Wyszukiwarka wyborcza

Wybory Parlamentarne

Sprawdź, gdzie możesz zagłosować

Do wyborów pozostało

  • 01dzień
  • 09godz.
  • 38min.
Odwiedź serwis wyborczy 

Radwańska vs. Lisicki: Wielka siła niemieckiej maszyny przebiła finezję polskiej tenisistki

Agnieszka Bialik
Agnieszka Radwańska była o dwie piłki od finału wielkoszlemowego Wimbledonu. Zeszła jednak z kortu pokonana, przegrywając po emocjonującym boju 4:6, 6:2, 7:9 z Niemką Sabine Lisicki.

Wczorajsze półfinały miały zupełnie różne oblicza. Szybki (trwający nieco ponad godzinę) jednostronny pojedynek stoczyły Marion Bartoli i Kirsten Flipkens (6:1, 6:2). Z kolei Radwańska i Niemka zafundowały kibicom długi, ponad dwugodzinny thriller, w którym sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Niestety, bez szczęśliwego zakończenia dla krakowianki, która nie powtórzyła sukcesu z ubiegłego roku, kiedy przegrała dopiero w finale z Sereną Williams. Finał Bartoli - Lisicki odbędzie się w sobotę.

Po szybkim i jednostronnym belgijsko-francuskim półfinale, w drugim kibice na Korcie Centralnym dostali prawdziwą ucztę. To był pokaz tenisa na najwyższym poziomie. Szczęście Polki było blisko. Przy stanie 6:5 w decydującym secie mieliśmy równowagę. Lisicki zdobyła jednak kolejny punkt asem serwisowym i chwilę później doprowadziła do wyrównania. Przy stanie 7:7 rywalka przełamała Agnieszkę, następnie wygrała swojego gema i cieszyła się z pierwszego awansu do wielkoszlemowego finału.

Mecz zawodniczki zaczęły nerwowo, choć widać było, że krakowianka jest bardziej opanowana. Lisicki strzelała serwisem, biegała do siatki, chciała narzucić swój styl gry. Przy stanie 4:3 to ona pierwsza przełamała podanie naszej tenisistki i wyszła na prowadzenie 5:3. Radwańska wygrała swój serwis, ale chwilę później było już po pierwszym secie. Niemka grała tak, jak się tego po niej spodziewano. Świetnie serwowała, atakowała drugie podanie Agnieszki, często przejmowała inicjatywę. - Chciałam biec do kilku piłek, ale moje nogi nie chciały - mówiła nam krakowianka na pomeczowej konferencji.

Niedobrze zaczął się dla Radwańskiej drugi set. Od razu została przełamana, ale zrewanżowała się rywalce w kolejnej części, a później wyszła na prowadzenie 3:1. Niemka odgryzła się Polce i zmniejszyła dystans na 3:2. Agnieszka znów przycisnęła rywalkę, prowadziła 4:2, by wygrać partię 6:2.

Decydujący set zaczął się dla Polki jak marzenie. Prowadziła 3:0 i wydawało się, że da radę pokonać świetnie grającą Lisicki. Niemka jednak nie odpuszczała. W najtrudniejszych sytuacjach wychodziły jej najlepsze zagrania. Kiedy przychodziło zagrożenie, oddalała je asem serwisowym.
Przełamany serwis Agnieszki na 5:4 dawał Niemce przewagę. Krakowianka pod presją zagrała jednak znakomicie i wyszła cało z opresji. Wyrównała na 5:5, a przy stanie 6:5 była dwie piłki od wygrania meczu. Nic z tego! Lisicki grała jak w transie, dochodziła do najtrudniejszych piłek odgrywanych przez Agnieszkę. Na nic zdały się dropszoty. Krakowianka pięknie walczyła, ale potężne uderzenia "bum-bum" Lisicki okazały się zabójcze. Ostatecznie po ciężkiej batalii to Niemka awansowała do finału. Przyznać trzeba, że dostała się do niego zasłużenie - po drodze pokonała topowe tenisistki: Australijkę Samanthę Stosur, Amerykankę Serenę Williams (rozstawiona była z nr 1) i naszą zawodniczkę.

W drugim półfinale Belgijka Kirsten Flipkens (od zawsze pozostająca w cieniu swoich wielkich rodaczek Kim Clijsters i Justine Henin), największa rewelacja Wimbledonu w turnieju pań, nie była w stanie nawiązać walki z grającą agresywnie i ofensywnie Marion Bartoli. Dodatkowo Belgijka walczyła z bólem kolana. Grała ze specjalnym opatrunkiem na prawej nodze, w drugim secie musiała skorzystać z przerwy medycznej i pomocy fizjoterapeutki.

Pierwszy set trwał zaledwie 27 minut. Francuzka atakowała od samego początku, wygrała trzy pierwsze gemy, później Flipkens udało się obronić swoje podanie. Końcówka seta znów była dla Bartoli - wygrała trzy kolejne gemy, a seta zakończyła asem serwisowym. To był popis gry Francuzki, która w tym roku nie błyszczała formą, ale wczoraj dominowała na korcie od początku do końca.

Inna sprawa, że Flipkens była bardzo zdenerwowana. Widać było, że ranga pojedynku wyraźnie ją przytłoczyła. W drugim secie Bartoli została raz przełamana, oddała Flipkens dwa gemy, ale ani na moment nie straciła przewagi. W ostatnim gemie prowadziła 40:0, wykorzystała drugą piłkę meczową, kończąc spotkanie wolejem.

Wzruszona Bartoli po zwycięstwie rozpłakała się ze szczęścia. To jej drugi awans do finału w karierze - w 2007 r. przegrała z Venus Williams. Wtedy w pamiętnym półfinale ograła w trzech setach wielką faworytkę Justine Henin.

Marcin Matkowski i Czeszka Květa Peschke odpadli w ćwierćfinale turnieju miksta. Wyeliminowani zostali przez rozstawiony z nr 3 słoweńsko-serbski duet Katarina Srebotnik i Nenad Zimonjić 6:7, 7:6, 4:6.

Wideo

Materiał oryginalny: Radwańska vs. Lisicki: Wielka siła niemieckiej maszyny przebiła finezję polskiej tenisistki - Polska Times

Komentarze 11

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

o
o matko?

????

W
Wroceklove

Sabina mowi z matka tylko po polsku.Obecnie Lisicka jest najlepsza tenisistka polskiego pochodzenia:-))

O
Otto Skorzeny

... zupełnie jak w 1939 ...

O
Otto_Skorzeny

... zupełnie jak w '1939 ...

O
Otto_Skorzeny

... zupełnie Jak w '1939 ...

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Radwańska vs. Lisicki: Wielka siła niemieckiej maszyny przebiła finezję polskiej tenisistki

j
jaka Niemka?

Nic na siłę. Jak tam uszka na wigilię, gotowe?

k
kli99

Agnieszka jest gwiazdą. A że uderza czasami? No cóż, to przywilej gwiazd.

...

www.pokredzie.pl/home/artykuly/927-z-cyklu-wolanie-na-puszczy-jak-uratowac-polski-zuzel

P
POLSKY THE CZAS

"POLNISH THE TIMES"

M
MAX

radwanskiej powoli uderza sodowka do pustego LBA . tak zachowuja sie po przegranym meczu tylko gwiazdy , ktora ona nie jest i nigdy nie bedzie .

G
Gość

trio: Może Kopernik był Niemcem?
po czwarte: Lewandowski, Błaszczykowski, Piszczek bez których Borussia nie istnieje.
po piąte: jest dobrze, Polacy awansowali z ligi najemnej do ligi sportowej.
po szóste: sukces Niemców w XXI w. może być jedynie liczony w liczbie zawłaszczonych mediów i zjedzonych hamburgerów w fast foodzie.
po ostatnie: propaganda, propaganda, propaganda. a jaki ten Tomaszewski be, a jaki ten Tomaszewski niedobry? To nie to co pan na B. prawda?

Dodaj ogłoszenie