Miejskie służby nie zajęły się rannym koziołkiem

(kz)
Pan Marcin po 10 godzinach sam zawiózł ranne zwierzę do weterynarza. Krzysztof Zając
O czwartej nad ranem młody koziołek wyskoczył wczoraj na jezdnię wprost pod koła samochodu na ul. Juszczakiewicza (łączącej ul. Konstantynowską z Retkinią). Ranny, dogorywał dziesięć godzin, bo miejskie służby - choć powiadomione - nie zajęły się zwierzęciem.

Jechałem do pracy. Zobaczyłem koziołka w ostatniej chwili i chociaż ostro hamowałem, potrąciłem go. Przeczołgał się jednak na łąkę. Miałem nadzieję, że jest tylko ranny - opowiada pan Marcin.
- Zadzwoniłem pod alarmowy numer 112 i połączyłem się z policją, a oni przełączyli mnie do łódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego, czyli dawnego inżyniera miasta, gdzie powiedziano mi, że za chwilę ktoś przyjedzie po koziołka. Nikt jednak nie przyjechał.

Po wykonaniu zdjęcia rentgenowskiego  okazało się, że koziołka nie da się uratować.

Koziołek z bezwładną tylną częścią ciała męczył się do godziny 14, gdy pan Marcin tą samą trasą wracał z pracy. - Byłem zaszokowany, widząc że nadał tu leży. Podniosłem go, wsadziłem do bagażnika i zawiozłem do lecznicy "Pod Koniem" - opowiada. Ponieważ koziołek miał bezwładne tylne nogi, zrobiono mu zdjęcie rentgenowskie.
- Niestety, miał uszkodzony rdzeń kręgowy i był bez szans na przeżycie - mówi Kamila Pochylska, lekarz weterynarii, która zbadała ranne zwierzę.
- Trzeba było go uśpić, by nie cierpiał.

Pan Marcin po 10 godzinach sam zawiózł ranne zwierzę do weterynarza.

Lecznica jest jednak prywatna i za eutanazję kazała sobie zapłacić 255 zł: 80 zł za zastrzyk i 175 złotych za utylizację. W przeciwnym razie pan Marcin musiałby zabrać koziołka. I co z nim zrobić? Chyba wywieźć tam, skąd go zabrał, na łąkę...
Kto odpowiada za to, że koziołek tyle godzin cierpiał?
Sławomir Rysiak, dyżurny Centrum Zarządzania Kryzysowego, tłumaczy, że natychmiast po przyjęciu zgłoszenia przekazano informację do leśnictwa miejskiego. - Nie wiemy, dlaczego leśniczy nie pojawił się na miejscu - mówi.
Próbowaliśmy się skontaktować z leśniczym. Telefon nie odpowiadał.

Wideo

Komentarze 23

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

zdecydowanie popieram !

K
KWIATKOWSKI

jezeli klinika nie odróznia zwierząt domowych od lesnych i pobiera pieniądze to ..
łodzianie zbojkotujcie ją !!!!
nie chodzcie tam!!! kiedyś ta przychodnia była INNA!!!

M
Mareczek

Super Panie Marcinie za Pana dobre serce.Prosze tylko uwazac za granica np.w Niemczech czy Holandii-Nigdy niewolno zabierac zwierzecia do samochodu bo to podchodzi kulsownictwo.Wystrczy zadzwonic na policje ktora w innym przypadku jak w Polsce natychmiast przyjedzie spisze protokol (Oczywiscie dostaje Pan odszkodowanie od wlasciciela rejonu) , zabezpieczy wypadek i wiecej Pana ta sprawa nic nie obchodzi.W przypadku koziolka to niema zagrozenia.Ale jak by to byla locha lub odyniec ranny to odradzam dochodzenia blizej niz 1 m.Sam widzialem wypadek odgryzienia nogi , kobiecie ktora zblizyla sie do rannego zwierzaka.

A
AM

Ok rozumiem że prywatne kliniki weterynaryjne nie są charytatywne i trzeba płacić ale są przypadki jak ten że koszty spoczywają na odpowiednich jednostkach i w tym przypadku należy obciążyć miasto albo ubezpieczyciela a Pan Marcin i tak za innych wykonał robotę może powinien wystawić rachunek za swoje usługi,przecież ktoś inny właśnie ma za to płacone.

J
J

do ehh- niestety prywatne lecznice nie sa w stanie pomagac zwierzakowm za darmo. Moj znajomy jest technikiem weterynaryjnym i opowiadal, ze jakby mieli serce na dloni to by musieli otworzyc Zoo, bo tyle do nich ludzie znosza rannych zwierzat tydzien w tydzien i oczywiscie wiele osob oczekuje poklepania po plecach, bo zrobili dobry uczynek, ale zamiast tego dostaja rachunek- no i jest awantura.

"Sluzby" miejskie - jak zwykle- daly tylka.

e
ehh

Kasy nie powinni brać od tego pana bo to nie jest jego zwierze to raz a dwa powinni być wyrozumiali a nie tylko na kasie im zależy a nie na tym że ktoś chciał pomuc biednemu zwierzakowi tym bardziej ze ten pan potrącił koziołka nie chciał ale stało sie ale za to chciał pomuc bo inny kierowca nawet nigdzie by nie zadzwonił tylko by pojechał dalej a ten pan zadzwonił tu i tam ale to nic nie dało bo w mieście mamy "nierobów" i jak wracał z pracy to sam wzioł zwierzaka do lecznicy jakl tak można ja bym kasy nie wzieła za to....!

d
do ir

inrzynier miasta powiedział ze zaraz ktos przyjedzie a nie przyjechał nikt więc komuś kogo miał wysłac inżynierek nie chciało sie d*** ruszyć juz wiesz o co kaman

G
Gość

tam weterynarz jest do d***.....!najgorsza lecznica w łodzi

y
y

Ale zdajecie sobie sprawe z faktu, ze lecznica placi za utylizacje zwlok, i to niemalo? dlaczego ma ponosic takie koszta> nawet, gdyby za rtg/badanie/usluge nie wzieto pieniedzy, to pozostaja koszty lekow (sporo, bo zwierzak niemaly) i odbioru i utylizacji - bodajze kolo 8 zl/kg, koziolek na pewno wazyl ponad 20...

p
plejada

Szkoda zwierzaka. Może trzeba było zadzwonić do schroniska dla zwierząt, tam jest bardziej kompetentny personel. Wiem, bo kiedyś sam potrąciłem bezpańskiego psa i przyjechał samochód ze schroniska i go zabrał. Pan Marcin nie powinien płacić za utylizację zwłok, bo w tym przypadku jest to w gestii chyba Inżyniera Miasta. Personel Lecznicy pod Koniem jest niedoinformowany albo pazerny na pieniądze.

m
malaaa

Wyrazy szacunku dla Pana Marcina. W dzisiejszych czasach mało kto ma tak postąpił. Widać nasze służby to tylko chcą jak najwięcej kasy brać i g..o robić. Miasto powinno oddać panu pieniądze w 100%. Szkoda tylko koziołka.

D
Dominik

Brawo Panie Marcinie. W dzisiejszych czasach mało osób by tak postapiło. Nawet nikt by nie wpadł zeby zabrac koziołka do lekarza :)

D
Daniel

Uznanie za Pana postawę. Doktor Jachman z Cieszyńskiej na pewno nic by nie wziął. Zgadzam się, że miasto powinno Panu zwrócić pieniądze.

D
Do Doctor

Tutaj daje Panu w 100 %tach racje.Polak to wielki BYDLAK. bez zadnyc uczuc i skrupulow.Liczy sie jedno.Kasa - Nachlac sie wodki - pojebac (Jak jest czym) im wielki pysk - CO TO NIE MY .
W glowach zaawansowany debilizm miedzy innymi wypalony mozg przez alkochol i nic wiecej.
A co do lecznicy to dlaczego ma ponosic koszty gdzie miasto ma na to fundusze.Miesko z dziczyzny to panom wojewoda i prokuratorom smakuje to niech placi ten kto z rewiru czerpie korzysci.Pan Marcin powinien jeszcze zaskarzyc miasto o odszkodowanie ze zwierzyna lata swobodnie po ulicy ,jak to jest w cywilizowanych krajach europy.No ale w Polsce to jeszcze ludzie DZICZ i Dzich na ulicach.

i
ir

ale komu "się nie chciało d*** ruszyć"? masz pewność, na jakim etapie sprawa utknęła i dlaczego? ludzie, przemyślcie, zanim coś napiszecie.

Dodaj ogłoszenie