Przedszkole czasów pandemii koronawirusa - jak wygląda?

Magdalena Jach
Magdalena Jach
Rozmawiamy z Natalią Pacochą, wicedrektorem Przedszkola Miejskiego nr 98 przy ul. Legionów 126, w Zespole Szkolno-Przedszkolnym nr 4.

- Jak wygląda przedszkole w czasie pandemii? - Zupełnie inaczej – jest pusto, sterylnie, ciszej... Ale powoli się oswajamy i okazuje się, że „nie taki diabeł straszny jak go malują”. Emocje są, jednak mam nadzieję, że najgorsze już za nami. Wszyscy jesteśmy zdrowi i działamy od poniedziałku, 25 maja. Każdego dnia przychodzi 7-10 dzieci. Dzielimy je na dwie grupy – 3-4-latki i 5-6-latki.

- Jak się odnajdują w całkiem innej rzeczywistości?- Wydaje mi się, że dobrze. Rodzice musieli zapoznać się z obowiązującym regulaminem, jaki opracowaliśmy w związku z narzuconym przedszkolom reżimem sanitarnym. Przygotowali swoje dzieci na to, że będzie inaczej. Oczywiście nie da się uniknąć zaskoczeń. Na przykład jeden chłopiec na widok dobrze znanej pani, która powitała go w szatni w białym fartuchu i przyłbicy, przestraszył się. Skojarzył to z lekarzem i robieniem zastrzyków.

- Czy wszystkie osoby w przedszkolu są tak ubrane?- Dla wszystkich mamy zapewnione środki ochrony osobistej – fartuchy, maseczki, przyłbice, rękawiczki, są też płyny do dezynfekcji rąk. Osoba dyżurująca przy wejściu, która odbiera dzieci od rodziców – bo oni do szatni teraz nie wchodzą – nosi fartuch i osłania twarz. To jest uzasadnione. Przy drzwiach każde dziecko ma mierzoną temperaturę, potem się rozbiera z wierzchniej odzieży, zmienia buciki. I pani kieruje je do łazienki, gdzie myje dokładnie ręce. Następnie jeszcze raz ma mierzoną temperaturę i gdy jest w porządku dopiero idzie do swojej sali. Pracujące z dziećmi nauczycielki mogą same decydować, jakich środków ochrony używają. Zwykle wkładają przyłbicę lub maseczkę.

Jak sobie radzą z takimi obostrzeniami jak utrzymywanie dystansu? Czy przy dzieciach to w ogóle jest możliwe? - To było podstawowe pytanie, jakie sobie wszyscy stawialiśmy. Wiemy, że musimy dystans utrzymywać i tłumaczymy to dzieciom. Dla nich, a szczególnie dla maluchów przecież było naturalne, że garnęły się do nauczycielek, że razem się bawiły, wykonywały wspólnie zadania. Organizacja dnia jest więc dużym wyzwaniem. Tworzymy jednak fajny, zgrany zespół, urządzamy burze mózgów i szukamy najlepszych rozwiązań. Dla każdego dziecka przygotowałyśmy osobny stolik, gdzie ma własne kredki, kolorowanki, karty pracy. Tam też może się bawić np. klockami. Ale już nie poukłada puzzli ani nie pogra z kolegą w planszówkę. Używamy tylko takich zabawek, które mogą być łatwo dezynfekowane. Bo dezynfekcja musi się odbywać dwa razy dziennie.

- Jednak nie utrzyma się dzieci przez cały dzień przy stoliczkach...
- No nie. Dlatego też muszą mieć zajęcia ruchowe. Na podłodze namalowaliśmy specjalnie kółeczka, aby wyznaczały odległości, jakie dzieci mają zachowywać, gdy tańczą czy ćwiczą. Staramy się tak dopasować wszystkie zajęcia, by nikt się nie nudził. Wykorzystujemy tablice multimedialne, śpiewamy piosenki, uczymy się nowych. No i wciąż przypominamy dzieciom, że nie mogą się ze sobą stykać, że muszą trzymać się osobno. Często i dokładnie też myjemy ręce.

- Czy wychodzicie do ogródka?
- Jak dotąd nie, ale nie wykluczam, że gdy zrobi się cieplej - wyjdziemy. Nie będzie jednak możliwości, by dzieci korzystały z ogrodowych zabawek.

- Dlaczego?
- Bo jest obowiązek ich dezynfekcji. Moglibyśmy to robić, ale po każdym użyciu środków odkażających urządzenia zewnętrzne, trzeba je wszystkie dokładnie spłukiwać. To z kolei sprawi, że będą tworzyć się kałuże i błoto. Nie nadążałyby wysychać.

- A jak wyglądają posiłki?
- W tej kwestii też w związku z reżimem sanitarnym musieliśmy wszystko przeorganizować. Dostawcy zostawiają zaopatrzenie przed placówką. Nikt nie wchodzi do kuchni. Tam urzędują wyłącznie panie kucharki i obsługa. Przygotowują śniadanie, jednodaniowy obiad i podwieczorek. To duże wyzwanie, biorąc pod uwagę, że dzienna stawka żywieniowa na jedno dziecko wynosi 7 złotych. Łatwo obliczyć, jaką kwotą dysponujemy mając pod opieką np. 7 dzieci. Jedna z sal została przeznaczona na jadalnię i tam dzieci się stołują. Po każdej grupie naturalnie musi zostać odkażona. Dopiero potem może wejść kolejna.

- Dbanie o higienę w przedszkolach to standard...
- Tak, teraz jednak te standardy zostały spotęgowane. Wielokrotnie w ciągu dnia nie tylko odkażamy, ale też wietrzymy sale co godzinę, myjemy podłogi, poręcze, blaty, fronty szafek. Robimy wszystko, by zapewnić bezpieczne warunki dla dzieci i pracowników.

- Czy po tych kilku dniach macie jeszcze jakieś obawy?
- Martwię się, że będzie znacznie trudniej, gdy przyjdzie więcej dzieci. Mamy zapisanych 125, a zgodnie z wytycznymi GIS w tej chwili możemy przyjąć maksymalnie 36 – po 12 w trzech salach. Na co dzień jest wiele sytuacji, z którymi musimy sobie radzić. Na przykład – nie przyjęliśmy kaszlącego chłopca. Ustaliliśmy, że przyprowadzane dzieci mają być zdrowe i tego musimy się trzymać, bez wyjątku. Zobowiązuje nas do tego reżim sanitarny i uczciwość wobec innych rodziców i pociech. Z drugiej strony – nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy dziecko nam się nie rozchoruje w ciągu dnia – jak zawsze zresztą. Może dostać gorączki, zacząć kichać, kasłać, wymiotować. Na takie ewentualności przepisy przewidziały konieczność przygotowania izolatki.

A o swoje zdrowie się nie martwicie?
Jak każdy w tej sytuacji - myślimy o swoim zdrowiu, zdrowiu naszych rodzin. Zawsze skupiska były najbardziej narażone na rozprzestrzenianie się chorób i mamy tę świadomość. Obawiam się, że gdyby któreś z dzieci się zakaziło, odpowiedzialność byłaby zrzucana na przedszkole. Bo w takiej sytuacji mama zapomina, że była w sklepie, a tata, że jechał autobusem. Dzięki wykonanym testom wiemy, że do pracy przystąpiliśmy wszyscy zdrowi. Choć nie ukrywam, że przeżyliśmy trudne chwile. W przypadku dwóch osób wyniki badań przesiewowych kwalifikowały je do dalszej diagnostyki. Na szczęście po testach genetycznych na COVID-19, które dały wyniki negatywne, już odetchnęliśmy. Nikt z nas jednak nie żyje z izolacji i zarówno my, jak i rodzice musimy starać się chronić i zachowywać samodyscyplinę wszędzie gdziekolwiek się znajdujemy. Dla naszego wspólnego dobra. Wydaje się, że rodzice to rozumieją. Dostajemy też od nich wiele SMS-ów czy maili ze słowami wsparcia, życzeniami zdrowia. Wielu też deklaruje, że ich dzieci do przedszkola wrócą dopiero po wakacjach. Na tę chwilę jest dobrze i wierzymy, że będzie coraz lepiej.

"Dobry start". Jak dostać pieniądze przed 1 września?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie