Piotr Hubert z Sanatorium Miłości 4: Pomiędzy mną a Lucy jeszcze będzie się działo! Sam nie wiem, co pokaże telewizja

Agata Markowicz
Agata Markowicz
Piotr Hubert z Sanatorium Miłości 4, jeszcze zanim program na dobre się zaczął, już został okrzyknięty w internecie jedną z najlepszych partii tej edycji. Jesienią zeszłego roku życie sympatycznego mieszkańca Siemianowic Śląskich wywróciło się do góry nogami i ten stan trwa do tej pory. Czy Piotr Hubert zaliczył już podróż za Ocean? Czym ujęła go sympatyczna Mariola? I dlaczego jeszcze ciągle tkwi w sanatorium w Polanicy? Przeczytajcie naszą rozmowę.

Jak to jest z dnia na dzień stać się osobą znaną w całej Polsce?
Bez przesady z tą popularnością. Ale jeśli już, to jest to na razie bardzo miłe uczucie. Mieszkam w takiej dzielnicy, można powiedzieć wiejskiej - gdzie jest dobre powietrze i święty spokój. W pobliskim sklepiku oczywiście pani mnie rozpoznaje, sąsiedzi też, ale tak poza tym – nie mam problemów z namiarem zainteresowania moją osoba z prostego powodu: ja na co dzień mało wychodzę do miasta, robię to w zasadzie tylko kiedy muszę.

No, a jak pan już wychodzi, to co? Są zdjęcia, autografy, pytania?
Propozycji zdjęcia czy autografu jeszcze nie było. Ale inne sympatyczne sytuacje się zdarzały.

Ofert matrymonialnych też pan na razie nie dostał?
Były dwie.

Zobacz zdjęcia:

I…
Podziękowałem. To jest bardzo mile, ale kompletnie nieracjonalne. Przecież te panie znają mnie tylko z telewizji, a ja nie znam ich w ogóle…

Udział w Sanatorium Miłości to była wyłącznie pana decyzja? Czy ktoś pana ,,popchnął” do tego programu?
Sugerowali mi to kiedyś moi przyjaciele, ale ja byłem z początku nastawiony sceptycznie. Miałem wątpliwości czy biorąc udział w programie się nie skompromituję. A kiedy przyszła pandemia, zapomniałem o sprawie. Zaszyłem się w domu, zacząłem budować meble, bo to jedna z moich pasji, wychodziłem jedynie na zakupy jakieś większe i nie miałem żadnych kontaktów. A potem przyszedł marzec 2021 roku, akurat skończyła się poprzednia edycja programu, no i pomyślałem wtedy, że się zgłoszę. Chciałem wyjść z marazmu, w który popadłem i trochę urozmaicić sobie czas. Kolega pomógł mi wysłać zgłoszenie, bo ja nie miałem internetu. Nie liczyłem na to, że się dostanę, ale że przynajmniej zobaczę telewizję z drugiej strony.

No i…
Pojechałem na casting do Warszawy, na Woronicza. Być w telewizji, to już była dla mnie przygoda. Mogłem praktycznie na tym zakończyć sprawę, a i tak nie żałowałbym. Sama rozmowa podczas przesłuchania pozytywnie mnie zaskoczyła. Miała trwać 15 minut, a zrobiły się z tego trzy kwadranse.
A potem wróciłem do Siemianowic z takim nastawieniem, że medialnie jestem spełniony. I żyłem sobie dalej spokojnie aż do czasu, kiedy pod koniec lipca zadzwonił telefon z telewizji. I usłyszałem w słuchawce: Gratuluję, witamy w programie. Przeżyłem szok! Miałem w głowie gonitwę myśli, ale klamka zapadła.

Oglądał pan poprzednie edycje programu?
Oczywiście, wszystkie!

I nie bał się pan, że będzie pan pod ostrzałem kamer, że trzeba będzie się odkryć, ze będzie pana oglądać cała Polska, że nieznajomi ludzie będą pana oceniać?
Szczerze? Bałem się, ale zupełnie niepotrzebnie. Cały stres minął po pierwszym dniu. Pierwsze ujęcia kręciliśmy w parku zdrojowym w Kudowie. Przyznam, byłem wtedy ogromnie stremowany i miałem obawy, co ja powiem, jak się mam zachować. Tym bardziej, że dopiero przyjeździe do Polanicy uświadomiłem sobie, że tych kamer w koło nas będzie wiele. I że nie sposób się przed nimi upilnować. Dla mnie ogromnym zaskoczeniem na plus była ekipa realizująca program. Ja się spodziewałem, że to będą fachowcy i mili ludzie, ale w najśmielszych snach nie byłem w stanie przewidzieć tego, że to są takie przesympatyczne Małolaty! Zachwycam się nimi do dzisiaj. Jestem typem człowieka, który lubi się zawsze do czegoś przyczepić i znaleźć minusy, i… przez miesiąc pobytu w Polanicy nie było do czego.

Rozumiem, że udziału w Sanatorium Miłości pan nie żałuje?
Oczywiście, że nie. Pojechałem po to, żeby poznać ludzi, żeby się zaprzyjaźnić, a skończyło się na uzależnieniu. Osoby, które poznałem, zarówno uczestnicy Sanatorium Miłości, jak i ekipa realizująca program, to są ludzie absolutnie z górnej półki. Ja ich wszystkich kocham, naprawdę. Program kręcony był wczesną jesienią. Od tamtej pory minęło już pół roku, a ja… delikatnie mówiąc nadal bujam w obłokach. Miałem pewne plany meblarskie, kupiłem potrzebne materiały, ale niewiele z tych moich planów nie wychodzi. Jeszcze jestem w Polanicy, jeszcze ciągle marzę…

W sieci komentarze są takie, że ta edycja jest wyjątkowa. Trzeba przyznać, że fajnie was tam dobrali.
To był strzał w dziesiątkę, myśmy się też bardzo szybko zgrali. Niby 12 różnych osób, o różnych mentalnościach i charakterach. A jednak od razu staliśmy się sobie w jakiś sposób bliscy. Nie chcę porównywać poprzednich edycji, bo mnie nie wypada, ale podpisuję się pod wszystkimi pozytywnymi komentarzami internautów.

To jakie trzeba mieć cechy, żeby się odnaleźć i dobrze bawić na planie ,,Sanatorium Miłości? Gdyby miał pan dać dobrą radę tym, którzy się zastanawiają nad udziałem w kolejnej edycji programu?
Sanatorium Miłości to wspaniała przygoda, pod warunkiem, że jesteś w nim sobą. Jak nie będziesz sobą, to się spalisz! Ja się tam czułem wspaniale, dlatego że w ogóle nie grałem. Zresztą moi koledzy i koleżanki również. Wszyscy mamy te same odczucia i przeżycia. Jeśli ktoś chce się troszeczkę ubarwić czy wybielić, to będzie się męczył i nie wyjdzie mu ta przygoda na zdrowie.

Z tego co zostało już wyemitowane, która z przygód zapadła panu w serce najbardziej?
Parę rzeczy dla mnie niezwykłych już było na antenie. Ale nie wszystkie; będą jeszcze trzy, a może cztery dla mnie fantastyczne historie. Co istotne, zdecydowaną większość rzeczy, które zrobiłem albo w których uczestniczyłem na planie tego programu, zrobiłem po raz pierwszy w życiu. Naprawdę! Byłem pod wrażeniem osobistej rozmowy z Martą, którą odbyłem w trzecim odcinku. Do końca życia będę pamiętał również spotkanie z panią Alicją Węgorzewską. Ludzie, ja bym zaśpiewał z nią wtedy dużo lepiej, tylko z przejęcia, zabrakło mi tchu w gardle. Poza tym, to było nagrywane rano i nie byłem rozśpiewany. No co tu ukrywać, głos wyszedł trochę tępawy…

Nie przeocz

Nieprawda, wyszło całkiem w porządku, oglądałam. Zresztą skomplementowała pana również sama mistrzyni.
To chyba było z grzeczności. Sprawa wygląda tak, że to było dla mnie od ogromne zaskoczenie. Wszystko co działo się na planie tego programu, spadało na nas nagle, bez uprzedzenia. Przychodził nasz opiekun grupy i mówił za godzinę wyjeżdżamy albo wychodzimy. Nikt nie wiedział dokąd ani po co. Jedyną podpowiedź jaka dostawaliśmy, to w co się ubrać – czy na sportowo, czy elegancko, czy megawystrzałowo. I tyle było wiadomo. Wszystko inne do końca było owiane tajemnicą.

Czy wy – uczestnicy programu mieliście jakiś specjalny pokaz wcześniej? I wiecie co wydarzy się w danym odcinku?
Absolutnie. Każdy odcinek emitowany w niedzielę w telewizji to jest dla mnie premiera. I zarazem niespodzianka, bo wiem tyle samo, co inni telewidzowie. Nikt nam nie pokazał wcześniej, jak całość została zmontowana i co się wydarzy w kolejnych odcinkach. Mogę się tylko domyślać. Owszem, była taka teoria, że pierwszy odcinek my uczestnicy, zobaczymy podczas startu wiosennej. ramówki w siedzibie TVP na Woronicza, ale wojna na Ukrainie pokrzyżowała te plany, bo wydarzenie nie odbyło się w tak dużym wymiarze, jak było to wcześniej planowane. Tak więc oglądam w domu. I każdy jeden odcinek nagrywam!

Zasiada pan przed telewizorem w pojedynkę czy ktoś panu towarzyszy?
Chciałem zrobić otwarcie sezonu u mnie w domu i zaprosić parę osób, ale to nie wyszło. Teraz oglądam sam, ale ostatni odcinek planuję zrobić przy grillu, w towarzystwie bliskich i przyjaciół. Napięcie i adrenalina przed emisją każdego odcinka są ogromne. Ja już od godziny 18-19 wieczorem chodzę po domu spięty, a tuż przed programem siedzę jak na szpilkach.

A co po emisji? Zdzwaniacie się całą ekipą? Są telefony, komentarze na gorąco?
Obowiązkowo. Gdzieś tak do drugiej w nocy telefon jest rozgrzany do czerwoności. Piszemy, dzwonimy, komentujemy, wracamy jeszcze raz wspomnieniami do tego co było. Przeżywamy konkretne sytuacje jeszcze raz, jakbyśmy wrócili do Polanicy.

Domyślam się, że z panią Mariolą ma pan bliski kontakt do dzisiaj?
Nie z Mariolą, tylko z Lucy.

Nie rozumiem…
Dla mnie to jest Lucy, jak tylko dowiedziałem się, że przyjechała z New Jersey, ochrzciłem ją Lucy. To a propos sympatycznej bohaterki serialu Ranczo, która też przyjechała z Ameryki. Mariole w programie były dwie, więc żeby nam się nie myliło – szybko je przechrzciliśmy. Na Berlinkę i Lucy właśnie. Dla mnie i całej ekipy to jest Lucy!

Co sprawiło, że między wami zaiskrzyło?
A kto mówi, że zaiskrzyło?

Tego nie da się już ukryć. Ja nie pytam, czy z sanatorium wyjechaliście jako para, bo wiem, że musimy poczekać do końca emisji. Ale na pytanie, dlaczego Mariola, myślę, że może pan odpowiedzieć.
Tych cech jest kilka. Przede wszystkim ujęła mnie swoją spontanicznością. Jest bardzo szlachetna, ma podobne do mojego poczucie humoru, potrafi szczerze się śmiać, nie jest hipokrytką. Bardzo fajnie mi się z nią obcuje, nawet jak mamy różnice zdań, to wszystko jest merytoryczne.

A za oceanem już pan był po programie?
Absolutnie! Jeszcze nie… Najpierw muszę zaliczyć Szpiglasowy Wierch; tam jeszcze nie byłem, a to moje marzenie.

No, a Ameryka jest w planach?
Konkretnie nie, ale niczego nie wykluczam…

A pani Mariola była już po programie w Polsce?
Była w lutym, spotkaliśmy się w Warszawie prawie całą grupą.

Wracając zatem do programu i wątku pana i Lucy, czy telewidzowie mają jeszcze na co czkać?
Mogę śmiało powiedzieć, że tak. Jeszcze będzie co oglądać. Zarówno u nas, jak i u innych bohaterów programu.

Kolejne odcinki Sanatorium Miłości 4 TVP1 pokaże w niedzielę (1 maja) i wtorek (3 maja).

Musisz to wiedzieć

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rutkowski robi show. Zobacz InstaHistorie !

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na expressilustrowany.pl Express Ilustrowany
Dodaj ogłoszenie