Niewielka stłuczka aut spowodowała poważne obrażenia, a ubezpieczyciel nie chciał zapłacić odszkodowania

(KZ)
zdjęcie motywowe
zdjęcie motywowe Jarosław Jakbczak / AIP
Po zwykłej kolizji do kierowców nie przyjechała ani policja, ani pogotowie ratunkowe. Kierowcy uważali, że nie ma potrzeby. Problemy zaczęły się po kilku godzinach...

Firma ubezpieczeniowa nie chciała wypłacić ani grosza poszkodowanemu w banalnej kolizji drogowej. Zapłaci ponad 40 tys. złotych.
Do zderzenie dwóch aut doszło w centrum Łodzi.

Uszkodzenie były niewielkie, nikt nie odniósł obrażeń, a więc sprawca podpisał odpowiednie oświadczenie i kierowcy rozstali się bez wzywania policji. Po upływie kilku godzin od zdarzenia J. S., poszkodowany w zderzeniu, zaczął odczuwać ból w związku z czym udał się wieczorem do pogotowia ratunkowego, gdzie rozpoznano powierzchowny uraz szyi. Mężczyźnie zalecono noszenie kołnierza ortopedycznego i prowadzenie oszczędnego trybu życia. Jednak uraz nie przechodził. J. S. udał się do ortopedy. Miał nudności i zawroty głowy.

Lekarz zmienił mu kołnierz z miękkiego na sztywny i zakazał dźwigania ciężarów. Rehabilitacja trwała kilka miesięcy. W tym czasie neurolog stwierdził, że mężczyzna doznał w wyniku kolizji drogowej urazu kręgosłupa szyjnego, który spowodował długotrwały, uporczywy zespół bólowy.

Następstwem zdarzenia były przeciwwskazania do ciężkiej pracy fizycznej, pracy wymagającej dźwigania, unoszenia ciężarów powyżej poziomu barków, czy też pracy w długotrwałej pozycji wymuszonej głowy i szyi. Ograniczało to czasowo zdolność J. S. do pracy zarobkowej, jednakże nie wpływało na możliwość samoobsługi. W sumie uszczerbek na zdrowiu z punktu widzenia ortopedycznego i neurologicznego oceniono na 15 procent.

J. S. wezwał ubezpieczyciela sprawcy kolizji do zapłaty 15 tys.. zł zadośćuczynienia i ok. 1800 zł odszkodowania. Ten odmówił. Wówczas wystąpił do sądu ze skromniejszym pozwem. Żądał 9 tys. zł zadośćuczynienia i ponad 2 tys. zł odszkodowania za skutki kolizji. Ubezpieczyciel odmówił twierdząc, że nie ma żadnego związku między schorzeniami J. S. a kolizją. Przekonywał, że mężczyzna w czasie zderzenia nie odniósł żadnych obrażeń. Wówczas poszkodowany zwiększył swoje roszczenia do 37,5 tys. zł zadośćuczynienia i ponad 6 tyś. zł odszkodowania.

Biegli powołani w sprawie nie mieli żądnych wątpliwości co do tego w jakich okolicznościach mężczyzna doznał urazu, ani co do wielkości uszczerbku na zdrowiu. Dlatego sąd w znacznej części uznał powództwo J. S. Przyznał mu 35 tys. zł zadośćuczynienia i 6,5 tys. zł odszkodowania. Ubezpieczyciel zwróci również wszystkie koszty poniesione przez kierowcę.

Statki wycieczkowe na złom przez pandemię

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie