Puszcza-ŁKS. Spotkanie w Niepołomicach to wymarzona szansa na przełom dla ełkaesiaków

Bartosz Kukuć
Bartosz Kukuć
grzegorz gałasiński, krzysztof szymczak
W niedzielę o 19.30 pierwszoligowi piłkarze ŁKS rozpoczną wyjazdowy mecz z Puszczą w Niepołomicach. Łodzianie nie mogą już sobie pozwolić na wpadkę.

Choć może warto być bardziej precyzyjnym.

Niestety, ale dyspozycja podopiecznych trenera Ireneusza Mamrota tej wiosny jest tak nieprzewidywalna, że wszystko jest możliwe. Także to, że dwukrotni mistrzowie Polski doznają dziesiątej porażki w sezonie 2020/2021. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że niedzielny przeciwnik też przeżywa ewidentny kryzys formy. Puszcza nie wygrała od dawna, zaś od sześciu ligowych spotkań nie zdobyła gola.

Pisząc „nie mogą” miałem więc raczej na myśli fakt, że ewentualne niepowodzenie postawiłoby drużynę Mamrota w niezwykle trudnej sytuacji i tak naprawdę przekreśliło nadzieję na bezpośredni awans do ekstraklasy. A łódzki zespół wcale nie ma przed sobą łatwego terminarza. Wręcz przeciwnie

Po wstydliwym remisie w Łodzi z GKS Jastrzębie (1:1) zespół Mamrota przygotowuje się do meczu w Małopolsce na własnym stadionie oraz w swoim ośrodku treningowym. Do Niepołomic wyjedzie już w sobotę, jak widać odpadnie więc argument o zmęczeniu podróżą.

Generalnie kibice ŁKS zasługują na to, żeby ich ulubieńcy nareszcie zagrali mecz, po którym nie będzie można mieć do nich większych zastrzeżeń. To w żadnym razie nie jest wydumane oczekiwanie, wzięte „z kosmosu”

Czy Mamrot dokona jakichkolwiek zmian w składzie wyjściowej jedenastki? Zobaczymy, choć na wiele roszad raczej się nie zanosi.

Oby w bramce pozostał Dawid Arndt, co rozwiązałoby problem z obsadą młodzieżowca. Zwłaszcza, że ten niespełna 20-latek nie zawiódł w spotkaniu z jastrzębianami, a wręcz przeciwnie - spisał się bardzo dobrze. To nie jego wina, że nie musiał poważniej interweniować poza dwoma uderzeniami rywali z karnych.

Takie spotkania zdarzają się naprawdę rzadko

Trzeba przyznać, że w listopadzie ubiegłego roku na stadionie przy al. Unii w Łodzi działo się naprawdę wiele. W spotkaniu trzynastej kolejki pierwszej ligi piłkarze ŁKS podejmowali wówczas Puszczę. Emocji nie brakowało, padło bowiem aż osiem goli. Ostatecznie było 4:4 (3:1).

Hat-trickiem dla ełkaesiaków popisał się wtedy Hiszpan Antonio Dominguez, a czwartą bramkę dla gospodarzy strzelił Maciej Wolski. Dla gości trzy gole zdobył występujący kiedyś w ŁKS Wiktor Żytek, a jednego Łukasz Spławski. Już od 25 minuty łodzianie musieli sobie radzić w liczebnym osłabieniu. Wybiegającego na czystą pozycję niesamowitego tego dnia Żytka sfaulował bowiem tuż przed polem karnym Wolski. Nabawił się przy tym urazu, ale został również ukarany czerwoną kartką.

ŁKS: Malarz - Wolski, Dąbrowski, Sobociński, Klimczak (80, Moros) - Rozwandowicz, Dominguez, Sajdak, Pirulo (80, Nawotka), Trąbka (59, Dankowski) - Sekulski (80, Corral, 90+2 Srnić).
Puszcza: Kobylak (46, Górski) - Czarny (68, Bartosz), Stępień, Skrzypczak (46, Klec), Spławski - Tomalski (46, Knap), Serafin, Rakoczy (82, Stefanik), Żytek, Mikołajczyk - Cikos.

UEFA przygotowała ściągę dla komentatorów

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Do tej pory trudno zrozumieć jak można było nie wygrać z Jastrzębiem zespołem o klasę gorszym, co było widać na boisku.

G
Gość

To nie jest wina Mamrota że ŁKS gra taką miernotę, to są pozostałości po Stawowym gdzie w przerwie zimowej źle przygotował zespół kondycyjnie. ŁKS pierwszą połowę ma zazwyczaj dobrą, problemy zaczynają się pojawiać po 60 minucie gdy zaczyna brakować sił.

Dodaj ogłoszenie