Recenzja filmu ,,Scenariusz na miłość"

Renata Sas
Tytuł w sam raz na banał spod szyldu: komedia romantyczna. Ale „Scenariusza na miłość” to opowieść przewrotna, w której uczucie jest głównie tłem. Zanim oczywiście okaże się, że może być ważne...

Jako motto filmu mogłyby posłużyć słowa operetkowej arii: „wielka sława to żart”. Tego, który doświadczył, co to znaczy, gra Hugh Grant. Ulubieniec zwłaszcza pań, aktor o chłopięcym uroku, jak go zwykle opisywano, mocno posunął się w latach (szept z widowni: „nie za ładnie się starzeje” ma uzasadnienie). Ale ten uśmiech, zakłopotanie, sposób odrzucania włosów – to się nie zmieniło...

Jako Keith Michaels ma na koncie wielki sukces. Za scenariusz dostał Oscara. Zdobył popularność i wciąż towarzyszy mu szczebiot wielbicielek. Ale minęło 15 lat, a po wielkim wzlocie została pustka, rozpadła się rodzina, żona zabrała ukochanego synka i odeszła z reżyserem, on zaś nie potrafi wykrzesać z siebie kolejnego pomysłu na film. Producenci pamiętają jego sukces, ale kręcą nosem na nowe propozycje.
Szukając jakiegokolwiek zajęcia, wciąż nie tracąc pewności siebie, Keith decyduje się uczyć scenariopisarstwa na małym uniwersytecie w wiecznie deszczowym Binghamton. Nie traktuje zajęcia poważnie. Reaguje po swojemu, wykłada swoje racje, szybko narazi się przewodniczącej uczelnianej komisji etyki – lekceważy zalecenie, że wykładowcom nie wolno wchodzić w bliższe związki ze studentami. Mało go zajmują scenariusze podopiecznych. Jest przekonany, że talentu nauczyć się nie da, a do tego jego wygnanie z raju jest tylko na chwilę.

Ale w orbicie działania nauczyciela z przypadku znajdzie się pełna optymizmu, a jednocześnie bardzo konkretna Holly (sympatyczna rola Marisy Tomei). Jest matką samotnie wychowującą dwie córki, pracuje na dwóch etatach, do tego jeszcze uczy się. W konfrontacji z taką studentką wykładowca bardzo wolno, ale skutecznie zmienia optykę na życie, obowiązki (także rodzinne – próbuje nawiązać kontakt z synem) i „wielka sława” staje się znacznie mniejszym obciążeniem...

W amerykańsko-brytyjskim filmie Marca Lawrence’a nie ma płomiennych scen, miłosnych uniesień, napięć. Jest za to wiele życiowych prawd, często serwowanych w porcjach przesadnie dużych. Wątków zarysowuje się sporo, ale żaden nie jest dobitnie spuentowany. „Scenariusz na miłość” w klasyce schematycznej komedii romantycznej się nie mieści, zatem zarówno zwolenników, jak i przeciwników gatunku ma szansę zaciekawić. (106 min).

Księgarnia Expressu Ilustrowanego: www.ksiegarnia.expressilustrowany.plKsięgarnia Expressu Ilustrowanego: www.ksiegarnia.expressilustrowany.plKsięgarnia Expressu Ilustrowanego: www.ksiegarnia.expressilustrowany.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie