Odszedł w zagadkowej ciszy... Zagadkę śmierci red. Bohdana Gadomskiego bada prokuratura i detektyw

Piotr Jach
Piotr Jach
Tajemnicę śmierci red. Bohdana Gadomskiego bada prokuratura i prywatny detektyw. Wiele wskazuje na to, że mogło dojść do przestępstwa.Czytaj więcej na następnej stronie
Tajemnicę śmierci red. Bohdana Gadomskiego bada prokuratura i prywatny detektyw. Wiele wskazuje na to, że mogło dojść do przestępstwa.Czytaj więcej na następnej stronie Grzegorz Gałasiński
Tajemnicę śmierci red. Bohdana Gadomskiego bada prokuratura i prywatny detektyw. Wiele wskazuje na to, że mogło dojść do przestępstwa.

Bohdan Gadomski – znany łódzki publicysta o statusie niemal celebryty, autor wielu wywiadów z gwiazdami świata muzyki publikowanych również przez lata na łamach „Expressu Ilustrowanego” – zmarł w szpitalu 24 marca br. Wiadomość o tej tragedii przedostała się do wiadomości publicznej dopiero 7 kwietnia. Lakoniczny wpis na prywatnym profilu facebookowym redakcja Gadomskiego głosił, że zmarł „po długotrwałej i ciężkiej chorobie”. Nie tylko najbliżsi przyjaciele, którzy przez półtora miesiąca bezskutecznie szukali z nim kontaktu, nie dali temu wiary...

Pierwsze podejrzenia co do przyczyn śmierci znanego dziennikarza podjął personel szpitala im. Biegańskiego, do którego nieprzytomny Gadomski trafił 8 marca. Po tym, jak zmarł, nie odzyskawszy przytomności, personel placówki zwrócił się do prokuratury Łódź-Górna o zbadanie okoliczności śmierci. Były co do tego wątpliwości. Niefortunnie, doniesienie trafiło do rąk prokuratorów z dużym opóźnieniem – zawiniła epidemia. Ten drobny fakt nie ułatwił jednak pracy śledczym, którzy wszczęli postępowanie wyjaśniające.

– Przeprowadzona sekcja zwłok nie dała jednoznacznych wyników – informuje Krzysztof Kopania, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi. – Konieczne okazały się badania histopatologiczne. Protokół posekcyjny stwierdza, że Bohdan G. zmarł wskutek uszkodzenia układu nerwowego, do czego doszło w następstwie hipoglikemii. Niewykluczone, że po zaaplikowaniu zbyt dużej dawki insuliny.

Red. Gadomski zmagał się z cukrzycą i chorobą wątroby. Od 2019 roku często wielokrotnie przebywał w szpitalach. W końcówce ub.r. przeszedł zawał serca. Nie miał rodziny, więc opiekowali się nim przyjaciele, a później opiekunka, pani M. Chyba dobrze wywiązywała się z obowiązków, bo w pewnym momencie Gadomski uczynił ją nawet spadkobierczynią swojego majątku. Jak się okazało – nie na długo.

W lutym br., gdy Gadomski znów leczył się w szpitalu, na jego orbicie objawił się pan Ł. – znajomy śpiewak. Zaczął odwiedzać redaktora, stopniowo zacieśniając z nim więzi i przejmując nad nim opiekę a być może nawet kontrolę, bo mniej więcej wtedy towarzyski z natury Gadomski zniknął nagle dla przyjaciół. Nie odbierał telefonów, nie udzielał się w mediach społecznościowych. Słuch – dosłownie – o nim zaginął. Nikt nie wiedział, co się z nim dzieje. Najbliżsi dziennikarza apelowali na Facebooku: „Ktokolwiek widział, ktokolwiek słyszał, ktokolwiek wie!? Nie mamy kontaktu z Bohdanem od półtora miesiąca. Jego komórka jest wyłączona, a telefon domowy nie odpowiada. Prosimy o jakąkolwiek informacje, kontakt i pomoc w ustaleniu, gdzie przebywa Bohdan.”

Na to co działo się w tym czasie z red. Gadomskim, światło rzucają nie tylko ustalenia prokuratorskiego śledztwa. Przyjaciele zmarłego, dzięki zbiórce funduszy na jednym z portali „zrzutkowych”, do ustalenia okoliczności jego śmierci zatrudnili warszawskie biuro detektywistyczne. Sprawą zajął się Bartosz Weremczuk, który już w połowie lipca alarmował, że śmierć Bohdana Gadomskiego mogła zostać spowodowana umyślnym działaniem.

- Na podstawie posiadanych informacji uważam, że śledztwo powinno zmierzać w kierunku zabójstwa i to z motywacji zasługującej na szczególne potępienie, czyli z pobudek finansowych. Osoby, które powinny opiekować się panem Bohdanem, prawdopodobnie zaniechały tego i z pełną premedytacją doprowadziły chorego do takiego stanu, że po dwóch dniach został zabrany do szpitala, gdzie zmarł – poinformował detektyw wskazując, że okoliczności śmierci Gadomskiego rodzą skojarzenia ze sprawą Violetty Villas, która była głodzona i zmuszana do picia alkoholu przez własną opiekunkę. Kobieta nie tylko została skazana za nieudzielenie pomocy umierającej śpiewaczce, ale też za znęcanie się nad nią.

Ustalenia prokuratury są takie, że w lutym br. Gadomski zmienił testament – zapisał cały majątek Ł., który przejął nad nim opiekę. Według jednego z przyjaciół śpiewak miał namawiać redaktora, by przepisał na niego mieszkanie, w którym obiecywał urządzić muzeum jego imienia. W ostatniej woli Gadomski przekazał mu wszystko - mieszkanie, konta bankowe przebogate archiwum zdjęć i nagrań oraz najlepszego przyjaciela, ukochanego psa Oskara, czempiona rasy bichon frise.

6 marca Bohdan Gadomski opuścił szpital na własne życzenie. Prokuratura ustaliła, że nazajutrz mimo kiepskiego stanu zdrowia (poruszał się na wózku inwalidzkim) był wspólnie z Ł. na zakupach. Wspólnie mieli też złożyć wizytę w banku, gdzie Gadomski dokonał dyspozycji finansowych na rzecz Ł. m.in. czyniąc go pełnomocnikiem własnych kont.

– Resztę dnia spędzili razem. Ł. szczegółowo opisuje ten wieczór. Nazajutrz pan G. nieprzytomny trafił do szpitala, którego już nie opuścił – mówi prok. Kopania.

Oficjalnie Prokuratura Rejonowa Łódź-Górna prowadzi dochodzenie w dwóch wątkach: w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci redaktora oraz podrobienia jego podpisu. Ostatni opiekun zwrócił się albowiem do swej poprzedniczki, pani M., o zwrot 10 tys. zł wypłaconych przez nią z konta Gadomskiego. Kobieta stwierdziła, że widniejący na tym dokumencie podpis redaktora może być podrobiony. Jej niepokój wzbudziła również data wezwania – 24 marca, a więc dzień śmierci byłego podopiecznego.
Detektyw Bartosz Weremczuk ocenia sprawę surowszym okiem. 22 lipca złożył zawiadomienie o popełnieniu morderstwa red. Gadomskiego.

– Uważam, że śledztwo powinno być prowadzone w kierunku zabójstwa, tj. czynu z art. 148 § 2 k.k., z motywacji zasługującej na szczególne potępienie - z pobudek finansowych. Ponadto w mojej ocenie winno zostać wszczęte postępowanie w sprawie wypłaty przez opiekuna środków pieniężnych znajdujących się na rachunku bankowym zmarłego na podstawie wygasłego już pełnomocnictwa – mówi detektyw twierdzący, że z kont Gadomskiego opiekun wypłacał pieniądze już po jego śmierci.

Organa ścigania muszą też zająć się inną sprawą – Ł. złożył zawiadomienie o znieważeniu go ze względu na pochodzenie. Do Polski przeprowadził się dopiero w trakcie studiów.

Mistrz Błachowicz liczy na nokaut!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie