Wyszukiwarka wyborcza

Wybory Parlamentarne

Sprawdź wyniki wyborów w Twoim okręgu

Nadia Sawczenko: Wyrwę się z tego „więzienia narodów” pod nazwą Rosja [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Nadia Sawczenko
Misja pokojowa, As-Suwajra, Irak 2004-2005 Fot. materiały prasowe
„Nadia, więzień Putina” to niezwykły zapis wydarzeń. Nadia Szewczenko, ukraińska żołnierka przetrzymywana w Rosji opisuje porwanie, więzienie i głodówkę. Prezentujemy fragment książki, która ukaże się 6 lipca.

Na szczęście w naszej ukraińskiej armii niczego takiego nie uczą. Ani żołnierzy, ani oficerów. Nie ma kursu, jak zachować się w niewoli. Każdy żyje, jak potrafi. Jak pozwala mu sumienie. Albo jest motywacja do życia, wtedy walczy się o nie za wszelką cenę, albo człowiek nie ma nic do stracenia. Wtedy nie szkoda umierać. Wiem jedno - wolę umrzeć na Ukrainie, niż żyć w Rosji.

Separatystów, ochotników - nawet mogę zrozumieć ich złość i pretensje. W końcu oni też są Ukraińcami i w jakiś sposób im też składałam wojskową przysięgę. Mogą myśleć, że wystąpiłam przeciwko swojemu narodowi. Jednak przysięgałam bronić terytorialnej integralności Ukrainy! Nie mogę chcieć być obywatelką innego państwa! Żyć zgodnie z prawem, mieszkać w trzypokojowym mieszkaniu w Kijowie i mówić, że to terytorium innego kraju. To niewykonalne! A separatyści? Sprzedali mnie. Wymienili na broń i wsparcie wroga. Chłopcy! Wy jeszcze macie do mnie pretensje? Wyjdźcie na Majdan. Niech was usłyszą tak, jak usłyszeli nas. Nie ma czasu do stracenia. Wyjdźcie, póki jeszcze słuchają. Bo wkrótce znów ogłuchną. Ale nie wszczynajcie wojny na waszej, jak mówicie, ziemi. To też moja ziemia i dlatego tak boli… Nie chcę was zrozumieć. Nie chcę wiedzieć, że naród ukraiński uważa się za Ukraińców, a nazywa siebie „ruskimi”, swoją ziemię tytułuje „Noworosją”. Poniża się, pozbawia wartości, podlizuje. To nie jest mój naród…

Dlatego trafiłam do niewoli.

- Chodź tu! No i wpadłeś! - powiedział ten chłopiec, którego mogłam zabić. Postanowiłam - idziemy.

- Kim jesteś? - pytam i kojarzę, że nie wie, że jestem kobietą. Widzi we mnie po prostu innego, młodego żołnierza. Normalne. Często się mylą.

Analizuję. Liczę. Jest ich około czterdziestu, z drugiej strony drogi pewnie też tylu. Broń przeważnie strzelecka. I granatniki.

Przybiegają… zaczynają szarpać… Zdzierają wszystko, co można zedrzeć. Szabrują. Już nie mam karabinu…

- Granaty, ma granaty! - ktoś krzyczy.

Taaa… jakbym miała granaty, inaczej byście śpiewali. Właśnie akurat w tym momencie jeden by wybuchł. Obserwuję otoczenie, póki oczu nie zawiązali, bo przecież za chwilę zawiążą.

Widzę dwa Bechy (wozy bojowe piechoty), bardzo ucierpiały… Przy nich jeńcy. Siedzą z zawiązanymi oczami, ręce z tyłu. Domyślam się, że są ranni i zabici. Niestety, niemało ich. Zdzierają mi kamizelkę i bandanę (polową chustkę medyczną) z głowy.

- Oooo… ona jest babą! Snajperka! Suka! Ręce, ręce obejrzyj!

- Palce!
Oglądają. I co oni tam chcą zobaczyć? Głupki! Snajperem nigdy nie byłam. Nie ta dokładność.

- Nie! Palce czyste! Tak czy tak, puścimy ją sukę, w koło!

- To się zabawimy!

Zmierzyłam ich wzrokiem. Śmieję się.

- Co, śmiesznie? - Zwalają mnie z nóg. Klękam. - A do naszych chłopców strzelać też śmiesznie?

- Chłopcy! Ta suka jest oficerem! Są jej dokumenty!

Widzę na drodze między BMP a czołgiem nasz samochód. Trzepią, rwą, niszczą. Zabierają z niego wszystko, co mogą. Chętnych sporo, przekrzykują się:

- O, ja to wezmę! Jaki plecak! Amerykański!

Tego „kojota” kupiłam sobie na służbę. Faktycznie made in USA. Kosztował czterdzieści euro. Czyszczą bagażnik jak szabrownicy. Patrzę i klnę pod nosem. Mówiłam Wirze, że ma go rozpakować, kiedy jechała po rannych. Gdzie byśmy ich umieściły? Jeśli w ogóle kogoś zdołałybyśmy zabrać… Do tego wszystkiego jeszcze klasyka idiotyzmu - oficer w niewoli i wszystkie dokumenty przy nim! Nie wykręcisz się - myślę. - Nie zagrasz wariata. Rżę z całej tej sytuacji.

- Cooo? Oficer? - Rewidują. Znajdują jeden telefon. Drugi ciągle mam przy sobie. Też mi „szukacze”.

- O, jakie glany, zawsze chciałam takie mieć. - Piskliwy głosik należy do głupiego dziewczęcia z dwoma warkoczykami. Z karabinem w rękach, w kamizelce, wygląda, jakby przyszło zrobić sobie selfie z frontu. Adrenaliny jej w życiu brakuje, głupia kurwa! A glany faktycznie mam świetne. Amerykańskie. „Piaseczki”. Jeszcze w Iraku mi je wydali. Noszę już dziesięć lat i nic się z nimi nie dzieje.

- Chciałaś, to dostaniesz! - Jeden szarpie mnie za nogę, but nie schodzi, tnie sznurówki. Debil! Te sznurówki były najcenniejsze. Zbrojone! Wieczne! Takich nigdzie nie dostaniesz! Jak już szabrować, to z głową - myślę. I pieprzyć to, że dziewczyna ma rozmiar 37, a moje glany 41. Kiedy wydawali, mniejszych nie było. Przywykłam nosić buty wojskowe dwa numery za duże. 39 rzadko bywa. Ona w nich nawet nie zrobi kroku. Ale najważniejsze to zedrzeć. Paskudne szakale! Miotał się i miotał, ale butów nie zerwał. Szukają dalej…

- Co to? A… to leki.
Zdzierają mi z ręki bandanę. Żółtą z niebieskim napisem „Samoobrona Majdanu” (została mi jeszcze z czasu walk).

- Majdan! Znaczy, banderówka!

- Zawiąż jej oczy!

- Czym?

- No, właśnie tym! Zawiąż!

Naciągają mi bandanę na głowę. Jest jasna, to dobrze, bo trochę prześwituje.

- Jak obszukujesz, to wszędzie obszukuj! - mówi jeden. Drugi rechocze:

- Tak? A jak się podniecę? - Teraz zaśmiewają się wszyscy.

- Dawaj, dawaj! - Czyjeś ręce lądują mi pod koszulką, odpycham je.

- Spokój! - Znów. I znów odpycham.

- Ona biustonosza nie nosi. - No tak, to tego szukali.

- Załóż jej kajdanki. - Kolejna komenda. Zakładają za plecami. - Dawaj, dawaj! Wywoź ją stąd! Dopóki jeszcze jej nie odbili! To chyba oficer, a przynajmniej starszy rangą.

- Szybko, szybko, później wyjaśnimy!

Łapią mnie pod ręce, ładują do tyłu. Samochód terenowy. Przez dziesięć-piętnaście minut jedziemy drogą w bok od Ługańska. Dostaję kolbą karabinu po głowie. Ból z prawej strony, w okolicy zatoki szczękowej, czuję, jak kurczy mi się nerw twarzowy (ten skurcz został mi do teraz). O coś mnie pyta. Milczę. Znów szturcha mnie kolbą.

- Jak się nazywasz?

- Nadia.

- Nadia?! - i coś tam jeszcze gada, ale ja nie słucham. Myślę o samochodzie. O tym, co się dzieje, nie warto myśleć, wszystko się wyjaśni z biegiem czasu. Samochód „skręcili”. Tak się teraz u nas na Ukrainie mądrze mówi. Czyli przepadł. Na pewno nie zwrócą. W warunkach wojennych zdarzają się wśród żołnierzy maruderzy. To ci, którzy korzystają z okazji - rabują, co się da. Ja się maruderstwem nigdy nie zajmowałam i nigdy od nikogo niczego nie „skręcałam”. To mnie zawsze brzydziło. A…, nie, skłamałam! Kiedyś w „budyneczku” Janukowycza, w Meżyhiriu, kilka butelek wina wzięłam, żeby uczcić zwycięstwo nad krwiożerczą gadziną. No ale tam sam Bóg nakazywał. Zresztą okazało się, że to bardzo drogi kwas był. Aż wykręcało.

* * *

Podczas głodówki zezwala się tylko pić wodę. Bo nawet herbata i kawa bez cukru to też już jedzenie! Jaka nieufność! Oczywiście słabo mnie znali! W Woroneżu niczego nie wygrzebali, po prostu powiedziałam, że nie będę jeść i uczciwie niczego nie jadłam! A w Moskwie nawet sól ze skarpetki, którą grzałam ucho, chcieli zabrać! O, bardzo najesz się solą! W czterdziestym dniu mojej głodówki, od której już robiło mi się niedobrze (woda w moskiewskich rurach jest ohydna, nawet przegotowana), ci sami strażnicy, którzy wtedy chichotali, zaczęli pytać jeden drugiego: „Jak ona tak może?”. Podobno w więzieniu głodują średnio dziesięć dni, dłużej nie wytrzymują. Sami chcieli mnie z głodówki wyciągnąć. Jak się później dowiedziałam, w więzieniach jest taka metoda: zaczynają w korytarzu na kuchence elektrycznej smażyć kartofle ze słoniną i cebulą. Zapach ma obudzić apetyt u głodującego, który nie wytrzymuje, zrywa się i zjada smaczne smażone kartofle! A ja pomyślałam: czemu przez cały dzień pachnie smażonym, а później na kolację proponują mi usmażone kartofle, kiedy zawsze dają gotowane nadgniłe, źle utłuczone z wodą?! A tu się okazuje, że to był ich pomysł na złamanie mnie. Smażonymi kartoflami mnie kusili! A ja tego wtedy nie rozumiałam! Zastanawiałam się nad tym zapachem, ale żeby chciało mi się jeść nie do wytrzymania, nie zauważyłam! Wolność widocznie jest ważniejsza od smażonych kartofli! W domu sama sobie je usmażę i zjem tyle, ile będę chciała!

***

Co odczuwałam? Już trochę pisałam, jak odczuwa się głód. Teraz podsumuję, jak zareagował mój organizm, chociaż to u każdego działa pewnie inaczej. Zaczynałam głodówkę ze zdrowym, dobrze odkarmionym organizmem. Naturalna warstwa tłuszczowa dała wielki zapas czasu. Moralny dylemat „jeść czy nie jeść” nie był dla mnie problemem. Fizycznie - już pisałam: co trzeci tydzień w organizmie budzi się głód i człowiek zaczyna on zjadać sam siebie. Im głodówka trwa dłużej, tym ciało zjada się częściej, bo warstwa tłuszczowa staje się cieńsza. Jest zimno i stale marzniesz. Z poważnych zaburzeń fizjologicznych, które mogą u mnie wystąpić, wszystko przechodzi względnie lekko: włosy nie wypadają, tylko siwieją i stają się cieńsze, paznokcie nie rozwarstwiają się, zęby się nie sypią (trzymają się na plombach). Wszystkie stawy zaczęły mi skrzypieć jak u złamanej marionetki - brakuje żelatyny i wapnia. Skóra schnie, swędzi, łuszczy się, ale ściągnęła się normalnie, nie zwisa. Pigment skóry się pogorszył, dlatego pociemniałam i pożółkłam. To wszystko widać na pierwszy rzut oka.

To, co w środku: oczy się męczą, naczynia w nich są wycieńczone, ale wzrok nie pada, słuch też nie. Najbardziej ucierpiały nerki i pęcherzyk żółciowy. Mam nadzieję, że mam jeszcze czas, by wszystko powróciło do normy. Serce się trzyma, ale objawia się niewielka niewydolność naczyniowa. Obciążenia póki co wytrzymuję normalnie - robię brzuszki, przysiady, robię trzydzieści pompek na podłodze, nawet na kratach się podciągam!

ТO, co mnie zdziwiło: jestem praworęczna, ale przy osłabieniu system mięśniowy lewej strony pozostał silniejszy i umysł stał się bardziej matematyczny, a zawsze byłam bardziej humanistką. Zauważyłam to po tym, jak rozwiązuję krzyżówki: cyfrowe zaczęłam trzaskać, a podstawowych słów przypomnieć sobie nie mogę. Dziwne…
Neurologia póki co nie poleciała. Czasami zarzuca mną, czasami wstrząsa, ale głowa sprawności nie odmówiła. Opowiadali mi, że pewien człowiek głodował osiemdziesiąt dni, a później od nowa uczył się chodzić. Układ nerwowy odmówił mu posłuszeństwa i leżał jak warzywo. Inny w sześćdziesiątym dniu zmarł - nieudolnie wyprowadzali go z głodówki. I jeszcze wiele takich przykładów… U każdego głodówka przebiega inaczej. Ja jeszcze się trzymam! Gdyby to nie było w więzieniu, lecz na wolności, gdzie jest energia słoneczna i energia przyrody, a nie betonowe ściany i kraty, to może i ja mogłabym jak mnisi tybetańscy żyć wiecznie i nie jeść…

To po co wtedy jadłam? Po to, żeby latać. Jeśli będę żyć! А jeśli umrzeć, to zdrowa! А nie jak warzywo leżeć i żeby rwali mi przewód pokarmowy i jamę nosowo-gardłową do krwi, przymusowo karmili sondą! Nie, dziękuję, nie trzeba mi takich tortur!

Wyrwę się z tego trzykroć przeklętego „więzienia narodów” pod nazwą Rosja na WOLNOŚĆ! Wrócę do domu na UKRAINĘ! I jak nawalę michę maminego domowego ukraińskiego barszczu z fasolą, z ukraińskim chlebem, z ukraińską słoniną, z czosnkiem i cebulką… Do tego kieliszek ukraińskiej wódki z pieprzem… Nic mi się nie stanie!

Ale wszystko to będzie NA WOLNOŚCI na UKRAINIE! Póki co powiedziałam lekarzowi, żeby na 8 marca nawet nie podchodził do mnie ze swoją zakąską bez picia!

Walczymy dalej…

Sława Ukrajini!!! Herojam sława!!!

А tym, którzy będą krzyczeć, że się do cholery najadła, radzę na mojej porcji przetrzymać tyle dni! Napisałam wszystko prawdziwie i uczciwie o swojej głodówce, w chronologicznym porządku, niczego nie zataiłam. Jeśli jeszcze coś zjem, dopiszę!

Ciąg dalszy nastąpi…

Jeszcze siedzę, dlatego dalej piszę… Nigdy nie prowadziłam pamiętnika, teraz przyszedł doskonały moment. Będzie pamiętnik. Proszę, co więzienie robi z ludźmi. Już i tego się doczekałam!

Wtedy, po wypitym bulionie, kiedy od razu zrobili mi USG, zauważyłam, że po zjedzeniu takich produktów, jak słonina czy kura, pęcherzyk żółciowy kurczy się i wyrzuca żółć (bo tabletki żółciopędne nie pomagały, nawet dawka uderzeniowa - zebrane przeze mnie i przyjęte osiem sztuk naraz), płytki mimo wszystko pozostają.

Przyszli znowu. Powiedzieli o wynikach. Wskazują, że czas się kłuć albo pić Nutridrink, choćby po dwie butelki dziennie, to znaczy 400 mililitrów. Pomyślałam: lepiej półtora litra chemii w żyłach czy 200 mililitrów doustnie? Dobra, będę pić jedną butelkę co drugi dzień albo kiedy poczuję, że robi mi się niedobrze (na wszelki wypadek można go wypić też w tajemnicy). Oni też nie w ciemię bici! Przychodzą trzy razy dziennie i przynoszą tabletki: wapń dla serca i dla kości. I stoją. Kontrolują, żebym ich nie wypluwała i nie wylała tego obrzydlistwa. No, po prostu jak w przedszkolu!

Nadia Szewczenko, „Nadia, więzień Putina”, wyd. Od deski do deski, Lipiec 2016

Wideo

Materiał oryginalny: Nadia Sawczenko: Wyrwę się z tego „więzienia narodów” pod nazwą Rosja [FRAGMENT KSIĄŻKI] - Polska Times

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
ten poldek

Z głodu się tez PUCHNIE !!!!

S
Suweren

Kaczyński, poczytaj co gotujesz polskiemu narodowi plując na Zachód! Pamietaj że tak zwany Zachód oparty jest na wartościach - które twoja koleżanka kwituje mianem unijnej szmaty. Pamietaj, że bez tej jak ta kobieta mawia "szmaty" Polacy będą umierać i pamiętaj że dla obrony tej Flagi Polacy gotowi są też ginąć. Pamietaj. Jest podejrzenie że słuzysz dla Rosji osłabiając związki Polski z Zachodem. Pamiętaj, to zdrada.

B
Batko

Pora zmienić pismo. Dziennik Z. spadł na ,,psy"Jak można promować ,,banderowców"? DNO

x
xxx

Myśli, że jeśli Polak ma duży łeb, jak koń, to uwierzy. A jeśli nawet jest tam trochę prawdy, to kogo to w Polsce obchodzi?

I
I nie zapomnimy!

11.07 zapal znicz przy tablicy upamiętniającej ludobójstwo na ludności polskiej Wołynia i Małopolski Wschodniej dokonane przez ukraińskich nacjonalistów, która w Łodzi znajduje się na kościele przy Placu Wolności.

W
Wzruszona

Wzruszyła mnie opowieść tego chłopca!

i
ipn

Taki jak np. TW Bolek????

G
Gość

i ukrytej opcji ukraińskiej w Polsce - Nadia.

P
POLdek

Ona jest jakimś fenomenem medycznym...cały czas głodowała, a co ją pokazali, tl była bardziej okrągła! Powinna napisać książkę pt. '' Jak głodować żeby nie schudnąć''

Dodaj ogłoszenie