Mirosław Żórawski, dyrektor sportowy i trener Master Pharm Budowlani Rugby: „Walczyć i wygrywać” dla Łodzi

Jan Hofman
Jan Hofman
O zakończonym niedawno sezonie ekstraligi rugby rozmawiamy z Mirosławem Żórawskim, dyrektorem sportowym i trenerem Master Pharm Budowlani Rugby.

Gospodarz finału wywalczył złoto. Reguła czy przypadek?

Ostatni finał potwierdził regułę, wygrywa gospodarz. Budowlani Rugby SA i Ogniwo Sopot zdominowali w ostatnich latach rozgrywki. Finałowe mecze 2017 i 2018 roku rozegrane na stadionie Widzewa wygrali łodzianie. Ostatnie dwa finały w Sopocie dla Ogniwa. Dojście do finału i udział w nim jest wielkim sukcesem, dlatego przed każdym sezonem zakładamy główny cel: udział w meczu finałowym. Ale po rundzie jesiennej była niepewność. Przegraliśmy z Ogniwem i Skrą, zremisowaliśmy w Siedlcach. Wiosną wyjaśniliśmy wszystko i w ekstralidze wygraliśmy wszystko, ale zabrakło tego ostatniego akcentu. Będziemy to analizować, bo błędy były.

Wywalczyliście wicemistrzostwo Polski. Wielki sukces czy lekkie rozczarowanie?

Nie można w żaden sposób nazwać udziału w meczu finałowym rozczarowaniem. To wielki sukces. Ale fakt, mistrz Polski to przysłowiowa wisienka na torcie i karta przetargowa do dalszych rozmów ze sponsorami. Walka o dalszy byt - walka twardsza niż na boisku. Nie ułatwi nam tego łódzka specyfika.

Nie macie chyba kompleksu Ogniwa?

W żadnym wypadku. W sezonie 2002/2003 wprowadzono fazę play-off i w pierwszym historycznym finale zagrali właśnie Budowlani z Ogniwem. Wielkim faworytem byli wtedy gospodarze, którzy nie mieli sobie równych w całym sezonie. Pierwszy finał był bardzo bolesną porażką, do której przyczynił się jeden z najlepszych rugbystów w historii polskiego rugby Grzegorz Kacała. Wygrana w Łodzi kosztowała wiele sopockie Ogniwo, które za tamto złoto zapłaciło wieloletnim kryzysem sportowym. Na zwycięstwo z nami musieli czekać potem kilkanaście lat, a na kolejne mistrzostwo dokładnie 16. W międzyczasie były bolesne porażki, jak chociażby ta z roku 2006, kiedy zostali rozgromieni w Łodzi 100:3.

Nadal o Master Pharm Budowlani można mówić, że to hegemon w polskim rugby?

Mamy wielki komfort używania słowa hegemon. Odkąd wprowadzono fazę finałową, to została ona przez nas zdominowana, bowiem na 18 meczów finałowych, my uczestniczyliśmy w 16. Budowlani są rekordzistami uczestników meczów finałowych, nawet jak zostaną rozdzieleni… Budowlani Rugby SA i KS Budowlani grali bowiem po 8 razy w finale. Naszymi przeciwnikami byli: Arka Gdynia - 6 razy, Ogniwo Sopot - 5, Lechia Gdańsk - 3, Folc AZS Warszawa - 2.

Jesteście krajową potęgą, kapitalnie promujecie miasto, ale łódzka władza was chyba nie kocha....

Trochę zazdroszczę Ogniwu, bo mają wspaniałego kibica. Na ich meczach, nie tylko tych finałowych, można spotkać prezydenta miasta Jacka Karnowskiego. Był w Łodzi i spotkałem go również naostatnim finale. Zawsze można z nim swobodnie pogawędzić. Nasza pani prezydent ostatni raz nas zaszczyciła swoją obecnością na finale w 2016 roku, o meczach ekstraligowych już nie wspomnę… Szkoda i nie rozumiem. Przecież od lat jesteśmy sportową wizytówką Łodzi, a my cieszymy się, że gramy dla naszego kochanego miasta. Przed ostatnim finałem zmieniliśmy grafiki na portalach społecznościowych Facebook oraz Instagram. Rozwinęliśmy nasze motto „Walczyć i wygrywać” i dołożyliśmy człon dla Łodzi.

I co?

Nie ma tytułu - nie ma nic. Nie ma choćby jednego słowa uznania, jakby ten srebrny medal nie był tego wart. Nie było spotkania i gratulacji, nawet, wydawałoby się oczywistego, pisma, maila czy nawet telefonu, absolutnie nic.

A my dalej swoje: „Walczyć i wygrywać”… i dalej dla Łodzi.

Zasłużony łódzki klub, a nie ma własnego boiska. Jest szansa na zmianę?

Walka o finał mistrzostw Polski to walka o przywilej gospodarza i organizatora, komfort grania u siebie… Wielka sprawa i niewiele nam zabrakło. Dla nas walka u siebie, to korzystanie z obiektów miejskich przy al. Unii, al. Piłsudskiego czy na Łodziance. Taką mamy specyfikę klubu i jest OK, ale mam nadzieję, że doczekamy lepszych czasów i „swojego miejsca” w Łodzi. Na razie powalczymy o nazwę, niesłusznie nam odebraną. Byliśmy, jesteśmy i będziemy BUDOWLANI. Tak było od początku, zarejestrowane w KRS i tak wyryte w sercach. Nikt nam tego nie odbierze i przed każdym meczem będzie ten sam okrzyk, a kibice nadal będą śpiewać Budowlani.

Dotarcie do finału to pewnie spore koszty dla klubu...

Bardzo chcieliśmy zagrać finał w Łodzi, o czym świadczyła wiosenna postawa drużyny. Mecz wyjazdowy to również dodatkowe koszty. Organizacja finału w Łodzi to poza splendorem również spore koszty dla miasta, których tym razem uniknięto. Ale również na wyjeździe reprezentujemy Łódź i zwróciliśmy się z prośbą o dofinansowanie udziału w meczu finałowym w Sopocie. Zabolało jeszcze przed meczem - pierwsza porażka. Nasza sytuacja finansowa pod koniec rozgrywek była trudna, więc zwróciliśmy się o dodatkowe wsparcie do sponsorów. Na szczęście oni nie zawiedli i pokryli koszty, a dodatkowo mogliśmy wystąpić w nowych okolicznościowych koszulkach, więc po raz kolejny dziękujemy Immergas Polska - Maciej Czop, Wizja Med - Michał Bielecki, Bio Medical Pharma - Piotr Pabin.

SPORTOWY24.PL - rozmowa z Joanną Fiodorow

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie