Podpalenie było przyczyną pożaru przy ul. Struga. Policja wszczęła śledztwo w tej sprawie

Piotr Jach
Piotr Jach
Podpalenie było przyczyną pożaru, który zniszczył wpisane do ewidencji zabytków budynki dawnej fabryki maszyn i odlewni żelaza braci Lange przy ul. A. Struga 19/21. Grzegorz Gałasiński
Podpalenie było przyczyną pożaru, który zniszczył wpisane do ewidencji zabytków gminy Łódź budynki dawnej fabryki maszyn i odlewni żelaza braci Lange przy ul. A. Struga 19/21 (przy skrzyżowaniu z ul. Gdańską). Początkowe podejrzenia strażaków potwierdził ekspert pożarnictwa, który w piątek (24 stycznia) dokonał oględzin pogorzeliska. Nie miał wątpliwości, że ogień został podłożony umyślnie. Zapadła decyzja o wszczęciu policyjnego śledztwa w sprawie sprowadzenia zagrożenia w postaci pożaru, które nadzorować będzie poleska prokuratura.

Pożar w dawnych zabudowaniach fabrycznych przy ul. A. Struga 19/21 wybuchł w środę (22 stycznia) po godz. 19. Z ogniem walczyło 10 zastępów strażaków, którym opanowanie sytuacji zajęło półtorej godziny. Płomienie pojawiły się na drugiej kondygnacji, ale szybko objęły także wyższe, buchając nawet na kilka metrów ponad dach.

Już w ocenie strażaków gaszących pożar przy ul. Struga nie był on dziełem przypadku. Dowodzący akcją gaśniczą w raporcie stwierdził, że najbardziej prawdopodobną przyczyną powstania pożaru było podpalenie.

- Wszystko na to wskazuje - mówi mł. ogn. Łukasz Górczyński, rzecznik prasowy komendanta miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Łodzi. - Budynek był opuszczony, nikt w nim nie przebywał, nie funkcjonowała instalacja elektryczna, a poza tym ogień objął od razu bardzo dużą kubaturę. Trudno zlokalizować zarzewie pożaru, od którego by się rozprzestrzeniał.

Opinia strażaków ma jednak charakter nieoficjalny. Wiążąca dla policji i prokuratury była ocena eksperta z dziedziny pożarnictwa, który dokonał oględzin miejsca pożaru w piątek. Stwierdził kilka zarzewi pożaru, co wyklucza przypadek. To, oraz fakt, że do pożaru doszło w obiekcie wpisanym do ewidencji zabytków, przesądziło o wszczęciu policyjnego śledztwa.

Dziwnym zbiegiem okoliczności budynki po dawnej fabryce (wraz z powstającym po sąsiedzku hotelem) są własnością tej samej firmy, która okryła się złą sławą, rozbierając w 2012 r. dawną krańcówkę MPK przy ul. Dąbrowskiego, też wpisaną do ewidencji zabytków. Właściciel firmy, który podjął taką decyzję, został skazany za to na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata, 5 tysięcy złotych grzywny oraz nawiązkę w kwocie 20 tysięcy złotych. Zanim zajezdnię rozebrano, również została podpalona (w 2011 r. spłonął dach). Sprawców do tej pory nie udało się ustalić.

FLESZ: Wybory Prezydenckie 2020 już w maju - to musisz wiedzieć.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Ł
Łodzianin

same dziwne przypadki w tym mieście. Tyle spalonych pustostanów, które mają potencjalnych nabywców albo są pod opieką konserwatora...

Dodaj ogłoszenie