"Rakietą w stół": Piękno tenisa czyli rollercoaster emocjonalny [FELIETON]

Katarzyna Kawa
- Do tej pory pamiętam swoje pierwsze odbicia piłki przy ścianie wysokiej na kilka metrów na opuszczonym boisku sportowym, bo nie był to kort - Katarzyna Kawa w najnowszym felietonie
- Do tej pory pamiętam swoje pierwsze odbicia piłki przy ścianie wysokiej na kilka metrów na opuszczonym boisku sportowym, bo nie był to kort - Katarzyna Kawa w najnowszym felietonie Tomasz Czachorowski
Wiele mówi się o tym, jak trudnym sportem jest tenis. Nie tylko fizycznie, technicznie, taktycznie, czyli od strony czysto sportowej, ale też z perspektywy ciągłej samotności, logistyki wyjazdów i życia wiecznie na walizkach. Jednak ten tekst nie będzie o tym, dlaczego jest trudno, ale dlaczego warto samemu wziąć do ręki rakietę i pójść na kort lub też dać szansę swojemu dziecku. Opowiem o tym, co dał mi tenis od momentu, w którym zaczęłam trafiać w piłkę, czyli jak miałam około 5 lat, aż do teraz i tutaj bez wspominania o wieku.

Do tej pory pamiętam swoje pierwsze odbicia piłki przy ścianie wysokiej na kilka metrów na opuszczonym boisku sportowym, bo nie był to kort. Nikt wtedy nie myślał o jakiejkolwiek karierze tenisowej, byłby to pomysł, który można by uznać za niewykonalny. Najważniejsze co zapamiętałam, to tę złość kiedy piłka przelatywała mi ponad ścianą do lasu i musiałam jej szukać. Oczywiście zdarzało się to na początku dosyć często. Taki rollercoaster emocjonalny, raz leci w ścianę - jestem zadowolona, nieco inaczej uderzę - leci do lasu. Chociaż dzisiaj jestem na zupełnie innym poziomie i najprawdopodobniej zawsze trafię w ścianę, to emocje i wyzwania, które towarzyszą grze w tenisa się nie zmieniły. I to jest właśnie to, za co absolutnie kocham ten sport. Codziennie wychodząc na kort, wiem, że czeka mnie wyzwanie. Nie ma dwóch takich samych dni, dwóch identycznych uderzeń, wymian, meczów. Każde nawet minimalne odpuszczenie koncentracji, motywacji, czy intensywności sprawia, że gram gorzej niż bym chciała. A to jak bym chciała grać, przez ostatnie ćwierć dekady pcha mnie do przodu. Tenis nieustannie stawia mi nowe wyzwania. Ta ciągła możliwość sprawdzania siebie, swoich możliwości, poprawianie się w wybranych elementach jest według mnie najlepszą lekcją życia. Czy właśnie nie na tym polega życie? Na stawianiu czoła przeciwnościom, na wierze, że mogę coś zrobić, chociaż jeszcze tego nie potrafię, na ciągłym podnoszeniu się po porażkach, na podejmowaniu wyzwań? Nawet jeśli Twoje dziecko nie będzie drugą Igą, czy Hubertem, a nie będzie, bo oni są jedyni w swoim rodzaju i w tenisie trzeba zawsze podążać własną drogą, warto zainwestować w taką edukację przez sport. Jeżeli okaże się, że Twoja pociecha ma talent i będzie ponadprzeciętnym tenisistą lub tenisistką - to świetnie, ale jeśli nie i tak będzie lepiej przygotowana do dorosłego życia, więc nie ma tu nic do stracenia.

Kolejną cechą, którą chcąc nie chcąc zdobywamy przez sport jest pokora. Obojętne jak dobrym tenisistą by się nie było, zawsze znajdzie się ktoś, kto w danym dniu jest lepszy. Dotyczy to nawet numeru jeden w rankingu ATP, czy WTA. Oni też przegrywają i też muszą się mierzyć z emocjami po porażce. Jednak nieważne, ile razy się przegrywa, ważne, żeby się nie poddawać. Paradoksalnie w ten sposób zdobywa się wewnętrzną siłę, która później buduje pewność siebie i charakter człowieka. Jeżeli przegrałam, wiadomo - jest mi źle, ale następnego dnia wstaję i bogatsza o kolejne doświadczenie próbuję stać się lepsza. Dzięki temu mało rzeczy jest w stanie mnie złamać. Uważam, że sposób, w jaki sport buduje charakter jest niesamowicie cenny, na każdym etapie życia.

Mówi się, moim zdaniem całkiem prawdziwie, że podróże kształcą. Dzięki wyjazdom na turnieje byłam już na wszystkich kontynentach, oczywiście nie w każdym kraju, ale na pewno spotkałam się już z wieloma językami, kulturami, orientacjami, zwyczajami i wszystkimi kolorami skóry. Widziałam ogromne bogactwo, ale też i skrajną biedę. Byłam w sytuacji, gdzie to ja wyglądam inaczej, wyznaję inną religię, mam inne wartości i te doświadczenia totalnie zmieniły mój światopogląd. Nabrałam bardzo dużo szacunku do obcych kultur, mniejszości narodowych, mam bardzo dużą tolerancję. Nie żyje mi się z tym łatwo w Polsce, gdzie pomimo tego, że podobno jesteśmy krajem chrześcijańskim, nie potrafimy szanować ludzi, tylko dlatego, że są w jakiś sposób inni. Całkowicie zaprzecza to religii, którą tak patetycznie wyznajemy. Absolutnie nie jest to przytyk do religii, w duchu której się wychowałam, tylko do ludzi, którzy przez swoją hipokryzję i poczucie wyższości manipulują wartościami. Mamy też wciąż wiele nierówności związanej z płcią, statusem społecznym, majątkiem. Sport zamazuje wszelkie różnice, ostatecznie na korcie spotykają się tylko lub aż ludzie, którzy rywalizują ze sobą w uczciwy sposób. Bardzo bym chciała, żeby jak najwięcej osób, szczególnie przedstawicieli młodego pokolenia, miało okazję zobaczyć drugiego człowieka właśnie z takiej perspektywy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Magazyn Gol24 - Tomasz Kłos / skrót 1

Materiał oryginalny: "Rakietą w stół": Piękno tenisa czyli rollercoaster emocjonalny [FELIETON] - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na expressilustrowany.pl Express Ilustrowany
Dodaj ogłoszenie