Rozpoczął się sezon na szczupaka! W Łodzi też trafiają się karpie olbrzymy. Na Przędzalce tłumy!

Bohdan Dmochowski
Pani Basia pocałuje za chwilę złowionego karpia i zwróci go wodzie. Bohdan Dmochowski
Od końca kwietnia kilka tysięcy łódzkich zapalonych wędkarzy tylko nocuje w domu. Przepadają na cały dzień w krzakach z powodu... szczupaka. Bo właśnie dokładnie od 30 kwietnia legalnie i oficjalnie rozpoczęły się łowy na tę królewską rybę słodkich wód. Pierwszy, rytualny niemal pojedynek z nią, jest tradycyjnie uznawany za początek sezonu wędkarskiego.

* Reportaż wędkarski
* Wszystkie rybki z Przędzalnianej


Karp jak Lewiatan

Kiedy wędkarze schodzą z gruntowej dróżki na brzeg stawu przy ul. Przędzalnianej, muszą patrzeć pod nogi, by nie nadepnąć na uschnięty patyk. Wierzą, że usłyszą ich ryby w stawie i dadzą chodu. Ponoć karp rejestruje odgłos stąpania człowieka nawet w odległości kilkudziesięciu metrów od wody. Wiedzą o tym wędkarze, którzy moczą kije w stawie przy ul. Przędzalnianej, w sercu dawnego bawełnianego imperium Scheiblera i Grohmana.

- Złowię czy nie, przyjeżdżam tu z wędeczką od dwudziestu paru lat - lekko dyszy pan Stefan, rozpakowując sprzęt i zakupy dla kilku biczujących wodę kolegów. - Jestem chłopak na posyłki, jednym z najmłodszych w tym towarzystwie, bo mam tylko siedemdziesiąt siedem lat - chichocze radośnie.

Co w stawie pływa, najlepiej ponoć wie „ten gość po tamtej stronie stawu”, spacerujący z psem brzegiem pan Janek macha ręką w stronę wystającego nad trzcinami fantazyjnego kapelusza. Jego właścicielem jest Marek Kłosiński. - Ryba podejdzie, trzeba cierpliwości, zanęciłem półtora godziny temu i czekam i tylko jej patrzeć - objaśnia. - A jak już podejdzie... zawiesza głos. - Tu, przy przepuście, a już była zima, wziąłem karpia trzynaście kilo sześćdziesiąt deko wagi!

Ta ryba wielka jak legendarny Lewiatan tylko ugruntowała sławę swego pogromcy. Mówi, że w Przędzalce pływają naprawdę piękne sztuki.

- Jest duży lin, karp, karaś, amur, sandacz, płoć, tylko szczupaki jeszcze niezbyt wielkie - wylicza jednym tchem.

Gdzie wędkujesz, tam płacisz

Obecność sporych ryb w tym stawie potwierdza Krzysztof Tłoczek, ichtiolog z Okręgu Łódzkiego Polskiego Związku Wędkarskiego:

- Niedawno zarybiliśmy Przędzalkę, i nie tylko. Część wpuszczonych sporych już karpi, linów, płoci, przenieśliśmy ze Stawu Stefańskiego podczas zrzucania z niego wody, więc już są to ryby wymiarowe. Legalnie mogą moczyć w Przędzalce kije tylko posiadacze legitymacji członkowskiej i zezwolenia Okręgu Łódzkiego PZW. Podkreślam - łódzkiego, a nie na przykład piotrkowskiego czy sieradzkiego.

Dlaczego łódzki wędkarz musi wykupić dodatkowe, ekstra płatne zezwolenie na wędkowanie w ościennych województwach? Żeby to wyjaśnić, Krzysztof Tłoczek sięga aż do roku 1974, kiedy to dawne łódzkie województwo administracyjnie podzielono na cztery nowe. I takim to sposobem niegdyś należące do Okręgu Łódzkiego PZW największe zbiorniki wodne: Sulejów, Jeziorsko i Głowno, przejęły nowe województwa: piotrkowskie, skierniewickie i sieradzkie, a łódzkie zostało bez wielkiej wody. Ten „zaklepany” 42 lata temu podział wód pozostał, choć, po kolejnej reformie administracyjnej kraju, łódzkie odzyskało utracone w 1972 roku suche terytoria. Kiedy więc wędkarz, który ma zezwolenie na amatorski połów ryb w Łodzi, a zamoczy kija na przykład w należącym do okręgu w Piotrkowie Zalewie Sulejowskim, naraża się na mandat za... nielegalne wędkowanie!

- Niestety, wciąż obowiązuje zasada: gdzie wędkujesz, tam płacisz - rozkłada ręce Krzysztof Tłoczek.

Ile od łebka

Przyjemność zacięcia taaakiej ryby kosztuje. Niezależnie od składki członkowskiej w wysokości 75 zł (37 zł ulgowej), zezwolenia na 200 ha należącej do OŁ PZW wody kosztuje 110 zł, a wędkarzy powyżej 65 roku życia, 60 zł. Inne stawki obowiązują niedzielnych wędkarzy, których zadowala moczenie kija w zbiornikach rozsianych po łódzkich parkach. Wystarczy zaliczyć egzamin w kole PZW albo przez internet za 30 zł, ważny dożywotnio. Nie dotyczy to dzieci do 14 lat.

Pan Bronek z 35-letnim stażem wędkarskim nie ma ani zezwolenia na wody Okręgu Łódzkiego PZW, ani takiego „na parki”. Na pierwsze go nie stać, a w parkach „czepia się” tylko drobnica. Dlatego wyprawia się w weekendy na komercyjne stawy, gdzie zezwolenia są niepotrzebne. Wspomina:

- Moja ślubna długo mamrotała, ale któregoś dnia zabrałem rodzinę nad staw Ciosenka koło Zgierza. Podpuszczam ją: zakład, że nic nie złapiesz? Dla śmiechu chwyciła wędkę, zarzuciła i wyciągnęła całkiem ładnego jazia. No i mam za swoje, bo teraz rzadko kiedy pozwala mi samemu jechać na rybki.

Nie siedzi dla mięsa

Pan Stefan nie miał jeszcze na haczyku rekordowych ryb, choć parę połowów na stawie przy Przędzalnianej pamięta.

- Jak nic nie przyczepi się do haczyka też jest dobrze - w jego głosie nie pobrzmiewa bynajmniej nuta zawodu.- Robię to dla frajdy i mojego serducha - odchyla koszulę i pokazuje rozrusznik.

Na staw przy Przędzalnianej przychodzą głównie tacy, jak on łodzianie, których fabryczna syrena już nie budzi i czas nie pogania.

WIERSZYKI, WIERSZE DLA MAMY - piękne życzenia na DZIEŃ MAMY

](http://www.expressilustrowany.pl/ "ZOBACZ TEŻ FILM Zdenerwowany goryl chce przepędzić odwiedzających zoo (xnews/STORYFUL)