Okazją do... piekła

(g)
W tragicznym wypadku zginęły cztery osoby. Trzy z nich spłonęły, jedna zmarła po przewiezieniu do szpitala.
W tragicznym wypadku zginęły cztery osoby. Trzy z nich spłonęły, jedna zmarła po przewiezieniu do szpitala. Michał Kaźmierczak
Siedemnastolatka, która jako jedyna uszła z życiem z wtorkowego tragicznego wypadku w Jedliczach koło Zgierza, nadal jest w ciężkim stanie. 

- Dziewczyna utrzymywana jest w śpiączce farmakologicznej - mówi Łukasz Zimka, rzecznik zgierskiego szpitala. ;Jak się okazuje, 17-latka jest podopieczną domu dziecka w Grotnikach. Feralnego wieczoru wracała od koleżanki, która mieszka w Aleksandrowie Łódzkim. Do domu miała dostać się autobusem. Spotkała jednak znajomego, który jechał z kolegami volkswagenem golfem. Zaproponował jej podwiezienie do ośrodka w Grotnikach. Przed godz. 20 zadzwoniła do znajomych i powiedziała, że wraca okazją.
W tragicznym wypadku zginęły cztery osoby. Trzy z nich spłonęły, jedna zmarła po przewiezieniu do szpitala.
Kilka minut później na przejeździe kolejowym w Jedliczach rozpędzony volkswagen wypadł z trasy. Z ogromną siłą uderzył w nasyp kolejowy, po czym dachował. Wtedy wypadło z niego dwoje pasażerów - 17-latka i 30-letni mężczyzna. Chwilę później golf stanął w płomieniach. Trzy osoby, które pozostały wewnątrz, spaliły się. Po przewiezieniu do szpitala zmarł również ranny 30-latek.
Około godz. 22 zaniepokojeni opiekunowie z domu dziecka zadzwonili na telefon komórkowy nastolatki. Odebrał policjant, który przekazał im tragiczną wiadomość.
Policja nie chce na razie ujawniać szczegółów śledztwa. Ustalane są zarówno przyczyny wypadku, jak i tożsamość ofiar w spalonym samochodzie. Stan zwłok uniemożliwia ich identyfikację.
- Powiadomiliśmy rodziny o naszych przypuszczeniach, ale nadal nie wiemy, czy są one słuszne - mówi Liliana Garczyńska, rzecznik zgierskiej policji. - Wątpliwości rozwieją dopiero badania DNA.

Wideo

Dodaj ogłoszenie