Autorka kryminałów Joanna Opiat-Bojarska pokonała zespół Guillaina-Barrégo, który w jej przypadku oznaczał paraliż.

Z dnia na dzień jej ciało odmówiło posłuszeństwa, utraciła możliwość poruszania się od szyi w dół. Jak przyznaje sama Opiat-Bojarska był to moment, w którym oswoiła śmierć. Przykuta do wózka nie odpuszczała i niemal wymuszała na pracownikach NFZ by jej rehabilitacja była jak najczęstsza i jak najcięższa. Upór i codzienna walka o sprawność sprawiły, że dziś jest w pełni zdrową kobietą. Dzięki diecie i pływaniu osłabione po chorobie mięśnie zregenerowały się w stu procentach.

Opiat-Bojarska porzuciła dotychczasowe życie i została pisarką. Dziś autorka przyznaje, że na chorobie zbudowała swoją siłę: dzięki niej nie boi się poruszać tematów ciężkich. Jest jedną z najpopularniejszych autorek kryminałów w Polsce. Bardzo dużą uwagę przywiązuje do researchu, bo na podstawie własnych doświadczeń uznała, że żeby o czymś dobrze pisać trzeba to przeżyć. Najnowszą książkę "Kryształowi. Świeża krewi" napisała z pomocą byłego funkcjonariusza Biura Spraw Wewnętrznych Policji. Po prawie dwóch latach rozmów powstał inspirowany prawdziwymi zdarzeniami kryminał, otwierający sagę poświęconą polskiej policji. W Łodzi spotkała się z czytelnikami w Empiku.

Za nami premiera najnowszej powieści „Kryształowi”, ale jeszcze kilka lat temu nawet nie myślała pani o pisaniu. Skąd taka zmiana?
Po studiach ekonomicznych otworzyłam własną firmę i prowadziłam z powodzeniem biznes.Niestety zachorowałam. Nagle z nóg, i to dosłownie, ścięła mnie choroba - zespół Guillaina-Barrego, który mnie sparaliżował. Nie mogłam ruszyć ręką i nogą, byłam bezradna. Na szczęście byłam też uparta i ciężko pracowałam, walczyłam o rehabilitację, dzięki czemu stanęłam na nogi. Zaczęłam pomagać innym chorym, bo to rzadka choroba. Kiedy jednak po raz kolejny musiałam opowiedzieć o tym, co mnie spotkało, stwierdziłam, że swoje doświadczenia po prostu opiszę. Tak powstała książka „Kto wyłączy mój mózg?”.

To było niewiele ponad dwa lata temu, a na koncie ma pani kilkanaście tytułów. Jak to się stało?
Po napisaniu pierwszej książki i całym procesie wydawniczym poczułam pustkę. Nagle zatęskniłam za pisaniem. Czułam, że mi tego bardzo brakuje, że tęsknię za układaniem historii. Zaskoczyło mnie to, ale poszłam za ciosem. Firmę przekazałam mężowi i zaczęłam opowiadać historie na cały etat.

Najnowsza książka jest porównywana do filmu „Pitbull” z brutalną prawdą o policji. Ile jest w niej fikcji, a ile prawdy?
To jest prawda ubrana w wymyślone przeze mnie okoliczności, z anonimowymi, nieistniejącymi bohaterami, których wykreowałam na stronach książki.

Bardzo trudno było mi dotrzeć do informatorów z Biura Spraw Wewnętrznych Policji, którzy szczerze opowiedzieliby mi o tym jak wygląda ich codzienna praca, przekręty jakich podejmują się policjanci i mechanizmy jakie tym kierują. Nie koloryzuję, ale historia musi trzymać w napięciu. A nie chciałam pisać o dobrych policjantach i złych złodziejach. Chciałam pokazać ciekawą historię nieco z innej strony, tej nieznanej.

Zobacz też: