Michał Gołaś: W Tour de Pologne chcemy pojechać agresywnie i ofensywnie

Arlena Sokalska, Twitter: @ArlenaSokalska
Zawsze udaje mi się być w jakiejś ucieczce, ale jeszcze nigdy nie udało się w niej dojechać w niej do mety. Będę próbował - deklaruje Michał Gołaś, kolarz ekipy Sky, były mistrz Polski, przed rozpoczynającym się Tour de Pologne

Z jakim nastawieniem przyjechał Pan na Tour de Pologne w tym roku?
Bardzo podobnym jak zawsze. Zawsze przyjeżdżam tu z ekipą, która walczy o klasyfikację generalną. Jestem pomocnikiem, a my chcemy pojechać agresywny i ofensywny wyścig. Będzie pewnie okazja, by na którymś z etapów zaatakować. Zawsze udaje mi się być w jakiejś ucieczce, ale jeszcze nigdy nie udało się w niej dojechać w niej do mety. Będę próbował.

Który etap będzie najtrudniejszy? Tradycyjnie ten w Bukowinie?
Wszyscy mówią o Bukowinie, ale uważam, że bardzo trudny jest etap w Zakopanem. Wtedy nie będzie jeszcze ułożona klasyfikacja generalna, wszyscy będą walczyć. Do tego dochodzi nawarstwienie zmęczenia, bo już od Nowego Sącza będzie ono rosło. W Bukowinie pewnie te różnice będą największe, ale nie bagatelizowałbym etapu w Zakopanem, bo naprawdę jest trudny.

W zeszłym roku wielu kolarzy przed startem sygnalizowało, że właśnie ten etap będzie zabójczy i tak się okazało, bo była tam prawdziwa - jak mówią kolarze - rzeźnia.
Oczywiście, ten etap jest bardzo długi. To ponad 200 km, a rundy są naprawdę ciężkie. Rok temu mało kto się spodziewał, że będzie on tak trudny, bo na profilu tak nie wyglądał. Ale te 3,5 tysiąca metrów przewyższenia trzeba przejechać i to się czuje w nogach. Różnice będą duże. Do tego prognozy pogody nie są zbyt optymistyczne, więc klasyfikacja generalna może się bardzo rozrzucić. Zwłaszcza, że zazwyczaj jechaliśmy przy dobrej pogodzie, w tym roku ma być kiepsko.

Jak się Pan czuje w ekipie Sky? Wszyscy podkreślają, że to team świetnie zorganizowany. Naprawdę jest różnica?
Nie jest ogromna. Nie mogę powiedzieć, że Etixx-Quick Step był dużo gorzej zorganizowany, te ekipy działają na podobnym poziomie. Są oczywiście szczegóły, Sky np. zwraca większą uwagę na dietę zawodników, na wyścigach mamy zawsze kucharza. Jest kilka takich szczegółów, które robią różnicę i te takie minimalne zyski - mówiąc po polsku (śmiech) - są zauważalne (ang. „marginal gains” to dewiza ekipy Sky - red.). Ale to nie jest jakiś ogromny skok. I nie jest też tak, że nagle zobaczyłem coś nowego, bo jednak przez lata jeździłem w bardzo dobrych drużynach.

To takie podkreślanie w Sky znaczenia drużynowości, nie tylko na wyścigach, gdzie faktycznie to widać, jest tylko na pokaz, czy zawodnicy czują się rzeczywiście bardziej ze sobą związani niż w innych teamach?
Niekoniecznie. Myślę, że ta drużynowość polega na tym, że każdy zna swoją rolę w ekipie, nie ma niedomówień. Jest jeden konkretny lider i każdy wie, że jest on w stanie powalczyć na wyścigu. Dlatego wszystko jest jasne i nikt nie próbuje niczego na własną rękę. Oczywiście bywają też takie wyścigi, gdzie droga jest otwarta i każdy z nas ma swoją szansę. Ale na większości wyścigów ekipa jest tak poukładana, że każdy wie, co ma robić. Dlatego to wygląda jak zwarty skład, który świetnie współpracuje.

Jest Pan jednym z czterech kolarzy powołanych do reprezentacji Polski na igrzyska i zarazem bardzo doświadczonym zawodnikiem. Pana zdaniem największe szanse na sukces w Rio ma kolarz, który jedzie w Tour de France, czy zawodnik, który wybrał nasz polski wyścig?
Nie jestem przekonany, czy Tour de France to jest najlepsze przygotowanie do igrzysk. Gdybym ja miał wybierać sposób przygotowania, tak teoretycznie, to przejechałbym Giro d'Italia, Tour de Pologne i San Sebastian. To byłoby najlepszy cykl przed igrzyskami. Po Tour de France bywa bardzo różnie. Zależy jak wyjdzie się z wyścigu, czasami można przesadzić z regeneracją, bo się za mało trenuje. To jest bardzo delikatna kwestia. Moje odczucia zawsze były takie, że te pierwsze dni po Tour de France są trudne do rozszyfrowania. Najgorsze w tym wyścigu w Rio jest to, że to tylko jeden start. Kolarz, który przyjeżdżają na Tour de Pologne po Tour de France ma o wiele łatwiej. Któregoś dnia człowiek zaczyna się już czuć dobrze, noga wraca. A na Rio jest jeden dzień, można trafić tak, że to będzie akurat ten kiepski.

Czyli medaliści olimpijscy jadą na wyścigu w Polsce?
To nie jest tak, że ktoś jadący w Tour de France nie wygra w Rio, bo większość faworytów jest właśnie tam. Ale też nie jestem przekonany, że każdemu trzytygodniowy wyścig dobrze zrobi.

Wideo

Materiał oryginalny: Michał Gołaś: W Tour de Pologne chcemy pojechać agresywnie i ofensywnie - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie