Mirosław Żórawski. 40 lat na dobre i złe z łódzkim i polskim rugby

pas
krzysztof lewandowski
Na sportowej gali Dziennika Łódzkiego za 40 lat pracy w sporcie został nagrodzony człowiek legenda polskiego rugby i łódzkiego sportu – Mirosław Żórawski

Najpierw był prawdziwym wojownikiem, zawodnikiem, który zostawiał serce i charakter na boisku, potem znakomitym trenerem KS Budowlani, Master Pharm Budowlani, a obecnie jest dyrektorem sportowym Budowlani SA i trenerem współpracującym przy ligowej drużynie.
Przez 17 lat był zawodnikiem KS Budowlani, występował w reprezentacjach Polski juniorów i seniorów, był znanym sędzią. Nie do przecenienia są jego sukces trenerskie. Ze swoimi podopiecznymi zdobył w sumie... czterdzieści medali (w tym jeden jako trener formacji ataku i wsparcie szkoleniowe zespołu w trakcie sezonu), na co składa się osiemnaście pierwszych miejsc, dziesięć drugich i dwanaście trzecich. Dotychczasowe osiągnięcia Mirosława Żórawskiego stanowią 40 procent wszystkich osiągnięć w historii sekcji rugby Budowlanych Łódź (99 tytułów).
Był lekkoatletą w ŁKS
Oddajmy głos naszemu bohaterowi. Mirosław Żórawski: – Do rugby trafiłem na początku 1980 roku prosto z sekcji lekkiej atletyki, którą uprawiałem w ŁKS. Mieszkałem wtedy na Retkini więc miałem blisko na Al. Unii. Na Górniczą musiałem jechać praktycznie przez całe miasto. Do spróbowania „co to jest rugby”, bo nie widziałem nic o tym sporcie, namówił mnie kolega, z którym trenowałem w ŁKS i nawet jakiś czas chodziliśmy na Budowlanych razem. Potem nasze drogi się rozeszły. Spotkaliśmy się po latach: ja już jako trener rugby, on instruktor... tańca towarzyskiego.
Najpierw zadebiutował jako senior
Dzisiaj dzieci zaczynają bardzo wcześnie od rugby TAG, przechodzą przez szkolenie w żakach, młodzikach, kadetach. Wtedy były tylko dwie kategorie wiekowe: juniorzy i seniorzy. Przygotowanie fizyczne po treningu lekkiej atletyki, zwłaszcza koordynacyjne i biegowe, bardzo się przydały i robiłem szybkie postępy. Po kilku miesiącach treningu pojechałem na finałowy turniej MPJ. Byłem rocznikowo o cztery lata młodszy, więc nie powąchałem nawet placu. Jeszcze w te same wakacje zrobiłem milowy krok: zwolniło się miejsce i załapałem się na zgrupowanie drużyny ligowej. Po wakacjach można powiedzieć że byłem już prawie zawodnikiem…a na dodatek zagrałem kilka meczy w drużynie rezerw (II liga). Tak więc się złożyło, że zanim zagrałem swój pierwszy mecz w juniorach, zaliczyłem kilka seniorskich gier. Mocny początek na mocne 40–lecie.
Starcie z potężnym Gruzinem
Następny 1981 rok to kolejny skok: debiut w I lidze i powołanie do reprezentacji Polski juniorów. Pamiętne chwile: mecz na sochaczewskiej „Maracanie” i pierwszy hymn w koszulce z orzełkiem na piersi. Potem kolejne mecze klubowe, reprezentacyjne i pierwsza poważna kontuzja, pierwszy pobyt w szpitalu. Poczułem się za mocno, dużo trenowałem i grałem, zdarzyło się nawet że jednego dnia w juniorach i seniorach. Zapłaciłem wysoką cenę, ale dzięki ogromnemu samozaparciu wróciłem do rugby. Niestety, na turnieju w Moskwie 1986 roku ogromny Gruzin ze „sbornej” zwalił mi się na nogę i poznałem wątpliwe „uroki” sowieckiej służby zdrowia. Powrót w gipsie, potem bieganie po lekarzach i szukanie właściwej diagnozy, ciężka rehabilitacja. To, z jakiej pomocy medycznej korzystają dziś zawodnicy, to kosmos w porównaniu z tamtymi czasami.
Jako trener zaczął od brązowego medalu
Znowu wróciłem do gry w klubie, w reprezentacji już nie dałem rady i zabrałem się za prace szkoleniową. Zacząłem od kadetów, ale bardzo szybko nastąpił skok. Nasi seniorzy spisywali się słabo i w końcu w 1988 roku spadli z ligi. Uratowała nas reorganizacja i zmiana trenera. Na początku 1989 roku objąłem drużynę i zdobyłem brązowy medal! Przez 8 sezonów byłem grającym trenerem, łącząc obowiązki szkoleniowca i zawodnika. Dodatkowo sukcesy z kadetami i juniorami klubowymi sprawiły, że w 1992 otrzymałem propozycję z Polskiego Związku Rugby i rozpocząłem pracę z kadrą juniorów, potem kadetów.
Kolejny przełom to rok 1997 i zmiany w klubie. Przestałem być trenerem ligi, automatycznie kończąc grę i od razu zostałem sędzią (przez jakiś czas również międzynarodowym).
To były lata wytężonej pracy sędziowskiej i szkoleniowej: w klubie oraz reprezentacji Polski z juniorami i kadetami, także z kadrą wojewódzką.
Wielki przełom
Kolejny wielki przełom to rok 2008, rezygnacja ze szkolenia młodzieżowego oraz sędziowania i po latach powrót do pracy trenerskiej z seniorami. Można powiedzieć nawet, że wielki powrót – dwa kolejne Mistrzostwa Polski, dwa wicemistrzostwa oraz dwa razy Puchar Polski. Te wszystkie sukcesy kosztowały mnie sporo zdrowia psychicznego i po brązowym medalu 2013 postanowiłem zakończyć ten rozdział życia.
Zostałem pierwszym w polskim rugby dyrektorem sportowym. Pozostałem jeszcze przez 6 lat trenerem rugby w SMS i 2 lata wykładowcą w WSS w Łodzi. Pomagam też okresowo trenerowi Przemysławowi Szyburskiemu w treningu specjalistycznym zawodników formacji ataku, szczególnie lubię pracę z łącznikami.

Euro 2020 przełożone na kolejny rok!

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
19 lutego, 5:48, Gość:

Napiszcie mistrzowie i wielcy mentorzy swój życiorys i sukcesy w rugby !!!Z chęcia poczytamy o Was.

O wielu trenerach można by napisać ale nie każdy ma takie parcie na szkło i odcinanie kuponów jak Żórawski.

Po drugie kariery innych łódzkich trenerów i działaczy rugby jeszcze trwają. Na notki biograficzne, podsumowania sukcesów jeszcze przyjdzie czas.

Po trzecie sukcesy w sportach zespołowych są wspólne i dzieli je wiele osób: zawodnicy, trenerzy i działacze.

Po czwarte żenujące jest jak bardzo bezkrytycznie, wręcz lizusowsko, traktuje wszystkie wypowiedzi byłego trenera Żórawskiego pełniący obowiązki dziennikarza Strzelecki.

G
Gość

Napiszcie mistrzowie i wielcy mentorzy swój życiorys i sukcesy w rugby !!!Z chęcia poczytamy o Was.

G
Gość

Zero z rzetelności dziennikarskiej można wystawić autorowi tego artykułu, no bo na pana Żurawskiego i jego wybujałe ego oraz mitomanię i zakłamywanie rzeczywistości szkoda słów

E
Ech szkoda gadać

Ten facet by wogole nie istniał jako człowiek w rugby gdyby nie jedna osoba która nie jest tu wspomniana pana ego jest żałosne niech pan pokaże ze ma jaja i wspomni pan o jednej osobie która pana w ten rugbowy świat wprowadziła cały artykuł to jest [wulgaryzm]enie

G
Gość

Ha,HA HA ego większe od sukcesów

G
Gość
18 lutego, 11:55, Gość:

Czytają o tych wszystkich sukcesu w rugby młodzieżowym Mirosława Żurawskiego zastanawiam się dlaczego nie udało mu się zbudować przez ostatnie lata nawet jednej sekcji dzieci/młodzieży w BSA? Dlaczego padły klasy rugby w Szkole Mistrzostwa Sportowego, które prowadził? Od 8 lat nie ma go w KS Budowlani, a klub z Górniczej dalej zdobywa medale w rozgrywkach młodzieżowych. Być może był tylko częścią dobrze działającego systemu szkolenia, a nie mesjaszem rugby na jakiego się kreuje?

W punkt!!! :)

G
Gość

Czytają o tych wszystkich sukcesu w rugby młodzieżowym Mirosława Żurawskiego zastanawiam się dlaczego nie udało mu się zbudować przez ostatnie lata nawet jednej sekcji dzieci/młodzieży w BSA? Dlaczego padły klasy rugby w Szkole Mistrzostwa Sportowego, które prowadził? Od 8 lat nie ma go w KS Budowlani, a klub z Górniczej dalej zdobywa medale w rozgrywkach młodzieżowych. Być może był tylko częścią dobrze działającego systemu szkolenia, a nie mesjaszem rugby na jakiego się kreuje?

Dodaj ogłoszenie