MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Radomiak - ŁKS 3:0. To już koniec trenera Kazimierza Moskala w ŁKS

Jan Hofman
Jan Hofman
W spotkaniu jedenastej kolejki piłkarskiej ekstraklasy rozegranym w Radomiu, ŁKS przegrał z Radomiakiem 0:3. To był mecz drużyn, którym w ostatnim czasie nie wiodło się w rozgrywkach. Zdaniem obserwatorów ten pojedynek miał decydować o zawodowej przyszłości obydwu trenerów. Przegrał zespół Kazimierza Moskala i wszystko wskazuje na to, że jego los w ŁKS został przypieczętowany. Nieoficjalnie wiadomo, że o reprezentacyjnej przerwie piekarzy z al. Unii poprowadzi inny szkoleniowiec. To chyba jednak nie dziwi, bo łódzka drużyna w sześciu ostatnich spotkaniach wywalczyła ledwie punkt i nadal jest czerwoną latarnią ligi!

Już początek spotkania pokazał, że zawodnicy gości najpierw myśleli o tym, by nie przegrać, a dopiero później o konstruowaniu akcji ofensywnych.

Niestety, po kwadransie, w którym gra ŁKS wyglądała nawet obiecująco, łódzcy piłkarze zaczęli sumiennie pracować na to, by stracić gola. Najpierw nieudane zagranie Monsalve dało okazję Semedo do oddania celnego strzału. W tym przypadku Arndt spisał się wyśmienicie i zdołał wybić piłkę na rzut rożny. Jednak przy stałym fragmencie defensorzy drużyny z al. Unii zachwali się niczym kompletni ligowi nowicjusze. Henrique, przy biernej postawie Gulena i Monsalve, oddał precyzyjny strzał głową z jedenastu metrów i gospodarze objęli prowadzenie.

Radomiak po zdobyciu prowadzenia, złapał wiat w żagle, ruszył do kolejnych zdecydowanych ataków i tylko dzięki wyśmienitej postawie Arndta łodzianie nie stracili kolejnych bramek (m.in. strzelali Henrique i Semedo). ŁKS przypomina boksera, która po potężnym ciosie myślał już nie o walce, ałe tylko o tym, by utrzymać się na nagach i nie paść na deski.

W 31 minucie kolejny raz potwierdziło się stare polskie powiedzenie, że biednemu i to i wiatr w oczy. Nie dość, że ŁKS ma śladową liczbę zawodników, których można nazwać napastnikami, to na dodatek Tejana wykluczyła z gry kontuzja. Zastąpił go Pirulo.
W 34 minucie, choć na chwilę szczęście, uśmiechnęło się szczęście do ŁKS. Sędzia najpierw ukarał Gulena czerwoną kartkę, ale po chwili i konsultacji z arbitrem technicznym, wycofał się ze swojej decyzji.

Jednak radość w obozie ełkaesiaków nie trwała długo. W 36 ŁKS sam się dobił. Po dośrodkowaniu byłego ełkaesiaka Grzesika, piłka odbiła się od Flisa i wylądowała w siatce łódzkiej drużyny.

W końcówce drugiej części spotkania padłam bramka dla ŁKS, ale po konsultacji VAR arbiter nie uznał gola Dankowskiego.
Chwilę później taka sama kontrowersyjna sytuacja miała miejsce pod bramką łodzian, ale tym razem sędzia uznał gola Semedo.

W porównaniu do meczu z Cracovią trener Kazimierz Moskal dokonał aż sześciu zmian w składzie. Dwie z nich były wymuszone. W wyjściowej jedenastce zabrakło Bobka (absencja była spowodowana chorobą) Hotiego (kontuzja). Od pierwszej minuty nie zagrali też: Dankowski, Louveau, Pirulo i Letniowski. Na boisko wybiegli natomiast: Arndt, Gulen, Nacho Monsalve, Janczukowicz, Ramirez i Małachowski.

Radomiak Radom - ŁKS Łódź 3:0 (2:0)

1:0- Henrique (20), 2:0 - Flis (37, samobójcza), 3:0 - Semedo (69)

od 12 lat
Wideo

Nowy pistolet MPS z Fabryki Broni "Łucznik"

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na expressilustrowany.pl Express Ilustrowany