrowania niezależności. Dziś krytycy zespołu wypominają mu, że powstał w okresie głębokiego komunizmu i był ozdobą władzy. To prawda, ale nie ujmuje to Śląskowi sukcesów. Zespół powstał w Stalinogrodzie, jak wtedy nazywały się Katowice, na mocy zarządzenia ministra kultury, by głosić "piękno folkloru ziem polskich". Przetrwał straszne czasy dzięki pasji profesora, jego charyzmie, apodyktyczności i wytrwałości. Co roku dawał 120 koncertów. Zaśpiewał i zatańczył dla 20 mln widzów.

    W książce "W pogoni za wiosną" Hadyna napisał: "Szukałem chłopców i dziewcząt, którzy by tak śpiewali, jak to sobie wyobrażałem, i tak w przybliżeniu wyglądali, jak to sobie wyobrażałem. Nie chodziło tu o rysy twarzy, ale o pewien słoneczny typ ludzi o zdrowym uśmiechu i czystych oczach, o prostotę, która nie została jeszcze spaczona sztucznością i pozą". Zespół stał się dla wielu sposobem na życie. Bywało ciężko. Pierwsza odeszła Elwira Kamińska, choreograf i współtwórczyni Śląska. Zmarła w 1983 r. Stanisława Hadynę zespół pożegnał w 1999 r. wzruszającą pieśnią "Zachodzi słoneczko". Rok później zmarł Zdzisław Pyzik, autor najbardziej rozpoznawalnych tekstów "Pyk, pyk z fajeczki", "Od Siewierza jechał wóz", "Gdybym to ja miała". W roku jubileuszowym, wio- sną 2008, osierocił zespół Jerzy Wójcik.

    W 1972 r. część pałacu koszęcińskiego strawił pożar, ale spalone pomieszczenia zostały odbudowane i wyremontowane. Dziś zespół prowadzi w swojej siedzibie prace adaptacyjne i remontowe. Na początku lat 90. zimą zabrakło węgla. Kilka kopalń podrzuciło do Koszęcina opał, by zespół mógł ćwiczyć w ogrzanej sali. Była to transakcja wiązana. Za węgiel Śląsk dawał później koncerty i przetrwał kryzys.

    Wielki jest majątek Śląska. Magazyn strojów i pracownie krawieckie zajmują skrzydło pałacu. Do dyspozycji zespół ma 20 ton strojów, 22 tys. kompletów ze wszystkich regionów Polski.

    - Posiadamy pełny zestaw strojów śląskich, w tym strój rozbarski, górniczy, Beskidu Śląskiego, opolski, pszczyński, cieszyński. Są to stroje stylizowane na ludowe - mówi Agnieszka Kukuła. - W swoich zasobach mamy także stroje autentyczne, historyczne, ale nie są one wykorzystywane na scenie. Stanowią eksponaty muzealne w izbie pamięci zespołu. Są to m.in. autentyczna śląska czarna jakla, element stroju rozbarskiego mężatki (czarna koszula), 80-letnie jelenioki ze skóry jelenia, element stroju rozbarskiego męskiego (spodnie), szaltuch rozbarskiej mężatki, rodzaj ręcznie tkanej chusty o wymiarach 3 x 3,7 m. Stroje te Jerzy Wójcik otrzymywał w darze od rdzennych Ślązaków.

    W repertuarze zespół ma 17 różnorodnych form artystycznych, od wielkich widowisk ukazujących panoramę folkloru wszystkich regionów kraju, poprzez koncerty edukacyjne, po prezentacje muzyki klasycznej i sakralnej. Wychwalany jest program "Kilar", przygotowany z okazji 70 urodzin kompozytora. "Krzesany" i "Orawa" w wersji baletowej, w choreografii Juraja Kubanki, to propozycja godna uznania.

    Sentyment do Śląska, zwłaszcza wśród starszej publiczności, pozostaje i to jest ogrom- ny kapitał zespołu. Słowa pisarza Gustawa Morcinka wypowiedziane o Śląsku w 15 rocznicę jego powstania nie straciły nic na aktualności: "Przypomina mi się owa legenda grecka o Orfeuszu, który udając się do podziemi, żeby wyzwolić Eurydykę, poskromił swą grą i śpiewem potwory, a kamienie zmusił do płaczu. W tej pozornie naiwnej legendzie mieści się głęboka znajomość czaru muzyki, tańca i śpiewu. Dzisiaj Śląsk czyni ten sam cud, z tą różnicą, że Orfeusz wzruszał kamienie i potwory, a Śląsk wzrusza ludzkie serca".

    Ci wspaniali artyści z Koszęcina



    Urszula Porwoł, niezapomniana wykonawczyni piosenki "Szła dzieweczka do laseczka". Hadyna napisał specjalnie dla niej "Hej tam w dolinie", "Pod moim okienkiem", mając na względzie jej predyspozycje wokalne. Trafiła do zespołu z Rybnika w wieku 13 lat i była najmłodszą artystką pierwszego składu. Od początku zachwycała urodą i talentem. Mając 15 lat, została solistką i konferansjerką. Mówiła piękną gwarą śląską. Zginęła w wypadku w wieku 22 lat.

    Maryla Walecka - Bacz, pierwsza Ondraszkowa, jak ją nazwano. Swoją interpretacją Hadynowego "Ondraszka" i pieśni patriotycznych doprowadzała publiczność do łez. Czasem wystarczyło, że podeszła do mikrofonu i już wzbudzała owacje. Nikt po niej tak wzruszająco nie śpiewał tych pieśni.
    Urszula Kaczmarska, pierwsza wykonawczyni "Karolinki". Mówiło się, że przyszła do zespołu wprost od kierownicy traktora, którym jeździła. Prawdziwa Ślązaczka. Ona nie tylko "Karolinkę" śpiewała, ona nią była.
    Izabela Nawe - Spychalska, specjalnie dla jej pięknego koloraturowego głosu Hadyna napisał "Sikoreczkę". Po odejściu z zespołu zrobiła międzynarodową karierę, śpiewała m.in. w Operze Berlińskiej.
    Jerzy Nowiński, tenor dramatyczny, z wykształcenia hutnik z Blachowni. Najpiękniejszy duet stworzył z Urszulą Porwoł śpiewając "Pod moim okienkiem". Jego wykonanie "Hej koło Cieszyna" długo było nie do pobicia.
    Józef Ledecki, najsłynniejszy wykonawca "Starzyka" i "Dziadka". Pierwszy i najlepszy ich wykonawca. Studiował aktorstwo i na scenie doskonale potrafił te umiejętności wykorzystać, był obdarzony wspaniałym talentem komediowym. Po zakończeniu kariery w zespole zajął się muzyką rozrywkową. Mało kto pamięta, że był pierwszym wykonawcą późniejszego przeboju Czesława Niemena "Pod papugami".
    Wiesława Oramus, najsłynniejsza wykonawczyni "Gąski", jednego ze sztandarowych przebojów Śląska. Po zakończeniu kariery w zespole śpiewała w Operze Bytomskiej. Dziś ma własną klasę wokalistyki.
    Andrzej Piernik, bas baryton, niezapomniany wykonawca "Hej te nasze góry". Jego atuty to piękna barwa głosu, wszechstronność sceniczna, aparycja amanta. Podczas zagranicznych wojaży najczęściej wykonywał pieśni w obcych językach. Z Barbarą Poni- kowską-Pająk tworzyli znakomite duety.
    Stanisław Kempa, nienaganna dykcja i wspaniała emisja głosu. Był znakomitym wykonawcą piosenek obcojęzycznych. Francuska publiczność nie chciała go wypuścić ze sceny po jego interpretacji pieśni "Marie Polonaise", napisanej na cześć Marii Walewskiej. Mówiło się o nim, że był urodzonym ułanem. Swoim barytonem zachwycał, śpiewając pieśń "Ułan i dziewczyna".

    Czytaj treści premium w Expressie Ilustrowanym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo