Przedszkola i żłobki w Łodzi starannie przygotowują się na otwarcie - nie nastąpi ono w najbliższych dniach

Magdalena Jach
Magdalena Jach
Przedszkole Miejskie nr 98 w Łodzi szykuje się na przyjęcie dzieci.
Przedszkole Miejskie nr 98 w Łodzi szykuje się na przyjęcie dzieci. PM 98
Udostępnij:
Bez dywanów, kocyków, poduszek, pluszowych zwierzaków, miękkich lalek, bez układanek i drobnych klocków – sale na przyjęcie dzieci - surowe i pozbawione przytulności. Zostanie w nich jedynie to, co to można często, bez problemu i skutecznie dezynfekować.

Dzieci będą wchodzić do przedszkolnej szatni same, bez mamy ani taty. Będą też miały mierzoną temperaturę. W jednej sali znajdzie się maksymalnie 12 kilkulatków pod okiem jednego, stałego opiekuna. Najlepiej, aby podopieczni przebywali w dwumetrowej odległości od siebie i każdy bawił się oddzielnymi zabawkami, miał też wydzielone przybory do rysowania – kredki, ołówki. Niewskazane są też wyjścia na spacery ani wycieczki poza teren przedszkola. Grupa może ewentualnie iść do ogródka, ale dzieci nie powinny raczej korzystać z żadnych urządzeń na placu zabaw – no chyba, że istnieje na bieżąco możliwość ich skutecznego odkażania. Posiłki maja być wydawane osobno każdej grupie dzieci, a przed wejściem kolejnej grupy – stoliki i krzesła po poprzedniej dezynfekowane. Nade wszystkim postawiona jest higiena osobista, czyli częste i staranne mycie rąk. Tak przedstawiać się będzie rzeczywistość w łódzkich placówkach w dobie pandemii koronawirusa.

Jeszcze nie otwieramy
Przedszkola i żłobki miejskie w Łodzi jeszcze nie zostały otwarte na przyjęcie dzieci, mimo że rząd w ramach drugiego etapu odmrażania gospodarki wydał rekomendację ich uruchomienia na 6 maja – by rodzice mogli wracać do pracy. Ostateczne decyzje jednak scedował na samorządy. Prezydent Hanna Zdanowska od razu ogłosiła, że otwarcie placówek dla najmłodszych wymaga odpowiedniego przygotowania oraz czasu. Jako pierwszy możliwy termin podała 11 marca, czyli najbliższy poniedziałek. Ale i tego dnia jeszcze pozostaną zamknięte.
– Z jednej strony wszyscy jak najszybciej chcemy wrócić do normalności, jednak z drugiej, nikt z nami, samorządowcami, tej nagłej decyzji nie konsultował – podkreśla Hanna Zdanowska. - Mimo to przystąpiliśmy do akcji, pierwsze żłobki są już gotowe, kolejne będą przygotowane w najbliższych dniach. Jednak z ankiety przeprowadzonej wśród rodziców jasno wynika, że zdecydowana większość z nich – ponad 70 % - nie chce na razie posyłać dzieci. Boi się. To zrozumiałe, bo zdrowie dzieci jest najważniejsze. My też chcemy mieć pewność, że otwarcie placówek będzie bezpieczne. Dlatego zwróciłam się do Sanepidu o wykonanie badań na obecność koronawirusa wśród wszystkich pracowników łódzkich przedszkoli i żłobków. Chcę też, by Sanepid skontrolował stan sanitarny placówek przed ich otwarciem.
Ponadto prezydent oczekuje na stanowisko wojewody łódzkiego, określające obecną sytuację epidemiologiczną w Łodzi i regionie.
Miasto prowadzi 146 przedszkoli, do których jest zapisanych 17 908 dzieci. Z ankiet rozesłanych do rodziców wynika, że tylko wynika, że tylko 3,9 tys. dzieci przyszłoby po ich ponownym otwarciu. Aby je uruchomić jednak trzeba spełnić określone wymogi sanitarne, m.in. co do ograniczenia ilości przedszkolaków w jednej sali.
– Wytyczne rządu dotyczące warunków, jakie muszą spełnić placówki odstają od rzeczywistości - mówi Małgorzata Moskwa-Wodnicka, wiceprezydent Łodzi. - Na jakiej podstawie mam wskazać 12 dzieci, które będą mogły zostać w przedszkolu skoro zainteresowanych jest 20? Jak wskazać pomieszczenie do izolacji, skoro nie ma takich warunków technicznych? Priorytetem jest dla nas bezpieczeństwo dzieci, dlatego wszystko trzeba dokładnie przygotować, sprawdzić nawet kilka razy, a to musi potrwać.
Dyrektorzy placówek muszą mieć też czas na kupno płynów do odkażania rąk oraz do dezynfekcji powierzchni, środków ochrony osobistej dla pracowników oraz na przygotowanie przedszkoli oraz opracowanie regulaminów funkcjonowania placówek, aby zachować niezbędny reżim sanitarny. Wstępnie koszt przygotowania jednej placówki to ok. 5 tys. zł, co łącznie na początek daje kwotę 730 tys. zł dla całego miasta.

Organizujemy się
W samych budynkach przedszkoli prace organizacyjne toczą się już od kilku dni.
– Szykujemy się, ale napotykamy na sporo przeszkód, choćby związanych z zaopatrzeniem – martwi się Natalia Pacocha, wicedyrektor PM nr 98 przy ul. Legionów. – Zwinęliśmy wszystkie dywany, pochowaliśmy zabawki, sale wyglądają smutno. Spodziewamy się ok. 30 spośród 125 dzieci.
– Jesteśmy prawie gotowi, choć też pełni obaw – przyznaje Teresa Szkoda, dyrektor PM nr 235 przy ul. Stawowej. – Rodzice 50 dzieci wstępnie zadeklarowali chęć ich przyprowadzenia, choć wszystkich zapisanych mamy 235.
– W mojej grupie sześciolatków na razie mam 5 chętnych – mówi Paulina Majewska, wychowawczyni Pszczółek w PM 235. – Wyniosłyśmy z sali koce, z których dzieci korzystały podczas wypoczynku, pluszaki. Zostały tylko plastikowe klocki i zabawki, które można dezynfekować.
Ryzyka zakażenia w skupisku obawiają się zarówno rodzice, jak i nauczyciele. Dyrektorzy przyznają, że gotowość powrotu do pracy z dziećmi w placówce deklaruje jedynie część personelu. Trudno się dziwić – mają swoje rodziny, małe dzieci lub seniorów w domu.
– Wychowuję syna, który jest w III klasie i córkę – w V – opowiada pani Ania, nauczycielka w przedszkolu. – Jak mam wrócić do normalnej pracy, gdy one są w domu i uczą się online? Kto się nimi zajmie, dopilnuje? Z drugiej strony – boję się, że znów wszyscy nas będą nas w pracy rozliczać, wypytywać czy pani w kuchni miała maseczkę, ile razy była odkażana łazienka, czy dzieci siedziały przy obiedzie dwa metry od siebie... A co jak któreś zachoruje? Po długiej przerwie spada odporność i dzieci łatwo łapią infekcje – będą kasłać, kichać. Skąd mamy wiedzieć, że to nie koronawirus, skoro maluchom nie wykonuje się testów? A co jeśli dziecko przechodzi chorobę bezobjawowo, a może zakażać?
– Chętnie poddam się testom na COVID-19 przed podjęciem pracy – deklaruje inna nauczycielka z widzewskiego przedszkola. - Sama będę miała pewność, czy mogę podjąć pracę. Jednak co będzie za tydzień, dwa? Jaką mam pewność, że się nie zakażę? Czy testy będziemy mieć powtarzane regularnie?
Ci rodzice, którzy mają możliwość zapewnienia im opieki – już dziś przekazali, że nawet do września nie przyślą swoich pociech do przedszkola.
– Jeszcze do 24 maja mam prawo do zasiłku na 5-letniego syna i z niego korzystam – mówi Patrycja, mama Franka, ekonomistka, zatrudniona w korporacji. – Co będzie dalej – nie wiem. Czy zdecyduję się na powrót do pracy i posłanie syna do przedszkola? Nie wolno dać się zwariować, trzeba wracać do normalności, ale co to za normalność, gdy Franek nie będzie mógł swobodnie się bawić w kolegami?
Jak ostatecznie będzie się przedstawiać przedszkolna rzeczywistość – tego dziś jeszcze nikt nie wie.
- Trzeba wierzyć, że wszystko jakoś się będzie normować, że wypracujemy jakieś wewnętrzne zasady, które i nam i dzieciom umożliwią spokojne funkcjonowanie – podkreśla wiele nauczycielek.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Nigdy nie patrzyliśmy tak daleko - teleskop Jamesa Webba

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Express Ilustrowany
Dodaj ogłoszenie