Mimo pandemii - rodziny odwiedzają swoich bliskich w szpitalu. Jak to możliwe?

Magdalena Jach
Magdalena Jach
Brat Krzysztof łączy pacjenta z rodziną. Wie, jak bardzo to jest ważne dla obu stron.
Brat Krzysztof łączy pacjenta z rodziną. Wie, jak bardzo to jest ważne dla obu stron. arch. Szpitala Zakonu Bonifratrów
Udostępnij:
Mimo pandemii, pacjenci często mogą się widywać i rozmawiać z rodziną. Zaglądają do swoich domów i domów swoich bliskich.

Z inicjatywą łączenia rodzin online wyszli opiekujący się obłożnie chorymi wolontariusze i pracownicy Szpitala Zakonu Bonifratrów w Łodzi.

Spełniło się marzenie pani Magdaleny, leżącej w łódzkim Szpitalu Zakonu Bonifratrów - przed świętami zobaczyła swoje wnuki. Druga, ciężko chora pacjentka, na głos swojej córki, otworzyła oczy, spojrzała na nią i wielkim wysiłkiem wyszeptała kilka słów. Inni podopieczni oddziału medycyny paliatywnej mogą zobaczyć bliskich, porozmawiać z nimi i dzięki temu poczuć się o niebo lepiej. Odwiedziny w szpitalu w czasie pandemii koronawirusa są możliwe. Wirtualnie. Rodziny, nawet przebywające za granicą, mogą zaglądać do szpitalnych sal swoich najbliższych, a oni – do ich domów, gdziekolwiek się one znajdują. Umożliwiają to nowoczesne technologie i komunikatory. To niby takie oczywiste, ale kiedy chory nie jest w stanie albo nie potrafi z nich skorzystać, ktoś musi mu w tym pomóc.

Taką pomoc mają zapewnioną pacjenci na Oddziale Medycyny Paliatywnej w Szpitalu Zakonu Bonifratrów w Łodzi. Nigdy nie obowiązywały tu wyznaczone godziny odwiedzin, rodziny przychodziły w ciągu całego dnia, w wyjątkowych przypadkach ktoś bliski mógł zostać przy ciężko chorym czy konającym na noc. Kiedy pojawiły się pierwsze informacje o tym, że koronawirus dotrze do Polski, zaczęto ograniczać wizyty. Nie było jeszcze obostrzeń, związanych ze stanem pandemii COVID-19, dlatego pozwalano najbliższej rodzinie, z zachowaniem szczególnych środków bezpieczeństwa, na krótką, kilkuminutową wizytę i pożegnanie. To były ciężkie, dramatyczne chwile dla wszystkich – rodzin chorych i personelu medycznego. Bo jak powiedzieć córce czy żonie, które ostatni raz widzą ojca czy męża, że ich czas już minął? Ale od kilku tygodni chorzy i ich bliscy nie mogą się już spotykać. Pozostał tylko kontakt telefoniczny. I z tym nie było łatwo, ponieważ większość przebywających na oddziale medycyny paliatywnej to seniorzy, którzy nie potrafią korzystać z nowoczesnych smartfonów, najczęściej mają proste aparaty starszych generacji. Część pacjentów jest już w tak ciężkim stanie, że nie ma szans, by sami mogli utrzymać telefon w dłoni

.

Chociaż porozmawiać…
- O łączeniu pacjentów z rodzinami przez Skype lub inne komunikatory internetowe pomyślałam wtedy, gdy po wprowadzeniu zakazu odwiedzin rozdzwoniły się nasze służbowe telefony – mówi dr Ewa Strzelczyk-Utz. – Zaniepokojone rodziny codziennie pytały o swoich bliskich. I nie chodzi mi o to, że mnóstwo czasu zajmowały nam te rozmowy. Wyobrażałam sobie, co musi czuć człowiek, którego najbliższy umiera, a on nie może go ani zobaczyć, ani z nim porozmawiać. Rozpacz, bezsilność, niepewność? Pozostaje mu tylko zaufać swojemu rozmówcy, czyli lekarzowi… Nie jest to łatwe.
Zaczęto więc chodzić do chorych z przenośną słuchawką, personel dzwonił także z ich telefonów komórkowych do bliskich. Jedna z pacjentek, która nie może sama telefonować, czeka zawsze z niecierpliwością na te umówione rozmowy z synem, a radość, z jaką je rozpoczyna jest nie do opisania. Inny pacjent rozmawiał ostatnio przez telefon stojąc przy oknie, z którego widać było przystanek autobusowy, a na nim machającą mu podczas tej rozmowy córkę.

Zobaczyć też się można!
Usłyszeć się z bliskimi przez telefon to dużo, ale opiekujący się chorymi chcieli zrobić więcej. Tym bardziej, że jest tu grupa pacjentów, którzy nie mogą już rozmawiać, są w stanie nawiązać jedynie kontakt wzrokowy.

- Któregoś dnia jedna z pacjentek, pani Magdalena, powiedziała, że bardzo chciałaby zobaczyć swoje wnuki – opowiada brat Krzysztof Sędacki, postulant w Konwencie Bonifratrów w Łodzi, który jako wolontariusz pomaga w opiece nad chorymi na oddziale. – Pomyślałem więc, że przyniosę laptop i będziemy łączyć chorych z rodzinami na Skypie. I tak nasi pacjenci zaczęli zaglądać do swoich domów, a ich rodziny - do szpitala. Nierzadko organizowane są połączenia jednocześnie z kilkoma osobami z rodziny, z bliskimi, którzy przebywają za granicą.

Zdarza się, że są to bardzo krótkie i jednostronne rozmowy, bo stan pacjenta jest poważny. Doktor Ewa Strzelczyk-Utz wspomina, jak kilka dni temu połączyła się przez WhatsApp z córką pacjentki. Chora w ciężkim stanie nie komunikowała się już z nikim, ale kiedy usłyszała głos córki i jej wielokrotnie powtarzane: „Kocham Cię Mamusiu”, otworzyła oczy i powiedziała tylko: „Nie mam siły rozmawiać Kochana”.
- Wiem, że to był dla niej ogromny wysiłek, żeby powiedzieć tych parę słów. Wiem też, że ten obraz mamy pozostanie w pamięci i sercu jej córki na zawsze – mówi doktor Ewa Strzelczyk-Utz.
Rodziny pacjentów poproszono o dostarczenie do szpitala smartfonów z aplikacjami, które umożliwiają kontakt wizualny. Zostały one zdezynfekowane, a brat Krzysztof, który zajmuje się łączeniem chorych z bliskimi, może dzięki temu pomagać w takich internetowych odwiedzinach większej liczbie pacjentów.

Drobny gest, a radość nie do opisania
- Obserwując, jak wszyscy przeżywają te spotkania, rozmowy, człowiek uświadamia sobie, jak niewiele potrzeba, żeby dać innym trochę radości – mówi brat Krzysztof. – I widzi, że w swojej codzienności nie dostrzega zwykle znaczenia prostego kontaktu, rozmowy z inną osobą, zatrzymania się na chwilę, zainteresowania drugim człowiekiem. A tu nie potrzeba nie wiadomo jakich wyczynów, akcji, poświęceń. Wystarczy przynieść laptop i połączyć ludzi, którzy nie mogą się spotkać.
Brat Krzysztof zaznacza, że ta refleksja dotyczy nas wszystkich. Bo przecież w normalnych czasach, bez epidemii, zapominamy o tym, ile możemy dać innym – rodzicom, samotnym znajomym – poprzez odwiedziny, telefon, serdeczną rozmowę, wysłuchanie, opowiedzenie o tym, jak minął dzień.
- W ciągu całego życia pędzimy, dużo pracujemy, zmęczeni wracamy do domu, próbujemy odpocząć, żeby znów stawić czoło nowym pojawiającym się wyzwaniom i problemom, nie mamy czasu zatrzymać się przy swoich bliskich, pokazać im i zapewnić, że ich kochamy, powiedzieć, ile dla nas znaczą – dodaje doktor Ewa Strzelczyk-Utz. – A kiedy zdarza się doświadczenie nieuleczalnej choroby i bliskiej śmierci, okazuje się, że nagle tego czasu praktycznie już nie mamy.
Mateusz Kuzdak, prezes Szpitala Zakonu Bonifratrów chciałby, żeby w czasie ograniczeń związanych z pandemią koronawirusa proponować odwiedziny poprzez internetowe komunikatory również pacjentom, przebywającym na innych oddziałach.
- Poprosimy nasz personel medyczny, by w miarę możliwości pomagał wszystkim chorym, którzy chcieliby skorzystać z tej formy kontaktu z rodziną – zapewnia Mateusz Kuzdak.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mikołajów i Odessa bramą do Morza Czarnego

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Express Ilustrowany
Dodaj ogłoszenie