Wyszukiwarka wyborcza

Wybory Parlamentarne

Sprawdź, gdzie możesz zagłosować

Rio 2016. Marcin Lewandowski: Może kiedyś będę walczył w klatce

Przemysław Franczak, Rio de Janeiro
Andrzej Szkocki/Polska Press
Marcin Lewandowski zajął 6. miejsce w finale biegu na 800 m. Złoty medal zdobył Kenijczyk David Rudisha, który dobiegł do mety w doskonałym czasie – 1.42,15. Drugi był Algierczyk Taoufik Makhloufi (1:42,61), a trzeci Amerykanin Clayton Murphy (1:42,93). Obaj pobili rekordy życiowe. Polak ukończył bieg z czasem 1:44,20.

To był naprawdę szybki finał.
Bieg był wymarzony, taki jak chciałem. Bardzo mocne tempo od samego początku, dzięki temu nie było żadnej przypadkowości, każdy pokazał, na co go stać. Ja osiągnąłem najlepszy rezultat w tym sezonie, co świadczy o tym, że forma była taka, jak powinna. Nawet, gdybym ustanowił dzisiaj „grubą” życiówkę, to nie ma się co oszukiwać, ale medal byłoby bardzo ciężko wywalczyć. Niesamowite, mocne bieganie. Moja taktyka była idealna, mimo że na początku wyglądało to tak, że odstaję, to tempo cały czas miałem mocne. W miarę dystansu dochodziłem do czołówki, ale jej tempo nie malało, co pokazał końcowy rezultat tego biegu.

Jak szalony zaczął ten bieg Kenijczyk Alfred Kipketer. Myśli Pan, że to było taktycznie zagranie pod Davida Rudishę?
Myślę, że tak. Ten zawodnik był na poświęcenie, żeby pomóc Rudishy i drugiemu Kenijczykowi, Ale dla mnie to nie miało to większego znaczenia, nie patrzyłem się na nich. Biegłem swoje, ale w końcówce troszeczkę zabrakło. To nie był mój dzień.

Była nadzieja na coś więcej?
Tak, trochę szkoda. Modliłem się o szybki bieg, co dawało szansę na zrobienie superrezultatu. To życzenie się spełniło, dlatego ze swojego wyniku nie jestem do końca zadowolony. O medal, jak się okazało, byłoby ciężko, ale przed finałem miałem oczywiście swoje nadzieje. Po to tu przyjechałem, sam udział w finale mnie nie zadowalał. Chciałem wywalczyć jak najlepszą lokatę. Czuję się bardzo mocny, przed biegiem myślałem, że jestem gotowy na 1.43,5. Nie udało się, ale przede mną jeszcze parę fajnych startów na Diamentowej Lidze. Forma jest, może trafię jeszcze na taki dzień – bo 800 metrów to nie tylko to, co w nogach i serduchu, ale też trochę szczęścia – że uda się wykręcić superwynik.

Rekord Polski?
Za mną cztery finały wielkich imprez, ciągle się kręcę koło tego medalu, ale na razie nie było mi dane go wygrać. Kolejna szansa dopiero za rok, a na rekord Polski może już niedługo. To akurat jest jak najbardziej realne.

Wspominał Pan kiedyś, że może zacznie biegać na 1500 metrów. Taka zmiana wchodzi w grę?
Daleka droga do Rio, jak to się mówi, ale ten dystans jak najbardziej jest w moich planach. Przygotowania pod to już rozpocząłem w poprzednim sezonie. Kto wie, być może już w tym sezonie spróbuję przymierzyć się do tego dystansu, żeby w przyszłości było mi łatwiej. Może będę łączył te dwie konkurencje? Zobaczymy. Bo ciągle czuję, że mam jeszcze coś do zrobienia w temacie 800 metrów. Wszystko wyjdzie w praniu.

W jednym z wywiadów wspominał Pan, że trenował MMA. O co chodziło?
W tym sezonie dwa miesiące chodziłem na treningi MMA, pięć razy w tygodniu, więc całkiem sporo. Przez trzy miesiące nie zrobiłem ani kilometra, musiałem odpocząć psychicznie od biegania i zająć się czymś innym. I stąd wzięło się MMA. Wzmocniłem się fizycznie i psychicznie. Fajnie spędzałem wolny czas.

I to jest jakiś plan na przyszłość?
Nie wykluczam. Wiem, że nie wyglądam na gościa, który mógłby walczyć w klatce, ale to jest kwestia dwóch lat po skończeniu kariery i waga będzie inna. Można będzie bawić się w coś innego.

Co na to małżonka?
Nie jest zadowolona (śmiech). Ale jak zawsze byłem fighterem. Na bieżni też. Trzeba robić to co się kocha. Na razie jednak biegi ciągle są na pierwszym miejscu. Podczas tej przerwy zacząłem czuć głód biegania, chcę mierzyć się z najlepszymi zawodnikami, to jest to co kocham, to co mnie motywuje do działania. Lubię czuć tą adrenalinę, strach przed biegiem. Czasami, stojąc na stadionie, pytam sam siebie: „co ja tutaj robię?”, ale prawda jest taka, że to jest coś, bez czego nie mogę żyć.

Wideo

Materiał oryginalny: Rio 2016. Marcin Lewandowski: Może kiedyś będę walczył w klatce - Gazeta Krakowska

Komentarze 2

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone ze względu na ciszę wyborczą i zostanie włączone po jej zakończeniu.

Podaj powód zgłoszenia

w
wdr

na twoje opowieści z olimpiady ... na pewno byłeś i coś zdobyłeś ?

aha - klepanie w klawisze z rana się nie liczy ... bo w tym jesteś 'hero'

G
Gosc

Moze niech juz zacznie trenowac walki w klatce, bo biegacz to z niego marny

Dodaj ogłoszenie