"Polak potrafi", czyli jak odnieśliśmy jedyne zwycięstwo nad Anglikami ["Mecze polskich spraw", FRAGMENTY]

OPRAC.:
Tomasz Biliński
Tomasz Biliński
"Polak potrafi", czyli jak odnieśliśmy jedyne zwycięstwo nad Anglikami Andrzej Banas / Polska Press
W środę na Wembley Polska zmierzy się z Anglią 20. raz w historii. Jak dotąd wygrała tylko jeden mecz, na Stadionie Śląskim w Chorzowie w 1973 r. "Dla nas oznaczało to pokonanie jeszcze jednej bariery niemożności. A wszystko to wpisywało się w jedno z haseł epoki Edwarda Gierka: 'Polak potrafi'". - pisze Stefan Szczepłek w swojej książce "Mecze polskich spraw".

Tytuł premierę miał w marcu i ukazał się nakładem wydawnictwa Sine Qua Non. Dziennikarz "Rzeczpospolitej" zebrał w niej 14 meczów, wokół których rozgrywka potrafiła zacząć się dużo wcześniej, a ich rezultat nie raz oddziaływał na całe społeczeństwo. Jednym z takich spotkań było starcie z Anglikami w 1973 r., które odbyło się na Stadionie Śląskim. Przeczytaj fragment rozdziału pod tytułem "Legenda Kotła Czarownic".

"To było jedyne w historii zwycięstwo nad Anglią. Ważne nie tylko ze względu na pierwsze punkty zdobyte w tamtych eliminacjach do mistrzostw świata. Przede wszystkim dało sygnał Europie, że reprezentacja Polski, której złoty medal olimpijski w świecie zawodowego futbolu nie miał wysokiej rangi, potrafi wygrać z gigantem. Dla nas oznaczało to pokonanie jeszcze jednej bariery niemożności. A wszystko to wpisywało się w jedno z haseł epoki Edwarda Gierka: „Polak potrafi” - zaczyna opowieść autor książek o historii futbolu.

Dalej pisze:

(...) Po meczach ligowych 27 maja kadra zebrała się na zgrupowaniu w Kamieniu koło Rybnika, w ośrodku, z którego w latach 70. korzystała stosunkowo często. Treningi odbywały się rano i po południu. Jedyną rozrywką było obejrzenie w Teatrze Śląskim w Katowicach "Świętoszka" Moliera.

Powstał jednak poważny problem. Włodzimierz Lubański przyjechał na zgrupowanie z kontuzją, której nabawił się na treningu
Górnika.
Zderzył się z Jerzym Gorgoniem, który przypadkowo trafił go butem w ranę nad kolanem, odniesioną w towarzyskim meczu z MSV Duisburg. Rana jeszcze się nie zabliźniła, skórę trzeba było ponownie zszyć i Lubański przez kilka dni nie trenował. A on był Lewandowskim tamtych czasów.

Oczywiście informacja o kontuzji dotarła do Anglików. Lekarze (a tym razem było dwóch) zdjęli więc piłkarzowi opatrunek, a ranę przykryli pudrem, żeby jakiś przeciwnik „przypadkiem” go w to miejsce nie trafił uzbrojonym w metalowe kołki butem. Zresztą Lubański grał na własną odpowiedzialność.

Polacy wychodzili na mecz przygotowani pod każdym względem. Wiedzieli wszystko o przeciwnikach, a najważniejsze, że wiedzieli, co zrobić, aby wytrącić im wszystkie atuty. Bodaj pierwszy raz reprezentacja Polski w meczu o tak wysoką stawkę, mając przed sobą tak mocnego przeciwnika, nie myślała, że „jakoś to będzie”, nie liczyła na ułańskie szarże”. Wychodziła ze świadomością, że może wygrać, ponieważ pod względem organizacji, przygotowania fizycznego i taktyki zrobiono wszystko, co trzeba.

JUŻ IDZIESZ? MOŻE CIĘ ZAINTERESUJE:

(...) Anglicy byli pewni siebie. Ubrali się w niebieskie spodenki i żółte koszulki, co zdarzyło im się tylko dwukrotnie w historii reprezentacji. Ten żółty kolor, charakterystyczny dla Brazylii, miał im dodać wiary w zwycięstwo. Tak to tłumaczył kapitan Bobby Moore.

Im bliżej wyjścia z tunelu, tym Anglicy byli głośniejsi, dodawali sobie animuszu bojowymi okrzykami i uderzaniem rękami w plastikową obudowę u wylotu tunelu. Żuli gumę, „patrzyli na nas jak na kmiotków” – wspomina Kraska. Polacy byli cisi, koncentrowani, jednak nieco onieśmieleni. W końcu mieli się zmierzyć z legendami, mistrzami świata: Bobbym Moore’em, Alanem Ballem, Martinem Petersem. Nie byli jednak przerażeni.

Kilkanaście lat później, w tym samym tunelu, przed innym meczem z Anglią, kiedy Paul Gascoigne rzucił głośno parę uwag w rodzaju „fucking Poles”, Roman Kosecki i Piotr Świerczewski (a to pokolenie znało już angielski) rzucili mu się do gardła. A za nimi cała drużyna. Anglicy nie byli nastawieni pokojowo, w związku z tym mecz, choć bez użycia piłki, zaczął się jeszcze w tunelu. Niewiele brakowało, a rozpocząłby się z opóźnieniem.

JUŻ IDZIESZ? MOŻE CIĘ ZAINTERESUJE:

W roku 1973 to była jeszcze sielanka. Zresztą pewność siebie Anglików gasła w miarę zbliżania się do boiska. Kiedy już na nie wyszli, zobaczyli szarą masę 100 tysięcy ludzi, schowanych częściowo wśród śląskich dymów, skandujących jakieś hasła w nieznanym Anglikom języku, usłyszeli, jak śpiewa się polski hymn – i miny im zrzedły. Nic dziwnego, że angielscy dziennikarze (akredytowało się ich 41) nazwali to miejsce „Kotłem Czarownic”.

I może wpłynęło to w jakimś stopniu na początek gry. W siódmej minucie Polacy wywalczyli rzut wolny po lewej stronie, na
wysokości pola karnego. Robert Gadocha kopnął pod bramkę i po chwili piłka znalazła się w siatce. Ten nieprecyzyjny opis oddaje to, co się wydarzyło. Do dziś nie wiadomo, kogo uznać za zdobywcę bramki. Raczej nie Gadochę, bo on dośrodkowywał. Najpewniej Jana Banasia, który dotykał piłkę z zamiarem skierowania jej do bramki. Walczący Bobby Moore sugerował, że być
może piłka odbiła się od niego i nieszczęśliwie wpadła do bramki, ale nie był tego pewien.

Jakkolwiek było, od siódmej minuty Polska prowadziła z Anglią 1:0 i mogła grać spokojniej. Przyjęła wariant defensywny, żeby zabezpieczyć swoją bramkę. Nawet Kazimierz Deyna cofał się pod nasze pole karne. Ramsey miał później o to pretensje, ale jego słowa wynikały z braku argumentów. Polacy grali po prostu mądrze i ostrożnie. W naszym ataku przez 90 minut biegało aż trzech napastników. Nie zamierzaliśmy poprzestać na jednym golu.

JUŻ IDZIESZ? MOŻE CIĘ ZAINTERESUJE:

Sytuacja na podwyższenie wyniku nadarzyła się na początku drugiej połowy. Stało się dokładnie to, co przewidywał Jacek Gmoch, analizując grę Bobby’ego Moore’a. Włodek Lubański tak wspominał tamtą sytuację: „Paradoksalnie przerwa w treningach na kilka dni przed meczem dobrze mi zrobiła. Czułem się bardzo dobrze fizycznie i psychicznie. Jacek Gmoch mówił mi, jak zachowuje się Bobby Moore, kiedy przyjmuje piłkę. Kiedy jako ostatni obrońca przekładał sobie piłkę z nogi na nogę i na sekundę stracił nad nią kontrolę, zabrałem mu piłkę i pobiegłem na bramkę. Ale to się tak mówi. Uciekłem Moore’owi na drugim kroku, ledwo utrzymałem się na nogach, dotknąłem kolanem ziemi. Do bramki miałem około 40 metrów. Moore już nie mógł mnie dogonić, ale z boku biegł drugi obrońca, chyba McFarland. Gdybym nawet chciał podawać biegnącemu z lewej strony Robertowi Gadosze, nie mógłbym tego zrobić, bo McFarland przejąłby piłkę. Musiałem strzelać, ale między wychodzącym bramkarzem Peterem Shiltonem a słupkiem bramki była przestrzeń niewiele szersza od piłki. Musiałem tam trafić z odległości kilkunastu metrów i trafiłem”.

(...) Tamten mecz w Chorzowie Polacy wygrali 2:0. Żeby awansować, musieli pokonać w rewanżu Walię, a potem na Wembley co najmniej zremisować z Anglią. I to wszystko zrobili. Cztery potyczki z Anglią i Walią nauczyły ich więcej niż cały turniej olimpijski, co miało znaczenie w następnym roku, podczas mistrzostw świata. Anglii nie potrafiliśmy jednak pokonać już nigdy, mimo że od roku 1973 spotykaliśmy się z nią 15 razy - zauważa w "Meczach polskich spraw" Szczepłek, uzupełniając historię o kulisy i to, co działo się później z bohaterami triumfu.

Czy kolejnym przełomowym meczem będzie środowa potyczka w kwalifikacjach do przyszłorocznego mundialu w Katarze? Od wspomnianego remisu na Wembley Biało-Czerwoni grali na legendarnym stadionie jeszcze sześć razy i za każdym przegrali. Początek starcia o godz. 20.45, transmisja w TVP 1 i TVP Sport.

JUŻ IDZIESZ? MOŻE CIĘ ZAINTERESUJE:

Tokio Flesz odcinek 2

Wideo

Materiał oryginalny: "Polak potrafi", czyli jak odnieśliśmy jedyne zwycięstwo nad Anglikami ["Mecze polskich spraw", FRAGMENTY] - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie