Mundial U-20. David Kopacz: Czas na analizę. Zabrakło nam nie tylko szczęścia

Kaja Krasnodębska
Kaja Krasnodębska
Kaja Krasndębska
Porażka 0:1 z Włochami sprawiła, że Biało-Czerwoni żegnają się z organizowanymi w Polsce mistrzostwami świata do lat 20. O zwycięstwie ekipy z Italii zadecydował wykorzystany przez jej kapitana rzut karny, lecz nie ustawił on spotkania. Polacy do końca walczyli o wyrównanie, ale o kolejne występy z orzełkiem na piersi zawalczą już w wyższych kategoriach wiekowych. - Myślę, że każdy z nas o tym marzy i ma na to szansę. Potrzeba jednak ciężkiej pracy - mówi David Kopacz.

Ciężko chyba powiedzieć coś po tym meczu. Zwłaszcza, że w porównaniu z poprzednimi spotkaniami, przeciwko Włochom nie zagraliście źle.

To był chyba nasz najlepszy mecz na tych mistrzostwach, a jednocześnie najgorszy, bo to właśnie on zadecydował, że już żegnamy się z turniejem. Potrafiliśmy sobie stworzyć sytuacje, nawet więcej niż w poprzednich spotkaniach - czy to z Kolumbią czy Włochami, a i tak zostajemy z niczym. Bo nawet nie udało się strzelić tej honorowej bramki. Ponownie nie zagraliśmy źle w defensywie i to chyba sprawia, że ta porażka jest jeszcze trudniejsza do przełknięcia. O naszym odpadnięciu zadecydował rzut karny, bo z gry Włosi nie byli w stanie nas pokonać.

Ten rzut karny przypadkowy. W momencie uderzenia, Dominik Steczyk zabierał rękę do tyłu.

Jeszcze wtedy siedziałem na ławce rezerwowych, więc nie widziałem dobrze tej sytuacji. Nie chciałbym się więc wypowiadać, zwłaszcza że w polu karnym było wtedy sporo zawodników, ogromne zamieszanie. Znając Dominika, nie chciał zagrać tam ręką, piłka raczej mu się odbiła. Nie mamy do niego jednak pretensji. Jesteśmy drużyną. Przegrywamy i wygrywamy całym zespołem.

Jedenastka ustawiła ten mecz?

Ten gol nie ustawił spotkania, padł w pierwszej połowie, mieliśmy jeszcze dużo czasu, żeby wyrównać. I naprawdę staraliśmy się to zrobić, mieliśmy optymalne sytuacje, żeby strzelić gola. Jak choćby próby Michała Skórasia czy Marcela Zylli. W końcówce nie mieliśmy już nic do stracenia, więc ruszyliśmy do przodu i trochę przycisnęliśmy. Szkoda, że ostatecznie nie przyniosło to efektu.

Początek też był niezły. W pierwszym kwadransie stworzyliście sobie więcej sytuacji niż w całym meczu z Kolumbią.

Moim zdaniem bardzo dobrze wyszliśmy w mecz. Ofensywnie, nie wystraszyliśmy się przeciwnika, choć to on był stawiany w roli faworyta. Gdyby udało się zamienić jeden z tych strzałów - czy to Dominika Steczyka czy Adriana Stanilewicza - na bramkę, to spotkanie ułożyłoby się zupełnie inaczej. A tak - te przysłowiowe niewykorzystane szanse się zemściły i odpadamy z całego turnieju. Szkoda, że taka piękna przygoda już się kończy.

Dlaczego tych sytuacji nie udawało się wykorzystać?

Ciężko powiedzieć z czego to wynikło. Raczej nie była to kwestia presji czy braku koncentracji. Byliśmy dobrze mentalnie przygotowani do tego spotkania. Może chcieliśmy za bardzo? Dla każdego z nas te mistrzostwa były ogromną szansą, jedyną taką w życiu i po prostu chcieliśmy pokazać się z jak najlepszej strony, zajść jak najdalej. A być może po prostu zabrakło nam szczęścia. W piłce zawsze trochę trzeba go mieć, tym bardziej w tych najważniejszych, kluczowych sytuacjach. Dzisiaj trochę nam go zabrakło.

Ty pojawiłeś się na boisku dopiero w drugiej połowie. Co powiedział Ci przed wejściem na murawę trener Magiera?

Nic specjalnego. Chcieliśmy wygrać to spotkanie,motywacji nam nie brakowało. Właściwie selekcjoner nie musiał nam już nic mówić, wiedzieliśmy o co walczymy i o nas napędzało. Ja wchodząc na boisko chciałem jeszcze mocniej pociągnąć drużynę do ofensywy. Do końca miałem nadzieje, że uda nam się uratować ten wynik.

Dla Ciebie indywidualnie były to udane mistrzostwa?

Na chwilę po meczu z Włochami nie potrafię na chłodno ocenić mojego występu w całym turnieju. Na pewno przeanalizuję wszystkie mecze, będziemy zresztą jeszcze rozmawiać zarówno o ostatnim spotkaniu, jak i tych poprzednich ze sztabem szkoleniowym. Jeszcze nie rozjeżdżamy się do domów, selekcjoner jeszcze chcę z nami przeprowadzić odprawy. To dobrze, bo mamy nad czym myśleć.

Meczem z Włochami reprezentacja U-20 de facto kończy swój żywot. Myślisz, że ktoś z Was jeszcze kiedyś zagra z orzełkiem na piersi?

Na pewno każdy z nas ma na to szansę i bardzo chciałby się kiedyś w tej pierwszej reprezentacji znaleźć. Będziemy o to walczyć. Potrzeba dużo codziennej pracy indywidualnej i w klubie, wcześniej jest jeszcze reprezentacja U-21. Tam na pewno też będzie trudniej o miejsce, ale po to się gra w piłkę, żeby reprezentować barwy swojego kraju. Gra w seniorskiej kadrze to dla każdego piłkarza spełnienie marzeń.

Tokio Flesz

Wideo

Materiał oryginalny: Mundial U-20. David Kopacz: Czas na analizę. Zabrakło nam nie tylko szczęścia - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie