Mogli być dużo bliżej awansu

ei24
Mogli być dużo bliżej awansu
Mogli być dużo bliżej awansu ei24
Piłkarze ŁKS nie zrobili poważnego kroku w kierunku ekstraklasy. A mieli do tego wymarzoną okazję...

Piłkarze ŁKS nie zrobili poważnego kroku w kierunku ekstraklasy. A mieli do tego wymarzoną okazję... Choć prowadzili 2:0, to jednak nie potrafili pokonać Piasta Gliwice. Mało tego, grając w przewadze jednego zawodnika stracili bramkę. To niezbyt dobrze świadczy o liderze. Gra obronna ełkaesiaków wołała o pomstę do nieba. Zespół, który ma aspiracje do występów w ekstraklasie, nie powinien w tak prosty sposób trwonić dorobku.

Choć to była już trzecia kolejka wiosennej pierwszej ligi, to jednak piłkarzom przyszło rozegrać spotkanie w iście zimowych warunkach. Już dwie godziny przed meczem zaczął padać śnieg, co wprowadziło pewną nerwowość u organizatora. Boisko natychmiast pokrył biały puch. Musiano szybko wprowadzić do akcji ludzi wyposażonych w łopaty, by mogli odpowiednio przygotować murawę do rozegrania meczu.

Łodzianie szybciej przystosowali się do trudnych warunków i to oni byli stroną aktywniejszą. Ełkaesiacy dość szybko rozbijali akcje Piasta i próbowali przedrzeć się na przedpole bramki strzeżonej przez Jakuba Szmatułę. Łodzianie umieścili piłkę w siatce Piasta w szóstej minucie spotkania, ale sędzia nie uznał gola, odgwizdując pozycję spaloną Marcina Mięciela. Chwilę później arbiter przerwał mecz, bowiem sympatycy gliwickiej drużyny odpalili świece dymne, które skutecznie uniemożliwiły grę piłkarzom obydwu drużyn.

W dwunastej minucie pierwszy raz groźnie zaatakowali gospodarze. Po kilku szybkich podaniach w polu karnym znalazł się Mariusz Zganiacz, lecz po starciu bark w bark z Michałem Łabędzkim padł na murawę. Sędzia słusznie uznał to za próbę wymuszenia rzutu karnego i ukarał napastnika Piasta żółtą kartką. W 19 minucie Piast wykonywał rzut wolny z lewej strony boiska. Piłka trafiła na głowę Łukasza Krzyckiego, ale jego lekki strzał nie sprawił problemów Bogusławowi Wyparle. Chwilę później groźnie było na drugiej stronie boiska. Krzysztof Mączyński dokładnie zagrał do Mięciela, jednak główka napastnika ŁKS nie była celna.

W 25 minucie łodzianie tylko dzięki doskonałej interwencji Wyparły nie stracili gola. Bramkarz ŁKS po strzale z bliska Mateusza Matrasa zdołał wybić piłkę zmierzającą do siatki tuż przy słupku. Gliwiczanie złapali wiatr w żagle. Raz po raz atakowali, wykorzystując chaos w defensywie gości. W 31 minucie znów Piast miał wyśmienitą sytuację bramkową, lecz i tym razem wspaniale interweniował Wyparło. Pięć minut później znów łódzki bramkarz musiał wyręczać swoich obrońców. Nie wytrzymał tego spokojny zazwyczaj trener ełkaesiaków. Andrzej Pyrdoł dobiegł do linii bocznej i w kilku ostrych słowach podsumował grę swoich podopiecznych. W 38 minucie nieporadność okazał Maciej Bykowski, kiedy to po dokładnym podaniu Bartosza Romańczuka zamiast strzelać na bramkę, oddał piłkę obrońcy Piasta.

Zupełnym zaskoczeniem dla kibiców z Gliwic była sytuacja z ostatniej minuty pierwszej części gry. Aut wykonywał Artur Gieraga. Ełkaesiak wrzucił piłkę w pole karne. Naciskany przez Dariusza Kłusa wybił ją głową do przodu Bartłomiej Sielewski. Futbolówka trafiła prosto pod nogi Romańczuka, a pomocnik łodzian ładnym plasowanym pokonał bramkarza Piasta, dając swojej drużynie prowadzenie.

Tuż po przerwie łodzianie zdobyli drugiego gola. Rewelacyjnym czterdziestometrowym przerzutem z lewej strony boiska popisał się Marcin Kaczmarek. Piłka wylądowała pod nogami Bykowskiego, ten natychmiast odegrał ją do wbiegającego Romańczuka. Ełkaesiak strzelił z pierwszej piłki, bramkarz zdołał jeszcze odbić futbolówkę, jednak już przy dobitce Mięciela był bezradny. Łodzianie chyba zbyt szybko uwierzyli w zwycięstwo. Cofnęli się na własną połowę i znów bez polotu i głowy próbowali się bronić. To musiało się zemścić. Po akcji wprowadzonego w przerwie Bartosza Iwana i strzale Jakuba Biskupa gliwiczanie uzyskali kontaktowego gola. Dwie minuty później gospodarze grali już w dziesiątkę. Zganiacz faulował Mięciela wychodzącego na czystą pozycję i sędzia pokazał mu żółty kartonik. A że była to jego druga kartka tego koloru, napastnik gliwiczan musiał opuścić boisko. W tym momencie mogło się wydawać, że ŁKS nie będzie miał trudności z utrzymaniem prowadzenia. A jednak ełkaesiacy grając w przewadze dali się zepchnąć do obrony i stracili kolejnego gola. Znów na listę strzelców wpisał się były zawodnik drużyny z al. Unii Biskup. ŁKS sprawiał wrażenie drużyny kompletnie zagubionej, niemającej pojęcia na czym polega ; futbol. Grający w osłabieniu gospodarze dyktowali warunki na boisku. Mało brakowało, aby w 80 minucie Piast objął prowadzenie. Na szczęście dla łodzian po silnym strzale Iwana piłka trafiła w poprzeczkę. Żal straconych dwóch punktów.

Piast Gliwice - ŁKS 2:2
0:1 - Romańczuk (45+2), 0:2 - Mięciel (49), 1:2 - Biskup (58), 2:2 - Biskup (70).

Piast: Szmatuła - Lewczuk, Krzycki, Matras, Szary - Biskup, Sielewski, Buryan, Podgórski, Zganiacz - Maycon.

ŁKS: Wyparło - Gieraga, Łabędzki, Klepczarek, Woźniczka - Bykowski, Kłus, Mączyński, Romańczuk, Kaczmarek - Mięciel.

Czerwona karka: Zganiacz (60, druga żółta). Sędziował Radosław Trochimiuk (Ciechanów). Widzów 2000

Mogli być dużo bliżej awansu

Fot. Maciej Stanik

Wideo

Dodaj ogłoszenie