reklama

Rosołek czerpie od Ibrahimovicia, ale sodówka mu nie grozi. "Cieszę się chwilą, ale skupiam się na pracy"

Tomasz Biliński
Tomasz Biliński
Zaktualizowano 

Wideo

Zobacz galerię (19 zdjęć)
Za nasze miasto! - wzniósł toast „małpką” stojący w grupce kibic, przytaczając pierwszy wers stadionowej przyśpiewki. - Za nasz klub! - kontynuował drugi, na co trzeci zareagował z przymrużeniem oka: - Chyba nasz wstyd - rozbawił towarzyszy podróży komunikacją miejską na sobotni meczem Legii Warszawa z Lechem Poznań. Nie było jednak tak źle, jak po ostatnich miesiącach można było się spodziewać.

Pojawiła się nawet nadzieja, głównie za sprawą Macieja Rosołka, który zdobył zwycięską bramkę (Legia wygrała 2:1). Zrobił to w 76. minucie, dwie po tym, jak zastąpił na boisku Luquinhasa. Kiedy szykował się do wejścia, niektórzy zaczęli pukać się w czoło, nie rozumiejąc decyzji trenera Aleksandara Vukovicia.

- Dochodziły do mnie słuchy, że mogę zadebiutować. Jednak nigdy nic takiego nie jest pewne. Choć przesłanek, że w sobotę to się stanie było więcej niż wcześniej. Po prostu jak zwykle miałem być gotowy, by wykorzystać szansę, jeśli taką bym otrzymał - komentował 18-letni pomocnik.

- Dziś zaczyna się prawdziwa walka o karierę Macieja Rosołka - podkreślił szkoleniowiec wicemistrza Polski. - Zaznaczył swoją obecność. Jak wiele takich momentów będzie miał w przyszłości, zależy tylko od niego. Mam nadzieję, że będzie wolał przyjść na trening, niż zaliczyć kilka ciekawych miejsc w Warszawie.

„Sodówka” Rosołkowi ma nie grozić. - Wiem, że w historii Legii nie brakuje piłkarzy, którzy „odlecieli”. Myślę, że mi to nie grozi. Duże wsparcie mam od rodziców, dziewczyny i mojego menedżera. Bardzo często rozmawiam z mamą, która daje mi ogromne wsparcie mentalne. Cieszę się chwilą, ale od niedzieli skupiam się na pracy, by dostać kolejną szansę - opowiadał wychowanek Pogoni Siedlce, który do akademii stołecznego klubu trafił w 2015 r. W kadrze pierwszego zespołu jest od tego sezonu. Sobotni występ był jego debiutem.

- To było jak spełnienie marzeń. Nie mogłem sobie życzyć niczego więcej - podsumował nastolatek, który przed bramką „Kolejorza” zachował się jak stary wyjadacz. Prawidłowo przyjął piłkę i pewnym strzałem pokonał Mickeya van der Harta.

- Zobaczyłem, że "Antola" [Domagoj Antolić - red.] dostał piłkę na skrzydle. Wiedziałem, że muszę przyspieszyć i wbiec w pole karne, bo byłem spóźniony. Nie widziałem, jak leciała piłka i nie wiem, czemu obrońca Lecha ją przepuścił. To był jego błąd, który wykorzystałem. Miałem swobodę w polu karnym. Piłka spadła mi na udo, potem pod nogę. Nie pozostało mi nic innego, jak strzelić - podsumował Rosołek, który gra z numerem 39 na koszulce. Nieprzypadkowo.

- To połączenie ulubionych liczb, mojej i mojej dziewczyny - wyjaśnił bohater hitu PKO Ekstraklasy, który swojej miłości też zadedykował gola, przykładając trzy palce do herbu na koszulce. - Pochodzę z Siedlec, miasta stojącego murem za Legią. Moja cieszynka była połączeniem tego, że czuję się legionistą oraz dedykacji dla dziewczyny - tłumaczył piłkarz, który z największą uwagą przygląda się grze Zlatana Ibrahimovicia.

Rosołek skradł show innym wydarzeniom w sobotni wieczór. Przed mecze klub podziękował Miroslavovi Radoviciowi i Michałowi Kucharczykowi, którzy latem odeszli z Legii (więcej o tym czytaj TUTAJ). Natomiast przez pierwsze dziesięć minut spotkania dostało się od kibiców prezesowi Dariuszowi Mioduskiemu (więcej TUTAJ). Fani wyrazili swój sprzeciw wobec tego, jak z roku na rok stacza się drużyna. Trzeci sezon nie zakwalifikowała się do fazy grupowej europejskich pucharów, a w poprzednim sezonie nie zdobyła mistrzostwa Polski. Na plus należy jednak zapisać sukcesy w młodzieżowych rozgrywkach i rozpoczęcie budowy ośrodka treningowego.

Legia, która we wcześniejszych dwóch meczach przegrała, a przed tą serią była dopiero dziewiąta, awansowała na siódme miejsce. Do pierwszej Pogoni Szczecin traci cztery punkty. W niedzielę przy Łazienkowskiej zagra z będącą w słabszej formie Wisłą Kraków (godz. 17.30, transmisja w Canal+ Sport i TVP 2).

Materiał oryginalny: Rosołek czerpie od Ibrahimovicia, ale sodówka mu nie grozi. "Cieszę się chwilą, ale skupiam się na pracy" - Sportowy24

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie