Nie ma się z czego śmiać. Naklejka zamiast pasa bezpiczeństwa!

Jan Hofman
Jakiś czas temu, zachęcony reklamami, wybrałem się do jednego z łódzkich salonów volkswagena.

Sprzedawca pod niebiosa wychwalał małe autko tego koncernu. Ochom i achom nie było końca. Uległem, dałem się skusić. Radość z zakupu miała być wielka i długotrwała.

Niestety, czar prysł już po miesiącu, kiedy wezwano mnie do serwisu. Powód? Może dojść do odblokowania zamka tylnego pasa bezpieczeństwa. Przy okazji ostrzeżono mnie, że sprawa jest poważna, ponieważ istnieje ryzyko odniesienia obrażeń. Szybciutko pojechałem do fachowców tej firmy. Po godzinie oczekiwania ukazał się zadowolony mechanik i znanym gestem dłoni zakomunikował, że wszystko jest OK.

Odetchnąłem. Okazało się, że nie na długo. Znów otrzymałem list, w którym napisano, że to w czym uczestniczyłem niedawno - to był etap pierwszy. Teraz trwa drugi i oni intensywnie pracują nad problemem. Jednym słowem pas bezpieczeństwa jest nadal do bani!

I co zrobił volkswagen? Wpadł na genialny, oczywiśie dla niego, pomysł. Zamiast dać mi do dyspozycji sprawne i bezpieczne auto, przysłał mi pocztą naklejkę, którą mam sobie przykleić na desce rozdzielczej, abym nie zapomniał, że pas nie spełnia swojej funkcji!

Szatańskie rozwiązanie? Ale proszę zwrócić uwagę, jakie tanie dla koncernu...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie