Pan Sławomir mieszka w namiocie. Jego domem jest Park Wolności. ZDJĘCIA

Anna Janiszewska
Anna Janiszewska
57-letni pan Sławomir od 5 lat jest bezdomny. Od maja 2020 r. mieszka w namiocie w Parku Wolności. Podczas mrozów jest mu szczególnie ciężko. Nocami rozpala ognisko, ale jedzenie, które gromadzi, zamarza mu. Teraz marzy tylko o tym, żeby pracować i mieć swój kąt - choćby pustostan.

57-letni pan Sławomir jest bezdomnym od 5 lat. Od maja 2020 r. mieszka na pabianickiej Strzelnicy. Zadomowił się przy niewielkim budynku (gdzie mieści się klub strzelecki "Walter"), na terenie dzierżawionym od miasta. Wraz z nastaniem mroźnej zimy coraz więcej osób zaczęło zwracać uwagę na pana Sławomira. Bo on sam stara się nie rzucać w oczy - nie pije alkoholu, jest spokojny, mieszka na uboczu. Nie ma na niego żadnych skarg. Raz tylko okoliczny mieszkaniec zadzwonił do straży miejskiej, bo zobaczył ognisko. Pan Sławomir pali je wieczorami, żeby się ogrzać.

Trudne warunki

57-latek mieszka w namiocie. Ma kilka kołder, specjalny śpiwór, który dostał od strażników miejskich - takie śpiwory wykorzystują himalaiści. Ubrany jest w ciepłą odzież - zimową kurtkę, czapkę, rękawice, buty. Nie brakuje mu także jedzenia.

- Chleba mam aż za dużo. Ludzie wyrzucają pieczywo, które nadaje się do jedzenia. Mam tu palenisko, więc nadziewam chleb na patyk i piekę, jest jak świeży z piekarni. Potrafię też gotować. Ostatnio zrobiłem pomidorówkę. Zaniosłem ją starszej pani, która mi pomaga, powiedziała, że nigdy nie jadła takiej dobrej - opowiada pan Sławomir.

Ciepłe posiłki dostarcza mu mieszkająca niedaleko ponad 80-letnia sąsiadka. Odwiedza też lodówki społeczne - Jadłodzielni przy ul. Moniuszki i przy kościele Kolbego.

- W święta dostałem nawet kapustę z grochem. Dba o mnie - dodaje bezdomny.

Czasem obiad dostaje też od Towarzystwa im. Brata Alberta. Dzieli go sobie, aby wystarczyło na każdy dzień. Pomaga mu też znajomy. Niestety, wiele produktów, które dostanie albo kupi za pieniądze ze sprzedaży puszek, zamarza mu. Ma serki, owoce, ciasto od sąsiadki - trzyma je w namiocie pod kilkoma warstwami kołder, ale i tak zamarzają.

Myje się na dworcu albo stacji benzynowej.

Wandale

Często pada ofiarą złodziei albo wandali. Wcześniej mieszkał za stacją benzynową. Urządził tam sobie lokum, które ktoś mu zniszczył. Na Strzelnicy, prawdopodobnie imprezująca w parku młodzież, popsuła mu część namiotu. Skradziono mu również telefon komórkowy.

- Tak długo na niego zbierałem. Nawet nie jest mi szkoda telefonu tak bardzo jak karty. Na karcie miałam zapisane telefony do rodziny i znajomych. Teraz nie mam z nikim kontaktu. Moje dzieci nawet nie będą mogły mnie teraz znaleźć - opowiada.

Rodzina

Pan Sławomir nie chce mówić o swojej przeszłości. Wiadomo tylko, że jest zameldowany w gminie Dobroń. Stąd utrudniona pomoc. Bo u 57-latka pojawiają się pracownicy różnych organizacji czy Miejskiego Centrum Pomocy Społecznej - ale problemem jest meldunek. A w rodzinne strony pan Sławomir nie chce wracać.

Kiedyś przez kilkadziesiąt lat miał żonę, firmę, doczekał się trójki dzieci. Z żoną rozstał się. Dzieci wyprowadziły się z rodzinnego domu, jeden z synów mieszka w Szkocji. Dlaczego nie pomogą tacie?

- Moje dzieci same mają trudno - ucina pan Sławomir.

Ma jednak znajomych, którzy próbują mu pomóc. Bo chce pracować - zna się na robotach budowlanych i wykończeniowych. W najbliższym czasie znajomy ma zapłacić mu za odśnieżanie. Inny kolega, jeśli znajdzie pracę, za grosze pozwoli mu zamieszkać w suterenie swojego domu.

- Na razie radzę sobie. Najgorsze są noce, kiedy leżę tu tak sam w ciemności. Brakuje mi tylko małego radyjka na baterie. Mam baterie, ale radio, które dostałem od sąsiadki, popsuło się - mówi.

Strażnicy miejscy często do niego zaglądają, ale mówi, że niczego mu nie potrzeba. Nie chce też spać w noclegowni. Chciałby tylko pracować i mieć swój kąt. Mówi, że mógłby zamieszkać nawet w pustostanie, sam by go sobie wyremontował.

Sprawą pana Sławomira bardzo przejęli się strażnicy miejscy. Nie chcą przeganiać go, szczególnie w taką pogodę. Ale tu wiele zależy też od dzierżawcy terenu. Pomoc oferują mu też wolontariusze z Towarzystwa im. Brata Alberta.

Jeśli ktoś miałby pracę dla pana Sławomira może zgłosić się do pabianickiej Straży Miejskiej.

Nie lekceważ migreny. To może być niebezpieczne!

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

wstyd żeby w tych czasach 21 wiek ludzie tak mieszkali WSTYD I HAŃBA DLA WŁADZ MIAST.... Ale widać czym się zajmują w tv wiecznymi przepychankami politycznymi.

G
Gość

nie chce w noclegowni a dlaczego???? bo tam pić nie można czy co? Zimę mógłby tam przesiedzieć a latem znalazł by coś do mieszkania i powinien gdzieś na czarno pracować choćby w dozorze jakiegoś parkingu budynku. Mówi że niszczą mu tam gdzie mieszka a pokazuje wszem i wobec gdzie przebywa...

Dodaj ogłoszenie