Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Nie widać nowej jakości w grze Widzewa

Jan Hofman
Zwykło się mawiać, że nadzieja umiera ostatnia. Jednak w przypadku piłkarskiej drużyny Widzewa trudno choć o odrobinę optymizmu.

Tuż przed startem drugiej części sezonu piłkarskiej ekstraklasy Widzew tracił do Podbeskidzia Bielsko-Biała i Zagłębia Lubin trzy punkty. Wszyscy liczyli, że szybko uda się zmniejszyć ten dystans. Niestety, po dwóch kolejkach tzw. rundy wiosennej łodzianie mają już o pięć punktów mniej niż ich rywale w batalii o utrzymanie w krajowej elicie. Trudno zatem liczyć, że drużyna prowadzona przez trenera Artura Skowronka szybko pozbędzie się miana czerwonej latarni ligi. Smutne to i pewnie frustrujące dla kibiców, ale prawdziwe. Nie pomoże zaklinanie rzeczywistości przez piłkarzy i szkoleniowca drużyny z al. Piłsudskiego. Niestety, fakty nie świadczą na ich korzyść, choć deklaracje o walce o utrzymanie się do ostatniej kropli potu i krwi mogą chwytać za serce.
Wydaje się, że w Widzewie po raz kolejny zawodzi polityka transferowa. Świadczą o tym zimowe wzmocnienia. Nowi mieli być tymi, którzy pociągną zespół do przodu, dadzą dodatkową energię do walki o w krajowej elicie. Jednym słowem zapowiadano nową jakość, a wyszło na to, że takową mamy, ale mocno przeterminowaną.
By nie być gołosłownym szybki przegląd nowych kadr drużyny z al. Piłsudskiego. Ten, kto widział w akcji albańskiego Fina, nie może zrozumieć, jak gracz z umiejętnościami, jakie prezentuje Xhevdet Gela miał szansę na podpisanie profesjonalnego kontraktu. Przecież to jakieś kompletne nieporozumienie i nie wystawia dobrego świadectwa działaczom i szkoleniowcowi, który zgodził się na jego zatrudnienie. Yani Urdinov, nim jeszcze zdołał oswoić się z ekstraklasą, już został wyrzucony z boiska. I w tym przypadku trudno mówić o wzmocnieniu. Marek Wasiluk, to dopiero wtopa. Kreowany na filara defensywy jest głównym architektem widzewskich niepowodzeń. Karny w Bielsku-Białej i czerwona kartka w meczu z Piastem to jak do tej pory jego znaki firmowe.
Także doświadczeni Mateusz Cetnarski i Marcin Kikut nie wnoszą wiele do gry. Pierwszemu z nich najlepiej wychodzą dyskusje z sędziami. Wydaje się zatem, iż nie jest przypadkiem, że tylko ostatnia drużyna w tabeli ekstraklasy zdecydowała się na zatrudnienie tych dwóch piłkarzy.
Jeśli w szybkim czasie nie dojdzie do prawdziwej eksplozji formy drużyny, to widzewska przyszłość rysuje się w czarnych barwach.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na expressilustrowany.pl Express Ilustrowany